Wizycie Obamy w tej prestiżowej uczelni w Indianie towarzyszyły ogromne emocje. Zaproszony został przez uniwersyteckie władze, formalnie – dla wygłoszenia mowy podczas uroczystości wręczenia dyplomów ukończenia studiów i odebrania doktoratu honoris causa. Nastąpiło to jednak wbrew hierarchii katolickiej i wbrew wielu katolikom.
– Uniwersytet Notre Dame nie rozumie, co to znaczy być katolikiem, skoro wystosował zaproszenie – mówił kard. Francis George, przewodniczący Konferencji Episkopatu USA. Biskup John d’Arcy, ordynariusz miejscowej diecezji, zapowiedział, że nie przyjdzie na uroczystość. – Notre Dame to czołowa instytucja Kościoła katolickiego na półkuli zachodniej. Obama to czołowy zwolennik zabijania dzieci na półkuli zachodniej – dowodził Randall Terry, jeden z organizatorów protestów.
Z prezydenckiej wizyty cieszyli się studenci – 74 proc. listów, jakie otrzymała od nich miejscowa, uniwersytecka gazeta, wyrażało poparcie dla zaproszenia Obamy. Zarazem jednak Ponad 360 tys. osób podpisało petycję apelującą do zwierzchnika uczelni, by zaproszenie wycofał.
Wystąpienie Obamy minęło jednak dość spokojnie. Usunięto cztery protestujące osoby, ale 12 tysięcy uczestniczących w spotkaniu pracowników uczelni i studenci przyjęło prezydenta dobrze. On sam mówił w pojednawczym tonie, że w sprawie aborcji porozumienie jest niemal niemożliwe. Trzeba jednak szukać punktów stycznych. – Pracujmy razem nad zmniejszeniem liczby kobiet chcących aborcji. Doprowadźmy do zmniejszenia liczby niechcianych ciąż. Niech łatwiejsza będzie adopcja – mówił.
Komentatorzy zwracają uwagę, że Obama dotąd był bardzo ostrożny w swoich wypowiedziach na ten temat, by nie zniechęcić katolików. W efekcie, podczas wyborów prezydenckich zdobył 54 proc. katolickich głosów. Ale ostre ataki ze strony przeciwników aborcji mogą go zmusić do walki tam, gdzie wcale tego nie chce. A według najnowszych badań Gallupa po raz pierwszy od dawna ponad połowa Amerykanów sprzeciwia się aborcji. A poparcie dla Baracka Obamy wśród katolików powoli spada.