[b]Rz: Przez ostatnie miesiące Tea Party przedstawiana była jako ruch radykałów i ultrakonserwatystów. Mimo to udało wam się wprowadzić kilku kandydatów do Kongresu.[/b]
[b]Jamie Radtke:[/b] Wyniki wyborów przerosły nasze marzenia. Wygrana takich ludzi jak Rand Paul pokazuje, że możemy osiągać ogromne sukcesy, nawet gdy lewicowe media robią wszystko, by zniszczyć naszych kandydatów. Początkowo próbowano przedstawiać Tea Party jako ruch nawołujący do przemocy. Lewicowi politycy i dziennikarze nie chcą mówić o konkretnych problemach, bo trudno uzasadnić dążenie do socjalistycznej gospodarki. Wolą przypinać przeciwnikom różne etykietki. Kiedy ta taktyka zawiodła, zaczęto ignorować nasze działania. Ale i to nie podziałało. Siłą Tea Party jest bowiem to, że stanowimy spontaniczny ruch, który ma wiele cech wspólnych z polską „Solidarnością”. Został stworzony przez zwykłych ludzi, którzy stwierdzili, że z ich krajem dzieje się coś niedobrego, że to już nie jest ich Ameryka i że istnieje potrzeba przywrócenia konserwatywnych wartości.
[b]Tea Party budzi jednak negatywne emocje nie tylko wśród demokratów, ale także wśród wielu republikanów. Czy wejście waszych ludzi do Kon- gresu zmieni amerykańską prawicę?[/b]
Najbliższe dwa lata będą dla Partii Republikańskiej okresem próby. Jej członkowie muszą być świadomi, że ludzie nie głosowali na nich dlatego, że są republikanami. Badania opinii pokazują, że przychylnie Partię Republikańską ocenia tylko nieco ponad 40 procent wyborców. Ludzie zagłosowali na konserwatystów, bo oczekują od nich realizacji bardzo konkretnych zadań. Jeśli ich obietnice nie zostaną zrealizowane, następne wybory zakończą się klęską republikanów. Amerykanie nie będą już dłużej tolerować polityków, którzy chcą sprawować rządy po staremu.
[b]Czy herbaciany ruch przekształci się w trzecią partię polityczną Ameryki?[/b]