Kilka incydentów w ciągu kilkunastu dni w Kazachstanie, Kirgizji i Uzbekistanie doprowadziło do interwencji rosyjskiego MSZ. Eksperci uważają jednak, że są one nieuchronne, bo miejscowe narodowości coraz mocniej domagają się przestrzegania swych praw językowych.

Niepokój rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa wywołała na przykład burda, jaką nietrzeźwy Kirgiz urządził kasjerowi w centrum handlowym za to, że ten rozmawiał z nim po rosyjsku. Znacznie poważniej wyglądał incydent w Uzbekistanie, gdzie miejscowy dziennikarz zażądał na konferencji prasowej od przedstawicielki opozycyjnej Narodowo-Demokratycznej Partii Uzbekistanu (nota bene Rosjanki), by ta albo mówiła po uzbecku, albo skorzystała z tłumacza.

W rozmowach telefonicznych Ławrow domagał się od szefów dyplomacji państw Azji Środkowej „odpowiedniej reakcji". Za to deputowani rządzącej Jednej Rosji złożyli w parlamencie projekt ustawy zakazującej wjazdu do kraju „rusofobom". Wszyscy przyjęli to za odpowiedź władzom państw Azji Środkowej, choć dokument zawiera też zakaz wjazdu dla osób, które „poniżają pamięć o obrońcach Ojczyzny lub weteranów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, bezczeszczą symbole wojskowej sławy Rosji, niszczą groby wojskowe, pomniki, tablice pamiątkowe, obeliski i inne upamiętnienia o ofiarach obrony Ojczyzny, rozpowszechniają kłamliwe świadectwa o działalności ZSRS w latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej".

– Nie mam wątpliwości, że autorami tych rusofobicznych wypadów nie są wcale aktywiści z tych krajów, ale tureckie i amerykańskie służby specjalne. A te chcą doprowadzić do tego, by Rosja ugrzęzła w konflikcie z sąsiednimi krajami – tłumaczył po swojemu podłoże środkowoazjatyckich wypadków nacjonalistyczny deputowany Władimir Miłow. Premier Michaił Miszustin, który na początku sierpnia odwiedzał kraje regionu, dziękował zaś ich władzom za „troskliwy stosunek do rosyjskiego języka".

Eksperci wskazują, że tego rodzaju konflikty są nieuchronne. – To jest związane ze zmianami sytuacji demograficznej w regionie: szybko rośnie jego ludność i we wszystkich społecznościach, nawet tych, gdzie wcześniej było dużo rosyjskojęzycznych, stosunki językowe zmieniają się. W Azji Środkowej są duże grupy ludzi, którzy po prostu nie znają rosyjskiego, i jest ich coraz więcej – uważa Aleksander Kazancew z MGIMO.

– Dyskryminowanymi okazali się u nas Kazachowie ze wsi, którzy emigrują do miast, a tu nawet nie rozumieją sprzedawców (w sklepach), bo ci mówią do nich po rosyjsku – tłumaczy z kolei kazachski aktywista społeczny Gałym Ageułow.

Najbardziej Rosję zaniepokoiły bowiem nie incydenty w Krigizji i Uzbekistanie, ale w Kazachstanie. Tam znaczną popularnością cieszył się bloger Kuat Achmetow, który prawie codziennie umieszczał na Youtubie nagrania ze spacerów po stolicy w trakcie których domagał się od sprzedawców obsługiwania po kazachsku. W innych pokazywał ludzi przepraszających za używanie języka rosyjskiego.

Achmetowa skazano na grzywnę, ale jednocześnie prorosyjski bloger kazachski Ermek Taiczibekow – który twierdził, że władze prowadzą politykę „rusofobiczną" – dostał siedem lat łagru.