Korespondencja z Waszyngtonu

Propozycja poprawki do konstytucji – która przepadła w referendum w Missisipi – nie tylko stwierdzała jasno, że życie zaczyna się w momencie poczęcia, ale stanowiła również, że zapłodnione jajeczko ma status „osoby ludzkiej".

Przyjęcie propozycji sprawiłoby, że aborcja byłaby równoznaczna z morderstwem. Nielegalne stałyby się także zabiegi przerywania ciąży u ofiar gwałtu lub kazirodztwa, oraz niektóre środki kontroli urodzin, na przykład pigułka dzień po. Zabronione byłoby również niszczenie zarodków tworzonych na potrzeby zapłodnienia in vitro.

Komentatorzy sądzili, że w stanie będącym częścią tak zwanego biblijnego pasa – w którym dominują religijni, konserwatywni wyborcy – propozycja ma szanse przejść. Jak zauważa „Wall Street Journal", żaden poważny polityk nie był przeciw, a popierał ją zarówno republikański, jak i demokratyczny kandydat na gubernatora stanu. – Sondaże pokazywały, że większość wyborców jest za ochroną życia. Nasi przeciwnicy mieli jednak przewagę w mediach i zdołali przekonać ludzi, że nawet jeśli są pro-life, to powinni głosować przeciw – tłumaczy „Rz" Rob Chambers z Christian Action Commission.

Przeciwnicy poprawki przekonywali m. in., że ograniczy ona prawa kobiet, doprowadzi do delegalizacji antykoncepcji, a nawet do uznania poronienia za przestępstwo.

58 proc. głosujących odrzuciło więc poprawkę do konstytucji. Ta porażka może utrudnić przyjęcie podobnych propozycji w takich stanach, jak: Floryda, Kalifornia, Montana, Oregon, Ohio czy Nevada. Część organizacji pro-life uważa, że nie powinno się proponować aż takich rozwiązań. – To było nierozsądne ze strategicznego punktu widzenia – mówi „Rz" Austin Ruse, prezes Instytutu Rodziny Katolickiej i Praw Człowieka. – Wierzymy, że mamy szansę obalić wyrok Sądu Najwyższego w sprawie Roe kontra Wade (legalizujący aborcję – red.), ale musimy toczyć tę walkę stopniowo.

Liberałowie mają jeszcze jeden powód do świętowania. W referendum w Ohio udało im się odrzucić przygotowaną przez republikańskiego gubernatora Johna Kasicha ustawę, która ograniczała prawa pracowników sektora publicznego m.in. do negocjowania układów zbiorowych i do strajków.

Wyraźnie zwycięstwo zwolenników demokratów – 62 do 38 proc. – może mieć istotne konsekwencje dla Ameryki. Referendum traktowane było jako barometr nastrojów w walce między obrońcami związkowych przywilejów a politykami, którzy skupiają się na probiznesowych rozwiązaniach ograniczających deficyt budżetowy.