Rzeczpospolita: W Europie rosną nastroje antyunijne. We Francji dużym poparciem cieszy się Front Narodowy, w Hiszpanii Podemos, podobnie jest z Wolnościową Partią Austrii.
Dr Marcin Kędzierski: Państwa, w których powstają eurosceptyczne ugrupowania, należą do grupy starych krajów Unii. Po pierwsze, wiele z tych krajów przestało być beneficjentami polityki spójności. Dotknęło to zwłaszcza krajów Południa. Nagle ogromny zastrzyk gotówki, który do tej pory płynął do Hiszpanii, Grecji czy Irlandii, przekierowano do Europy Środkowej. Po drugie, niektóre kraje, np. Francja czy Włochy, ponoszą ogromne koszty integracji w strefie euro. To staje się pożywką dla antyunijnych haseł.
Zatem chodzi wyłącznie o pieniądze?
Nie do końca. W każdym państwie występują jakieś wyjątki. Austria czy Holandia to kraje, które wciąż korzystają na integracji, ale borykają się na przykład z kryzysem migracyjnym.
W Polsce nadal takiej partii nie ma.
I nie ma obecnie przestrzeni politycznej, żeby mogła powstać. Eurosceptyczne są głównie ugrupowania narodowe. Ich notowania skutecznie blokuje Prawo i Sprawiedliwość, które ma monopol na polskiej prawicy, ale jest zdecydowanie proeuropejskie. Nawet kiedy została podjęta niedawna gra wokół Donalda Tuska, to partia rządząca szybko wysłała pozytywne sygnały w stronę Brukseli, by utrzymać swój prounijny status. Poza tym środowiska, które sprzeciwiały się akcesji Polski do Unii, zostały z czasem „kupione" przez europejskie pieniądze. Wystarczy przypomnieć, jakie fundusze trafiły na polską wieś czy do samorządów.
A jaka przyszłość czeka Unię, w której szerzy się eurosceptycyzm?
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Radykalna zmiana może nas czekać już po francuskich wyborach prezydenckich. Są dwa scenariusze. Jeżeli wygra nastawiona antyunijnie Marine Le Pen, podejrzewam, że zrealizuje swój postulat wyprowadzenia Francji ze strefy euro. To może doprowadzić do dezintegracji Unii. Z kolei jeżeli wygra socjoliberał Emmanuel Macron, to będzie kontynuował politykę niemiecko-francuskiego tandemu. Ale może to także oznaczać ponowne przekierowanie środków z polityki spójności z powrotem do krajów Południa. Odbędzie się to oczywiście kosztem naszego regionu i spowoduje zwiększenie różnic między Europą Zachodnią a Wschodnią.