Reklama
Rozwiń
Reklama

Iracka armia błaga o pomoc

Dowódca sił zbrojnych apeluje do USA o pozostawienie wojsk. Amerykanie kończą misję w sierpniu

Publikacja: 13.08.2010 03:43

Amerykańskie wojska są w Iraku od 2003 roku

Amerykańskie wojska są w Iraku od 2003 roku

Foto: Reuters

– Nasza armia nie będzie w stanie przejąć kontroli nad krajem jeszcze przez kolejną dekadę. Gdyby mnie ktoś zapytał o wycofywanie wojsk, powiedziałbym politykom, że Amerykanie powinni zostać do 2020 roku, kiedy nasza armia będzie gotowa ich zastąpić – oznajmił głównodowodzący iracką armią generał Babaker Zebari.

Zgodnie z obietnicą prezydenta Baracka Obamy Amerykanie zakończą misję bojową do końca sierpnia. Ze 160 tys. amerykańskich żołnierzy w Iraku ma pozostać 50 tys. Ich głównym zadaniem będzie szkolenie irackiej armii. Do końca 2011 roku wojsko ma być całkowicie wycofane. W Iraku zostanie jedynie kilka tysięcy pracowników kontraktowych w pięciu bazach, na których obecność zgodziły się irackie władze. Bezpieczeństwo kraju spadnie wtedy całkowicie na barki 200-tysięcznej irackiej armii, stworzonej od podstaw po obaleniu reżimu Saddama Husajna.

[srodtytul]Koniec wojny Busha [/srodtytul]

– Prezydent Barack Obama nie spełnił większości ze swoich przedwyborczych obietnic. Dlatego jest zdecydowany wycofać wojska z Iraku, by pokazać, że przynajmniej udało mu się zakończyć wojnę rozpoczętą przez George’a W. Busha. Jest pod presją, bo w listopadzie są wybory do Kongresu – mówi „Rz” dr David Dunn, ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa z Uniwersytetu w Birmingham.

Zdaniem irackiego dowódcy pospieszne wycofanie Amerykanów doprowadzi do powstania próżni, którą mogą wykorzystać ekstremiści. Po okresie względnego spokoju w lipcu w Iraku znów doszło do fali zamachów, w których zginęło co najmniej 100 osób. Do przeprowadzenia niektórych ataków przyznała się al Kaida.

Reklama
Reklama

– Wycofanie teraz Amerykanów będzie sygnałem, że opuszczają kraj bez względu na sytuację. A to może zachęcić ekstremistów – ostrzega cytowany przez BBC Faleh Abdul Jabbar, szef Irackiego Instytutu Studiów Strategicznych w Bagdadzie.

Na jak najszybsze wycofanie Amerykanów od dawna nalegali iraccy politycy, m.in. premier Nuri al Maliki. Ich zdaniem to obecność obcych żołnierzy była dla ekstremistów pretekstem do ataków.

– Tym argumentom nie można odmówić racji. Wycofanie amerykańskich wojsk rzeczywiście zwiększy autorytet irackich władz. Pewne zagrożenie dla Iraku oczywiście istnieje, ale bardziej chodzi o walki na tle etnicznym niż o al Kaidę, która jest marginesem – uważa David Dunn.

Ekspert przyznaje, że Irak jest w trudnym położeniu, bo po marcowych wyborach, które nie wyłoniły zdecydowanego zwycięzcy, politykom wciąż nie udało się sformować rządu.

– Irakijczycy nie mogą się jednak ciągle chować za plecami USA. Muszą w końcu zacząć przejmować odpowiedzialność za własny kraj – dodaje.

Zdaniem głównodowodzącego wojskami USA w Iraku generała Raymonda Odierna nie ma powodu do obaw. – Generał informuje, że bezpieczeństwo, które znacznie się poprawiło w ostatnich latach, utrzymuje się na tym samym poziomie, a wojska irackie będą gotowe przejąć dowodzenie, kiedy z końcem miesiąca zakończymy misję bojową – powiedział rzecznik Białego Domu Robert Gibbs.

Reklama
Reklama

[srodtytul]Szyici kontra sunnici[/srodtytul]

Po inwazji na Irak w 2003 roku Amerykanie podjęli decyzję o rozwiązaniu irackiej armii. Zdaniem wielu ekspertów przyczyniło się to do wybuchu rebelii, która szybko zamieniła Irak w najniebezpieczniejszy kraj świata. Uprzywilejowana za czasów Saddama mniejszość sunnicka zaczęła walczyć z szyitami i siłami koalicji 27 państw. Przeciwko obcym wojskom wystąpiły także radykalne grupy szyitów. Do kraju ściągali bojownicy z innych państw, w tym terroryści z al Kaidy.

Fala przemocy sięgnęła zenitu w latach 2006 – 2007, kiedy rocznie w zamachach ginęło kilkanaście tysięcy cywilów. Sojusznicy Stanów Zjednoczonych zaczęli wycofywać się z Iraku. Waszyngton opanował sytuację dopiero, kiedy w 2007 roku zwiększył swój kontyngent do 160 tys. żołnierzy.

[ramka][srodtytul]Sojusznicy USA już dawno opuścili Irak[/srodtytul]

Prezydent USA George W. Bush nazwał „koalicją chętnych” grupę prawie 50 krajów, które poparły inwazję na Irak. W działaniach wojennych wzięło udział tylko pięć krajów: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Australia, Dania i Polska. Inne kraje zdecydowały się wysłać swoje wojska dopiero po zakończeniu walk. W sumie w skład sił wielonarodowych wchodziło 27 krajów. Największy kontyngent po Amerykanach mieli Brytyjczycy (5,5 tysiąca), którzy odpowiadali za bezpieczeństwo południowej części kraju. Liczące się siły wysłały do Iraku także Korea Południowa (3,6 tysiąca) i Włochy (3,2 tysiąca). Polska, która przejęła odpowiedzialność za jedną z czterech stref, utrzymywała w kulminacyjnym momencie 2,5 tysiąca żołnierzy. Wraz z eskalacją przemocy w Iraku koalicja zaczęła jednak szybko topnieć.

Sygnał do odwrotu dały władze Hiszpanii, które po zamachach w Madrycie w marcu 2004 roku ogłosiły wycofanie ponad tysiąca żołnierzy. W ciągu kilku miesięcy koalicja skurczyła się o siedem państw, głównie z Azji i Ameryki Łacińskiej. Ale w 2005 roku zaczęli się wycofywać także zachodni sojusznicy USA. Swój kontyngent zmniejszyła też Polska, która w październiku 2008 roku zakończyła misję. Najdłużej u boku Amerykanów wytrwali Brytyjczycy, Rumuni i Australijczycy, którzy wycofali się z Iraku w połowie 2009 roku.

Reklama
Reklama

[i]—lor[/i][/ramka]

[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=w.lorenz@rp.pl]w.lorenz@rp.pl[/mail][/i]

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1451
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1450
Świat
„Rzecz w tym”: Bad Bunny, MAGA i kryzys Zachodu – pokolenie 30–40-latków buduje własny mit Ameryki
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1449
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama