Reklama
Rozwiń
Reklama

Wyborcza farsa w Birmie

Opozycja zbojkotowała pierwsze od 20 lat wybory w kraju rządzonym przez wojskową dyktaturę

Aktualizacja: 08.11.2010 08:59 Publikacja: 07.11.2010 20:53

Wyborcza farsa w Birmie

Foto: PAP/EPA

Nie wiadomo, kiedy rządząca 50-milionową Birmą junta wojskowa ogłosi wyniki wczorajszego głosowania. Główna partia opozycji Narodowa Liga na rzecz Demokracji wezwała do bojkotu wyborów, przewidując, że wyniki zostaną sfałszowane. – Nie sądzę, żeby wybory cokolwiek zmieniły. Nie można przecież wpłynąć na ustalony już rezultat – powiedziała liderka opozycji, laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi.

Pracownicy zagranicznych placówek w Rangunie informowali, że nie widzieli kolejek przed lokalami wyborczymi. Zagranicznym dziennikarzom i obserwatorom władze nie wydały wiz. W państwowej telewizji o wyborach w ogóle nie informowano, pokazywano materiały o naprawie dróg i zwiększeniu wydobycia gazu ziemnego.

– Birma będzie miała te same dyktatorskie rządy, z jedną tylko różnicą: wojskowi zdejmą mundury – mówi „Rz“ Mark Farmaner z organizacji Burma Campaign. – Jeśli zechcą, generałowie mogą powołać nowy rząd w ciągu dwóch tygodni. Równie dobrze może im to jednak zająć trzy, cztery miesiące – dodaje. Lider junty, dowodzący armią generał Than Shwe, nie kandydował w wyborach, ale obserwatorzy uważają, że będzie nadal odgrywał kluczową rolę w państwie.

Wojskowi zapewnili sobie zresztą 25 procent miejsc w parlamencie, co zostało zapisane w nowej konstytucji z 2008 roku. Większość pozostałych miejsc zajmą kandydaci proreżimowych Partii Solidarności i Rozwoju oraz Partii Jedności Narodowej. W wielu okręgach o głosy wyborców „rywalizowali“ kandydaci tylko tych dwóch ugrupowań. W parlamencie znajdzie się też prawdopodobnie grupka opozycjonistów i kandydatów niezależnych, ale nie będą mieli wpływu na uchwalane ustawy.

W 2003 roku junta aresztowała Aung San Suu Kyi, a podczas ataku na jej zwolenników zginęło prawie 70 osób, co wywołało międzynarodowy skandal. Wojskowi przestraszyli się gróźb sankcji ekonomicznych i ogłosili „mapę drogową ku demokracji“. Przez ostatnie siedem lat przekonywali, że przeprowadzą wolne wybory. Jednocześnie zadbali o to, by zabezpieczyć się na przyszłość. Uchwalono m.in. prawo zapewniające im nietykalność na wypadek oskarżenia ich w przyszłości o zbrodnie popełnione w latach dyktatury. Według Rona Hoffmana, dyplomaty reprezentującego interesy Kanady w Birmie, zapowiedzi liberalizacji systemu wzbudziły początkowo ekscytację w społeczeństwie. – Potem reżim systematycznie niszczył te nadzieje. To kolejna tragedia dla Birmy – powiedział Hoffman.

Reklama
Reklama

Społeczność międzynarodowa jest podzielona w kwestii sankcji. Za ich zaostrzeniem są m.in. USA, Wielka Brytania, Czechy, Irlandia, przeciwko – liczne kraje azjatyckie, Niemcy, Francja, Włochy, Austria oraz Polska. – Firmy z tych krajów prowadzą z władzami Birmy interesy, co pomaga utrzymać się dyktaturze – zaznacza Farmaner. – W generałów byłoby łatwo uderzyć ostrymi sankcjami gospodarczymi, bo ich główne dochody pochodzą z handlu gazem. Niestety, interesy ekonomiczne okazują się ważniejsze od praw człowieka – dodaje ekspert.

[ramka][srodtytul]Birma, czyli Myanmar Ponad 20 lat dyktatury i represji[/srodtytul]

18 września 1988 roku birmańscy wojskowi przeprowadzili zamach stanu, argumentując, że muszą ratować kraj przed komunistyczną rebelią. Dwa lata później zgodzili się na wybory, w których 82 procent głosów zdobyła opozycyjna wobec nich Narodowa Liga na rzecz Demokracji. Wynik nie został uznany przez generałów. Na ich rozkaz dokonano masowych aresztowań działaczy opozycji. W 1992 roku na czele Birmy stanął generał Than Shwe, obejmując stanowisko przewodniczącego Państwowej Rady Pokoju i Rozwoju Państwa. Wszystkie urzędy zostały obsadzone przez ludzi junty. Po objęciu władzy wojskowi zmienili nazwę państwa z Birmy na Myanmar. Podkreślili tym samym dominującą rolę etnicznej większości, którą określa się właśnie tym mianem. Junta przeniosła też siedzibę rządu do nowej stolicy Naypyidaw. W 2007 roku mnisi buddyjscy wywołali w Rangunie protesty, domagając się demokracji. Reżim stłumił bunt, aresztując około 3 tysięcy osób. Były ofiary śmiertelne; ich liczba jest jednak nieznana. W ostatnich latach głównym problemem władz są bunty mniejszości etnicznych. W ubiegłym roku armia toczyła walki ze zbrojnymi grupami Karenów i Chińczyków Han.

[i]—mszy[/i]

[/ramka]

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1454
Świat
Tym otruto Aleksieja Nawalnego. Czym jest toksyna żaby drzewołazowatej?
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1453
Świat
Islam w Europie, brutalna diagnoza. Europejski laicyzm przegrywa?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama