Agenda ONZ wyspecjalizowana w zwalczaniu przestępczości i handlu narkotykami (UNODC) szacuje, że gangi z całego świata rocznie zarabiają od 3,4 do 6,3 mld dolarów, sprzedając kradzione dzieła sztuki. UNODC uważa, że obecnie taki handel „ze stref walk" opanowały organizacje terrorystyczne „głównie z Bliskiego Wschodu", czyli dżihadyści z Państwa Islamskiego i związane z nimi ugrupowania.
Tureccy dziennikarze sądzą zaś, że Państwo Islamskie bezpośrednio kontroluje przepływ kradzionych dzieł sztuki wartych ponad 1 mld dolarów rocznie, co czyni dżihadystów „najbogatszym ugrupowaniem terrorystycznym na świecie".
Miesiąc wcześniej FBI przestrzegło wszystkie amerykańskie domy aukcyjne i kolekcjonerów przed handlowaniem zabytkami z Bliskiego Wschodu. – Posiadamy wiarygodne informacje, że obywatelom amerykańskim oferowano zakup bliskowschodnich antyków, które mogły być ukradzione w Syrii i Iraku przez bojówkarzy Państwa Islamskiego – poinformowała w sierpniu przedstawicielka FBI.
Według tureckich szacunkowych ocen Amerykanie są najbogatszą grupą klientów kupujących kradzione dzieła sztuki.
Amerykanom proponowano niemal wszystko: od monet i naczyń po kamienne statuetki, rzeźby i biżuterię. Dziennikarze telewizji CBS, którzy prowadzili śledztwo na terenie Turcji, dodali do tej listy „świeżutkie mozaiki" skute ze ścian zabytkowych budowli w syryjskim mieście Apamea (po 100 tys. dolarów) oraz starodruki, które oferowali im „nerwowi Syryjczycy" mieszkający na przedmieściach Stambułu.