Piszą o tym izraelskie media, powołując się na anonimowego wysokiego przedstawiciela rządu w Jerozolimie.

Margot Wallström, od kilku miesięcy szefowa MSZ Szwecji, a przedtem unijna komisarz i wiceszefowa Komisji Europejskiej, miała przyjechać do Izraela w drugiej połowie stycznia na uroczystości upamiętniające Raoula Wallenberga, szwedzkiego dyplomatę, który ratował Żydów w czasie drugiej wojny światowej, a potem został zamordowany przez Sowietów na Łubiance.

Wizytę odwołała w piątek. Zanim to ogłosiła, między Izraelem a Szwecją toczyła się ostra wymiana zdań.

Zaczęło się w październiku zeszłego roku, gdy do władzy w Szwecji doszli socjaldemokraci. Pierwszą międzynarodową decyzją rządu Stefana Löfvena była zapowiedź uznania niepodległości Palestyny, co wywołało oburzenie w Izraelu. Doszło do czasowego odwołania ambasadora Izraela w Szwecji.

W krytykowaniu Szwecji wyróżniał się Awigdor Lieberman, szef izraelskiej dyplomacji. Mówił między innymi, że polityka bliskowschodnia jest bardziej skomplikowana niż składanie mebli z IKEI. Margot Wallström odpowiedziała, że prześle Liebermanowi paczkę z meblami z tej szwedzkiej firmy, by się przekonał, że złożenie ich w całość wymaga posiadania partnera. „Panu też potrzebna jest współpraca i dobra instrukcja. Sądzę, że my to możemy zapewnić" - dodała.

Lieberman kilka dni temu oskarżył Szwecję, że opuściła Izrael, tak jak Zachód postąpił z Czechosłowacją w 1938 roku, wydając ją na pastwę Hitlera.

Szef izraelskiej dyplomacji dodał, że nie spotka się ze szwedzką minister. Dziś okazało się, że jej wizytę zbojkotowaliby też inni ważni politycy Izraela. A na dodatek nie miałaby ona ochrony ze strony Izraela, musiałaby przyjechać z funkcjonariuszami szwedzkich służb.