Armia izraelska nie podaje szczegółowych informacji na temat swoich strat. Jej rzecznik gen. Moti Almoz, cytowany przez portale izraelskie, powiedział, że rakieta wystrzelona z południowego Libanu trafiła w samochód wojskowy, który poruszał się w konwoju.
Teraz już wiadomo, że zginęło dwóch żołnierzy izraelskich, a siedmiu jest rannych. Takich strat na północnej granicy Izrael nie doznał od dawna.
Podczas wymiany ognia na pograniczu zginął też żołnierz stacjonujących tam sił pokojowych ONZ (UNIFIL), według libańskiej gazety "Daily Star" to Hiszpan.
Niedługo po ataku na konwój ostrzelane przez moździerza zostały pozycje izraelskie na pobliskiej górze Hermon, leżącej na pograniczu Syrii (do niej należy szczyt 2814 m nad poziomem morza), Libanu i Izraela (kontroluje zachodnie zbocza do wysokości 2224 m).
Hezbollah ogłosił, że rozpoczął operację o 11:35. Kilkadziesiąt minut później rzecznik armii izraelskiej mówił o "pewnej ilości" rannych żołnierzy, którzy trafili do szpitala.
Izraelczycy odpowiedzieli ostrzałem "wielu celów" na południu Libanu, brało w tym udział lotnictwo izraelskie. O skutkach też niewiele wiadomo.
Napięcie na granicy wzrosło po zeszłotygodniowym ataku izraelskiego lotnictwa na konwój na terenie Syrii. Poruszali się nim bojownicy Hezbollahu i - co zaskoczyło nawet Izraelczyków - wojskowi z Iranu. Zginęło kilkanaście osób, w tym irański generał z Gwardii Rewolucyjnej.
Z oświadczenia Hezbollahu wynika, że dzisiejszy ostrzał izraelskiego konwoju to odwet za tamten izraelski atak w Syrii. Mieli jej dokonać koledzy "męczenników z brygady Kunejtra", którzy zginęli w zeszłym tygodniu od izraelskich rakiet.
Hezbollah i Iran wspierają syryjskiego dyktatora Baszara Asada w walce z sunnicką zbrojną opozycją (ostatnio głównie dżihadystami i alkajdystami).
Stroną konfliktu staje się i Izrael.
W połowie stycznia szef Hezbollahu Hasan Nasrallah zapewniał, że jego organizacja jest gotowa do wojny z Izraelem, ściślej do odparcia izraelskiego ataku i późniejszego kontrataku, który swoim zasięgiem objąłby znaczną część państwa żydowskiego. Dotychczas Izraelowi udawało się toczyć wojny z Hezbollahem (podobnie jak z i Hamasem) na ograniczonym do pogranicza terytorium. Bardzo rzadko jakaś rakieta radykałów islamskich dolatywała w głąb kraju.
W Libanie część polityków obawia się, że zaraz zacznie się nowa wojna. MSZ Libanu zapewnił, że atak Hezbollahu nie łamie rezolucji ONZ z 2006 r. (podpisanej po porzedniej wojnie), bo doszło do niego na terenie okupowanym przez Izrael (tzw. Farmy Szeba).