– Nasza armia nie będzie w stanie przejąć kontroli nad krajem jeszcze przez kolejną dekadę. Gdyby mnie ktoś zapytał o wycofywanie wojsk, powiedziałbym politykom, że Amerykanie powinni zostać do 2020 roku, kiedy nasza armia będzie gotowa ich zastąpić – oznajmił głównodowodzący iracką armią generał Babaker Zebari.
Zgodnie z obietnicą prezydenta Baracka Obamy Amerykanie zakończą misję bojową do końca sierpnia. Ze 160 tys. amerykańskich żołnierzy w Iraku ma pozostać 50 tys. Ich głównym zadaniem będzie szkolenie irackiej armii. Do końca 2011 roku wojsko ma być całkowicie wycofane. W Iraku zostanie jedynie kilka tysięcy pracowników kontraktowych w pięciu bazach, na których obecność zgodziły się irackie władze. Bezpieczeństwo kraju spadnie wtedy całkowicie na barki 200-tysięcznej irackiej armii, stworzonej od podstaw po obaleniu reżimu Saddama Husajna.
[srodtytul]Koniec wojny Busha [/srodtytul]
– Prezydent Barack Obama nie spełnił większości ze swoich przedwyborczych obietnic. Dlatego jest zdecydowany wycofać wojska z Iraku, by pokazać, że przynajmniej udało mu się zakończyć wojnę rozpoczętą przez George’a W. Busha. Jest pod presją, bo w listopadzie są wybory do Kongresu – mówi „Rz” dr David Dunn, ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa z Uniwersytetu w Birmingham.
Zdaniem irackiego dowódcy pospieszne wycofanie Amerykanów doprowadzi do powstania próżni, którą mogą wykorzystać ekstremiści. Po okresie względnego spokoju w lipcu w Iraku znów doszło do fali zamachów, w których zginęło co najmniej 100 osób. Do przeprowadzenia niektórych ataków przyznała się al Kaida.