Pierwszym celem był prezydent Francji Nicolas Sarkozy. To on miał dostać w poniedziałek przesyłkę z ładunkiem wybuchowym. Wczoraj podobną paczkę znaleziono w Urzędzie Kanclerskim w Berlinie. Była zaadresowana do Angeli Merkel, nadawcą było zaś greckie Ministerstwo Gospodarki. W środku zna- leziono czarny proch. Policja uznała, że to niegroźny ładunek wybuchowy. Na wszelki wypadek oblała go jednak dużą ilością wody.
Takich ładunków ktoś w Grecji wysłał wczoraj dużo więcej. Dwa z nich eksplodowały. Najpierw bomba wybuchła w ambasadzie Szwajcarii, potem Rosji. Paczki otrzymały też ambasady Chile i Bułgarii. Inna – adresowana do ambasady Niemiec – została przechwycona przez firmę kurierską. Dzień wcześniej bomby trafiły do placówek Belgii i Holandii.
– Źle się dzieje. Te bomby na pewno nie pomogą Grecji, której wizerunek za granicą i tak jest już bardzo mocno nadszarpnięty po ostatnim kryzysie gospodarczym – mówi „Rz” Sotiris Roussos, politolog z greckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
[srodtytul]Alarm także w ambasadzie Polski[/srodtytul]
Ambasady innych krajów w Atenach wprowadziły szczególne środki bezpieczeństwa. – Mamy podwyższony stopień gotowości. Sprawdziliśmy wszystkie przesyłki, które do nas dotarły. Żadna nie budziła zastrzeżeń. Wstrzymaliśmy jednak przyjmowanie paczek od firm kurierskich. Wszystkie przekazujemy władzom do sprawdzenia – mówi „Rz” Andrzej Jankowski, radca Ambasady RP w Atenach.