Polowanie na terrorystów rozpoczęło się kilka godzin po opublikowaniu w czwartek po południu portretów podejrzanych o dokonanie zamachu na bostońskiej Boylston Street podczas poniedziałkowego finału maratonu. Podobizny dwóch mężczyzn pochodziły z powiększonych obrazów zarejestrowanych przez kamery przemysłowe w pobliżu miejsca eksplozji, w której zginęły trzy osoby, a ponad 170 zostało rannych.

Pomocy w rozpoznaniu sprawców na opublikowanych przez FBI zdjęciach udzielił jeden z ciężej poszkodowanych. Jeff Bauman, który w wyniku eksplozji stracił obie nogi, po przebudzeniu się z narkozy, poprosił o papier i długopis. Dokładnie opisał człowieka, który stanął z nim twarzą w twarz, po czym rzucił mu pod nogi plecak i uciekł. Agenci FBI potwierdzili, że zeznanie ciężko rannego Baumana „okazały się bardzo pomocne dla zawężenia kręgu poszukiwanych".

Napad pod MIT

W czwartek późnym wieczorem policja została zaalarmowana informacją o napadzie na sklep przy placu Kendall w Cambridge, tuż obok sławnej bostońskiej uczelni Massachusetts Institute of Technology (MIT). Sprawcy napadu otworzyli ogień do policjanta, który pierwszy przyjechał na miejsce napadu. Trafiony kilkoma pociskami funkcjonariusz zginął.

Wkrótce potem dwaj mężczyźni porwali samochód terenowy na stacji benzynowej i zaczęli uciekać w kierunku przedmieścia Bostonu Watertown ścigani przez kilkanaście radiowozów. W czasie ucieczki trwała wymiana ognia między ściganymi a policją; uciekinierzy rzucili też w kierunku pościgu ładunki wybuchowe. W wyniku strzelaniny ciężko ranny został jeden z policjantów oraz mężczyzna oznaczony przez FBI jako „podejrzany nr 1".

Około godz. 1 w nocy został on przewieziony na oddział intensywnej terapii szpitala Beth Israel, gdzie wkrótce zmarł. Przedstawiciel szpitala, dr Richard Wolfe, powiedział dziennikarzom, że na ciele denata stwierdzono liczne obrażenia, niekoniecznie odniesione podczas ucieczki. Rany od odłamków mogą wskazywać, że człowiek ten mógł zostać ranny jeszcze w czasie wybuchu na Boylston Street.

Pościg ulicami Bostonu

Policja, agenci federalni i zmobilizowane natychmiast siły bezpieczeństwa rozpoczęły pościg za drugim poszukiwanym. W kierunku Watertown jechały samochody policyjne, a także pojazdy opancerzone Gwardii Narodowej. Mieszkańcy dzielnicy opowiadali rano o odgłosach strzelaniny i przynajmniej jednej większej eksplozji. – Słyszałem strzał, potem drugi i jeszcze jeden – a w końcu ujrzałem jasną łunę od wybuchu – mówił reporterom miejscowej telewizji mieszkający w okolicy młody mężczyzna.

Według informacji ujawnionych przez amerykańskie media FBI udało się zidentyfikować podejrzanych o dokonanie zamachu. Zastrzelony w nocy to 26-letni Tamerlan Carnajew, a poszukiwany nadal to jego 19-letni brat Dżochar Carnajew. Obaj pochodzą z Czeczenii, skąd ich rodzina miała w latach 90. temu wyjechać do Kirgizji, a stamtąd do   Dagestanu. Bracia przyjechali do Stanów Zjednoczonych około 10 lat temu.

Starszy z braci uczył się w jednym z college'ów inżynierskich, ale ostatni rok spędził na urlopie z uczelni. Oficjalnym powodem przerwy w nauce miał być intensywny trening bokserski. Znajomi obu Czeczenów twierdzą, że mieli problemy z integracją w przybranej ojczyźnie. Jeden z nich pisał w Internecie: „nie mam ani jednego amerykańskiego przyjaciela, nie rozumiem ich". Z analizy wpisów na rosyjskim portalu społecznościowym Wkontakte wynika, że deklarował się jako wierzący muzułmanin. Na razie nic nie wiadomo jednak o ich głębszej motywacji ani o ewentualnych związkach z ekstremizmem. Policja była jednak przekonana, że sprawcy napadu w Cambridge to ci sami ludzie, którzy spowodowali poniedziałkową masakrę.

Dziennikarze agencji Associated Press dotarli do przebywającego w dagestańskiej Machaczkale ojca braci Carnajewów. Anzor Carnajew stwierdził, że jego synowie to wspaniali chłopcy, a młodszego określił nawet jako „anioła". Stwierdził wręcz, że jego synowie zostali zapewne „wrobieni" przez służby specjalne, „bo są wierzącymi muzułmanami". Odnaleziono też wuja terrorystów, który rozmawiał z jednym z nich dzień przed zamachem. Najwyraźniej zaskoczony mężczyzna stwierdził, że związek obu braci z terroryzmem wydaje mu się wręcz nieprawdopodobny.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

W podobnym tonie wypowiadał się odnaleziony przez reporterów szkolny kolega Dżochara Carnajewa. Stwierdził on, że Dżochar był „normalnym nastolatkiem" lubiącym rozrywki i imprezy w gronie rówieśników. Nikomu w jego otoczeniu nie przyszłoby do głowy, że mógłby porwać się na jakiś zbrodniczy czyn.

Stan oblężenia

W piątek życie w całym Bostonie zostało sparaliżowane. Wstrzymano kursowanie komunikacji miejskiej, nie jeździły nawet taksówki. Gubernator stanu Massachusetts Deval Patrick wezwał mieszkańców dzielnic w zachodniej części aglomeracji bostońskiej (Watertown, Waltham, Belmont, Newton, Cambridge, Allston i Brighton) do pozostania w domach i otwierania drzwi jedynie umundurowanym funkcjonariuszom.

Na dużym obszarze miasta ograniczono ruch kołowy, zamknięto szkoły, uczelnie i halę targową Faneuil. Przeszukiwane były samochody opuszczające dzielnicę.

W godzinach popołudniowych policjanci i funkcjonariusze jednostki specjalnej SWAT zidentyfikowali rejon w Watertown, w którym najprawdopodobniej ukrył się Dżochar Carnajew. Teren został otoczony, jednak do chwili zamknięcia tego wydania „Rz" nie podjęto jeszcze decyzji o szturmie. Policja zachowywała daleko posuniętą ostrożność, obawiając się, że sprawca zamachów mógł zaminować swoją kryjówkę.