Szef dyplomacji Rosji Siergiej Ławrow ocenił, że istnieje „ogromne niebezpieczeństwo” wybuchu otwartego konfliktu. – Ci, którzy rozpoczęli atak i ostrzelali południowokoreańską wyspę, wzięli na siebie olbrzymią odpowiedzialność – mówił. Premier Japonii Naoto Kan zwołał nadzwyczajne posiedzenie rządu. Polecił swoim ministrom, by „poczynili przygotowania na każdą ewentualność”.
Phenian nie rezygnuje z wojennej retoryki. „Będziemy kontynuować nasze bezlitosne ataki bez żadnego wahania, jeśli południowokoreański wróg odważy się wtargnąć na nasze morskie terytorium choćby na 0,001 milimetra” – napisało w oświadczeniu dowództwo armii Północy. Jak stwierdziło, w wyniku ognia artylerii Południa siły północnokoreańskie nie poniosły żadnych strat. Jamie Wong podkreśla, że władze i media w Seulu jak ognia unikają słowa „wojna”. – Używają określenia „prowokacja”. Boją się paniki i nie chcą, by incydent został rozdmuchany – mówi.
[srodtytul]O co ten spór?[/srodtytul]
Wyspa Yeonpyeong, gdzie stacjonuje około tysiąca żołnierzy Południa, leży zaledwie 3 kilometry od linii demarkacyjnej rozdzielającej oba państwa. Komunistyczna Północ nie uznaje tej linii i regularnie przypomina o tym, prowokując incydenty zbrojne. W marcu prawdopodobnie północnokoreański okręt zatopił jednostkę Południa, zabijając 46 członków jej załogi. W sierpniu na wody otaczające Yeonpyeong spadło ponad 100 pocisków wystrzelonych przez artylerię Północy. Siły Południa co roku przeprowadzają manewry, które zawsze wywołują wzrost napięcia w stosunkach z Północą. W tym roku w ćwiczeniach pod kryptonimem „Ocalić naród” bierze udział 70 tysięcy żołnierzy południowokoreańskich oraz kilka jednostek amerykańskich. Phenian ogłosił, że wrogie siły ćwiczą inwazję przeciwko Północy i chcą wywołać wojnę.
Zdaniem niektórych chińskich ekspertów prowokacje Phenianu mają na celu skonsolidowanie północnokoreańskiej armii w przededniu spodziewanej zmiany na szczytach władzy na Północy. W razie śmierci schorowanego dyktatora Kim Dzong Ila schedę po nim ma przejąć jego syn Kim Dzong Un.
Zachodni eksperci podkreślają, że do ataku doszło niedługo po ujawnieniu nowych informacji na temat programu nuklearnego Korei Północnej. Phenian podał, że buduje nowy reaktor i zakończył prace nad ośrodkiem wzbogacania uranu, o którym nikt na świecie dotychczas nie słyszał. Zaproszono tam Siegfrieda Heckera, byłego szefa amerykańskiego ośrodka nuklearnego w Los Alamos. Uczony powiedział w wywiadzie dla „New York Timesa”, że północnokoreański ośrodek jest zaskakująco nowoczesny. W ślad za tymi doniesieniami na Daleki Wschód udał się wysłannik Waszyngtonu Stephen Bosworth. Powierzono mu zadanie przeprowadzenia rozmów na ten temat między innymi w Chinach.