Ta ważna deklaracja padła pół wieku po zakończeniu wojny w Algierii. – Francja opuściła własnych żołnierzy, tych, którzy jej zaufali, tych, którzy ją wybrali i jej służyli – oświadczył prezydent Hollande w przesłaniu skierowanym do tak zwanych harkisów. Tym mianem określa się dawnych algierskich żołnierzy walczących po stronie francuskiej w wojnie, która ostatecznie doprowadziła do proklamowania niepodległości Algierii.
Hollande przyznał też, że „harkisi i ich rodziny zostali przyjęci i traktowani na ziemi francuskiej w sposób często niegodny ".
Prezydent zapowiedział, że dla historii i tragedii Algierczyków, którzy opowiedzieli się za Francją, należy znaleźć odpowiednie miejsce w podręcznikach i badaniach naukowych.
Harkisi uważają, że politycy francuscy traktują ich tragedię instrumentalnie
To kolejny dowód, że socjalistyczny prezydent Hollande nieoczekiwanie prowadzi politykę historyczną – kilka miesięcy wcześniej, w rocznicę wielkich deportacji Żydów, przyznał, że Francja jest winna kolaboracji i ponosi winę za Holokaust na jej terytorium.
Jednak przesłanie Hollande'a, wygłoszone we wtorek przez ministra ds. kombatantów w czasie obchodów tzw. narodowego dnia harkisów, nie usatysfakcjonowało tej społeczności. Jako „puste słowa pozbawione znaczenia" określił je Mohamed Otsami, przedstawiciel największej organizacji reprezentującej liczącą 500 tysięcy osób społeczność harkisów i ich potomków. Ich oczekiwania idą dalej – chcą , by odpowiedzialność Francji została ujęta w formie dekretu i związana była z odszkodowaniami.
Kiedy w marcu 1962 roku podpisano w Evian francusko- -algierskie porozumienia dające niepodległość Algierii, Algierczyków, którzy walczyli po stronie Francji, pozostawiono własnemu losowi. Jeśli nie udało im się przedostać do Francji, oznaczało to zazwyczaj okrutną śmierć dla nich i ich rodzin. Francuzi byli doskonale świadomi, że wydają na swych sprzymierzeńców wyrok śmierci – zgodnie z rozkazami, wycofując się, rozbrajano harkisów, nierzadko siłą.
W masakrach w Algierii dokonywanych przez Front Wyzwolenia Narodowego zginęło co najmniej kilkadziesiąt tysięcy wiernych Francji Algierczyków, niektórzy historycy twierdzą nawet, że liczba ta mogła sięgnąć ponad 100 tysięcy.
Kilkudziesięciu tysiącom udało się przedostać do Francji (choć oficjalne dyrektywy zabraniały organizowania ewakuacji), gdzie przez ponad dziesięć lat wegetowali w obozach dla uchodźców, strzeżonych przez siły porządkowe.
Przez dziesięciolecia temat zdradzonych harkisów był spychany w niepamięć i nie istniał we francuskiej debacie politycznej. Wstrząs wywołała skarga, jaką w paryskim sądzie złożyli w 2003 roku przedstawiciele harkisów. Dotyczyła „zbrodni przeciw ludzkości i współudziału w ich dokonaniu" i była skierowana przeciwko Algierii i Francji.
Harkisi uważają, że politycy traktują ich tragedię instrumentalnie – poprzedni prezydent Nicolas Sarkozy już od 2007 r. obiecywał, że uzna odpowiedzialność Francji za masakrę wiernych jej Algierczyków. Ale przypominał sobie o tym dopiero w czasie ostatniej kampanii prezydenckiej, podczas odwiedzin terenu dawnego obozu w Perpignan.