Polska zbliża się obecnie do szczytu trzeciej fali epidemii koronawirusa - średnia liczba zakażeń wykrywanych w ciągu doby w Polsce w ostatnich 7 dniach wynosi obecnie 27 713 - najwięcej od początku epidemii. Gwałtowny wzrost liczby zakażeń sprawia, że rośnie presja na system ochrony zdrowia w Polsce. Obecnie wolnych jest 23,14 proc. łóżek przeznaczonych dla chorych na COVID-19 i 23,3 proc. przeznaczonych dla nich respiratorów. Zarówno liczba osób zakażonych koronawirusem w szpitalach (29 920), jak i chorych na Covid-19 pod respiratorami (2 985) są najwyższe od początku epidemii.

Dowiedz się więcej: Sondaż: Czy Polacy obawiają się zakażenia koronawirusem?

Łączna liczba zakażeń koronawirusem w Polsce wzrosła do 2 267 964. Ostatniej doby potwierdzono ich 16 965 . - Dziś mamy więcej zakażeń niż tydzień temu, więc cały czas jesteśmy w fazie wzrostu trzeciej fali koronawirusa. Trudno jest nawet powiedzieć, kiedy będzie szczyt zachorowań - skomentował w rozmowie z portalem polsatnews.pl prof. Włodzimierz Gut.

- Ja nie zajmuję się modelowaniem, ale prognozy wskazują, że dobowa liczba zakażeń może w tym tygodniu przekroczyć 40 tys. Ale wierzę, że rozsądek wróci i to wyhamuje. 40 tys. zakażeń dziennie zaczyna być naprawdę dużym problemem, wtedy może być nawet sporo więcej przypadków - dodał wirusolog. Do tej pory najwięcej - 35 145 nowych przypadków zakażeń koronawirusem - potwierdzono w piątek 26 marca.

Pytany o dużą liczbę ofiar Covid-19 w Polsce, prof. Gut zauważył, iż „proporcja zgonów wskazuje, że ludzie docierają do szpitala za późno”. - To sugeruje drugą kwestię - w normalnym przebiegu choroby zakażamy innych jeden dzień przed wystąpieniem objawów klinicznych - jeżeli odkładamy kontakt z lekarzem to nie jesteśmy kierowani na test i nie mamy izolacji - dalej zakażamy, działamy na szkodę populacji. Jeżeli dopuścimy do głębokich objawów, to leczenie już nic nie da. Trafia się pod respirator, a to już ostatnia deska ratunku - mówił profesor.

Zdaniem eksperta wprowadzanie jeszcze ostrzejszego lockdownu może nie przynieść oczekiwanego rezultatu. - Obostrzenia mają określony cel - wyhamować aktywność ludzi i interakcje społeczne. Jeśli ludzie sami ograniczaliby kontakty, to żadne obostrzenia nie byłyby potrzebne. Jeśli ludzie idą pod prąd, to nie znam restrykcji, których nie potrafiliby przełamać swoimi pomysłami i zachowaniem - podkreślił prof. Włodzimierz Gut.