Stan permanentnego chaosu i uniemożliwiające pracę bezpośrednie zagrożenie życia dyplomatów skłonił najważniejsze państwa zachodnie do zamknięcia swoich ambasad w Jemenie. Najpierw uczyniły to w tym tygodniu Stany Zjednoczone, zaś w środę o podobnym kroku poinformował resort dyplomacji Wielkiej Brytanii. W piątek zamknięta zostanie także placówka Francji., a do ostatecznej ewakuacji szykują się Niemcy, którzy zaczęli już niszczyć znajdujące się w ich ambasadzie dokumenty (ambasada Polska w Sanie nie działa już od 2008 r.)

Władzę w Jemenie po wielodniowym kryzysie i walkach z armią rządową przejął całkowicie szyicki ruch Huti. 21 stycznia rebelianci szyiccy po oblężeniu jego rezydencji obalili i wygnali premiera Chalida Bahaha. Następnego dnia zarówno on, jaki prezydent Abd ar-Rab Mansur al-Hadi złożyli urzędy. Zwłaszcza odejście tego ostatniego uznane zostało za cios dla interesów zachodnich w regionie - Hadi był sojusznikiem USA i aktywnie zwalczał bardzo aktywną i niebezpieczną lokalną odnogę Al Kaidy (Al Kaida Półwyspu Arabskiego).

W stolicy kraju Sanie panuje względny spokój, jednak nie funkcjonują żadne urzędy i instytucje. Ruch Huti, który nazwę przyjął od zabitego w 2011 r. Husejna Badra Edina al-Hutiego, duchowego przywódcy Zajdytów, żyjącej w północnym Jemenie ok. 10-milionowej szyickiej grupy wyznaniowej prowadził powstanie zbrojne przeciwko władzom w Sanie już od 2011 r. (historia walk jemeńskich szyitów i sunnitów jest jednak znacznie dłuższa). Konflikt wewnętrzny wybuchł wtedy krótko po obaleniu poprzedniego prezydenta-autokraty Alego Abd Allaha Salaha.

Sytuację komplikuje dodatkowo konflikt Zajdytów z radykalnymi sunnitami (salafitami) i duża aktywność różnych ugrupowań dżihadystów powiązanych z Al Kaidą. Na wielkich obszarach kraju władze centralne od dawna nie kontrolowały sytuacji, dlatego mogli tam swobodnie działać islamiści prowadzący obozy szkoleniowe dla terrorystów. To właśnie w jemeńskim obozie szkoleni byli sprawcy napadu na paryską redakcję „Charlie Hebdo".

Anarchizacja Jemenu zaczyna niebezpiecznie przypominać rozpad Somalii, która od końca lat 90. uznawana jest za tzw. państwo upadłe. Niepokoi to Zachód ponieważ w pobliżu Jemenu przebiegają najważniejsze morskie szlaki transportowe ropy naftowej z Bliskiego Wschodu, którym może zagrozić aktywność Al Kaidy. Islamiści pałają żądzą zemsty za dziesiątkujące ich dowódców ataki amerykańskich dronów. Amerykanie korzystali swobodnie z jemeńskiej przestrzeni powietrznej za zgodą obalonego prezydenta al-Hadiego.

Anarchia u południowych sąsiadów niepokoi też Arabię Saudyjską, która po udanej rebelii ruchu Huti może utracić wpływy w Jemenie. Na zamieszaniu skorzystać może za to tradycyjnie popierający szyitów i skonfliktowany z Saudyjczykami Iran.