Tym niewielkim wyspiarskim krajem regularnie wstrząsają przewroty i zamachy stanu. Ostatni, dokonany w 2006 r. przez pułkownika Voreqe Bainimaramę, przeprowadzony został pod hasłem przywrócenia pozycji rodowitych Fidżyjczyków. I przynosi efekty: Hindusi emigrują.
W 1966 r. stanowili aż 51 proc. ludności, dziś – zaledwie 37,5 proc. z 837 tys. mieszkańców kraju. Emigracja Hindusów nasilała się po kolejnych przewrotach – w 1987, 1996 i 2000 roku.
Hindusi przybywali na Fidżi na przełomie XIX i XX wieku. Na wyspie rozwijano uprawę trzciny cukrowej i brytyjskie władze kolonialne uznały, że robotników należy sprowadzić. Pierwsze statki przybyły w 1879 roku, a przez kolejne 37 lat na Fidżi dotarło ponad 61 tys. Hindusów. Szacuje się, że do dawnej ojczyzny wróciło już ponad 100 tys. ich potomków. W 2008 r. z 5 tys. emigrantów 80 proc. to byli właśnie Hindusi.
I nie wydaje się, by ten trend miał się odwrócić. Wojskowe władze Fidżi ostrzegły, że na wyspę demokracja powróci nieprędko. Odrzuciły przy tym wezwania Wspólnoty Brytyjskiej, która zagroziła wykluczeniem Fidżi z tej organizacji, jeśli w ciągu sześciu miesięcy nie przywróci rządów cywilnych.
– Nie przeprowadzimy wyborów pod czyimkolwiek naciskiem – mówił płk Bainimarama. – Nie będzie wyborów w 2009 roku tylko po to, by zadowolić Wspólnotę Brytyjską – dodał.