Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Fot. Dmitry Beliakov
Zawarte jeszcze w 1990 r. porozumienie nakładało zarówno na NATO, jak i na ZSRR (później Rosję) limity uzbrojenia w poszczególnych regionach oraz system ich kontroli przez międzynarodowych inspektorów. To jednak przeszłość: we wtorek wieczorem rosyjski MSZ niespodziewanie poinformował, że Moskwa nie jest już stroną porozumienia. Teraz Rosjanie mogą całkiem swobodnie przemieszczać swoje siły zbrojne bez informowania o tym sojuszu atlantyckiego.
– Rosja wykorzysta tę możliwość do podjęcia próby zastraszenia krajów bałtyckich, Polski oraz mniejszych państw zachodnich, jak: Szwecja, Finlandia, Dania i Holandia. Niemcy nie będą przedmiotem takiej presji, bo to dla Kremla zbyt ważny partner polityczny i handlowy – mówi „Rz" Igor Sutiagin, ekspert prestiżowego londyńskiego Royal United Services Institute (RUSI).
W szczególności Kreml chce wcześniej wyposażyć w pociski Iskander M stacjonującą w obwodzie kaliningradzkim 152. brygadę rakietową. Nowy sprzęt miałby zostać dostarczony jeszcze przed końcem roku, a nie w 2017–2018 roku, jak do tej pory się spodziewano.
– Rosja będzie symulować, że iskandery są wyposażone w pociski atomowe, i polskiemu wywiadowi trudno będzie to wykluczyć. Ale sądzę, że w rzeczywistości Kreml nie chce przemieszczać broni atomowej do obwodu kaliningradzkiego, bo to region trudny do obrony w razie konfliktu – przyznaje Sutiagin.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: