Donald Trump już w czwartek powiedział, że Stany Zjednoczone powinny uznać zwierzchność Izraela nad strategicznym płaskowyżem, który Izrael przejął od Syrii w czasie wojny sześciodniowej w 1967 roku. Pozostawił jednak bez odpowiedzi pytanie, kiedy podpisze oficjalne stanowisko USA w tej sprawie. Wczoraj minister spraw zagranicznych Izraela powiedział, że do podpisu dojdzie podczas spotkania Trumpa z premier Izraela Benjaminem Netanjahu w Białym Domu.

Szef izraelskiego rządu od dawna naciskał na taką deklarację, a wielu analityków odebrało czwartkowe oświadczenie Trumpa, jako prezent dla izraelskiego premiera przed wyborami w tym kraju, zaplanowanymi na 9 kwietnia.

Czytaj także: Przed wyborami deszcz prezentów dla Netanjahu

Zdaniem pozostałych państw w regionie, które roszczą sobie prawa do Wzgórz Golan, decyzja Trumpa jest naruszeniem prawa międzynarodowego. Podobnie uważa m.in. Rosja i Francja.

Atak rakietowy w Izraelu

Premier Izraela po spotkaniu z Trumpem od razu wyruszy w podróż powrotną do kraju. Skrócona wizyta w USA związana jest z porannym atakiem rakietowym. Pocisk spadł na dom w pobliżu Tel Awiwu. Rannych zostało siedem osób.

Izrael o atak oskarżył Hamas. Palestyńczycy nie odpowiedzieli na te oskarżenia. W odpowiedzi izraelska armia ostrzelała cele Hamasu w Strefie Gazy.

"Wyprodukowana przez Hamas rakieta została wystrzelona z jego pozycji na obszarze Rafah" - napisał na Twitterze rzecznik izraelskich sił zbrojnych, Ronen Manelis.