Osiem lat temu dziennikarkę na klatce schodowej domu, w którym mieszkała, dosięgły trzy kule z pistoletu. Gdy upadła, morderca wystrzelił czwarty raz – w głowę. Taki strzał w radzieckich i rosyjskich służbach specjalnych nazywa się „wystrzał kontrolny". Na wszelki wypadek: by mieć 100-procentową pewność, że zadanie zostało wykonane, a ofiara nie żyje. I nic już nie powie, nikogo nie rozpozna... Ale wykonać go mogą tylko ludzie o stalowych nerwach: przydeptać drgające jeszcze ciało ofiary, by zmniejszyć ryzyko spudłowania, spokojnie wycelować i wystrzelić. Nie zważając przy tym, że już pierwsze strzały mogły wywołać alarm w całej okolicy.