Syn władcy Dubaju i wiceprezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich zamieścił na jednym z portali społecznościowych swoje zdjęcie w wojskowych spodniach i T-shircie obok karabinu maszynowego umieszczonego na wozie bojowym. Jak wyjaśniają emirackie media, młody szejk Mansur bin Mohamed, służy w Jemenie.
Koalicja bogatych państw arabskich pod wodzą Arabii Saudyjskiej i z logistycznym wspraciem USA prowadzi tam wojnę przeciw Hutim, szyickim rebeliantom, którym w kilkanaście miesięcy udało się podbić znaczną część kraju.
Huti są wspierani przez Iran, największego regionalnego wroga Arabii Saudyjskiej i mniejszych krajów Zatoki, przede wszystkim Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Bahrajnu. Można powiedzieć, że na terenie Jemenu, najbiedniejszego kraju arabskiego położonego na południowo-zachodnim skraju Półwyspu Arabskiego, toczy się zastępcza wojna między Irańczykami oraz Saudyjczykami i ich sojusznikami.
Frontowe zdjęcia szejka Mansura (w internecie pojawiło się nie tylko to opisane wyżej) opatrzone są poetyckimi wpisami, wychwalającymi zaangażowanie wojsk państw arabskich i stawianie czoła niewymienionym z nazwy wrogom – terrorystom.
Nie jest to jedyny młody przedstawiciel rodów władających krajami Zatoki, który uczestniczy w odbijaniu Jemenu z rąk Hutich. W internecie sukcesami na froncie chwali się i książę Bahrajnu, zarazem dowódca Gwardii Królewskiej, Naser bin Hamad.
Koalicja państw arabskich rzeczywiście odnosi sukcesy, oswobodziła między innymi Aden, główne miasto na południu Jemenu i najważniejszy port. Do Adenu przybył z wygania w Arabii Saudyjskiej odsunięty od władzy przez Hutich prezydent Mansur Abd Rabbuh Hadi.
Żołnierze polegli w walkach w Jemenie traktowani są przez władze monarchii nad Zatoką jako męczennicy. Ich trumny witają na lotniskach najważniejsi szejkowie. Władca Dubaju Mohamed bin Raszid al-Maktum odwiedza rodziny poległych żołnierzy i osobiście składa im kondolencje.
Trwająca ponad pół roku operacja przeciwko Hutim doprowadziła do śmierci ponad 5 tys. ludzi. Ponad połowa z ofiar śmiertelnych to cywile. Kilka dni temu w wyniku nalotu życie straciło kilkudziesięciu uczestników wesela.
Znaczna część kraju, w tym stolica Sana, nadal kontrolowana jest przez Hutich, których wspierają oddziały byłego prezydenta Alego Abdullaha Saleha. Wschodnie tereny są zaś w rękach Al-Kaidy, przyglądającej się zmaganiom jej dwóch wrogów – szyitów i arabskich monarchii.