fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Ameryka nie zostawi Japonii i Korei Południowej

AFP
Ulga w Seulu i Tokio. Podczas wizyty w weekend w tym regionie sekretarz obrony USA James Mattis zapewnił, że Ameryka będzie kontynuować dotychczasową politykę w Azji Wschodniej.

Korespondencja z Nowego Jorku

Wcześniej oba kraje, z którymi USA ma podpisane porozumienia o współpracy w zakresie bezpieczeństwa, z przerażeniem słuchały komentarzy Donalda Trumpa, który jeszcze w trakcie kampanii sugerował, że powinny zaopatrzyć się w broń jądrową, bronić się same i więcej płacić za utrzymanie wojsk amerykańskich stacjonujących w ich regionie.

W trakcie czterodniowej wizyty, która była jego pierwszą zagraniczną podróżą, Mattis uspokoił władze Korei Południowej i Japonii, obiecując „efektywną i natychmiastową reakcję" na wypadek ataku ze strony Korei Północnej, która już posiada zdolność wystrzelenia rakiet dalekiego zasięgu w stronę Japonii oraz prawie ma gotowe rakiety z głowicami nuklearnymi, które będą mogły sięgnąć brzegów Stanów Zjednoczonych. Szef Pentagonu zapewnił, że zobowiązania Ameryki dotyczące bezpieczeństwa w tym rejonie są nie do złamania. – Powiedział wszystko, czego od niego oczekiwano. Celem jego wizyty było zapewnienie poparcia – powiedział w wywiadzie dla CNN Anthony Ruggiero z Fundacji Obrony Demokracji.

Mniej powodów do zadowolenia mają Chiny i Korea Północna. Obu nie spodobało się, że Mattis zadeklarował poparcie dla wdrożenia przeciwrakietowego systemu THAAD (Terminal High Altitude Area Defense), którego szczegóły omówił w ub. roku Barack Obama z administracją Seulu. System ten ma na celu wzmocnienie ochrony Korei Południowej i Japonii, jak również żołnierzy amerykańskich stacjonujących w obu krajach. Pekin sprzeciwia się wdrożeniu tego systemu, bo będzie on w stanie penetrować tereny północnych Chin i wykryć ewentualne manewry wojskowe.

Będąc w Tokio, amerykański sekretarz obrony podkreślił, że USA wykorzystywać będą dyplomatyczne kanały w celu powstrzymania Chin od kontrowersyjnej działalności na Morzu Południowochińskim. – Nie ma w tym momencie potrzeby podejmowania działań wojskowych. W tej sytuacji najlepiej działać dyplomacją – powiedział Mattis.

Natomiast w komentarzu do sztucznych wysp wybudowanych przez Chiny na Morzu Południowochińskim i wyposażonych w porty wojskowe, lotniska i systemy obronne szef Pentagonu stwierdził, że Pekin „zniszczył zaufanie narodów w tym regionie".

Mattis zapewnił też Japonię, że administracja Trumpa będzie kontynuować politykę prowadzoną przez poprzednie rządy i bronić Japonii w razie ataku na wyspy Senkaku, które należą do japońskiej administracji, ale do których Chiny roszczą sobie prawa i nazywają je Diaoyu. – USA nadal będą uznawać administrację Japonii na wyspach, tak jak jest zapisane w artykule 5 porozumienia o bezpieczeństwie między USA a Japonią – powiedział Mattis.

Władzom chińskiego mocarstwa nie spodobały się te deklaracje. Stwierdziły one, że Amerykanie swoją postawą narażają stabilność i bezpieczeństwo Azji Wschodniej na ryzyko. – Apelujemy do Stanów Zjednoczonych, aby przyjęły odpowiedzialną postawę i zaprzestały niestosownych komentarzy na temat suwerenności wysp Diaoyu. Tylko w ten sposób można będzie uniknąć niestabilności w regionie – powiedział rzecznik chińskiego MSZ Lu Kang, dodając, że porozumienie amerykańsko-japońskie z 1960 r. jest produktem zimnej wojny i nie powinno zagrażać prawom oraz suwerenności terytorialnej Chin.

Wyspy, o których mowa, leżą między Tajwanem a Okinawą. USA sprawowały nad nimi pieczę od końca II wojny światowej do 1972 r., gdy zostały przyznane Japonii. Chiny twierdzą, że mają historyczne powody do domagania się praw do tych wysp.

Deklaracje złożone przez Jamesa Mattisa w Azji to kontynuacja pokojowo-dyplomatycznej polityki, jaką prowadził w tym regionie Obama. Nieco odbiega ona od tego, co sygnalizował sam Trump, Biały Dom oraz właśnie zatwierdzony Rex Tillerson, który podczas przesłuchań postawił w stan gotowości władze Chin, gdy zasugerował, że USA powinny uniemożliwić chińskim statkom dostęp do regionu Morza Południowochińskiego, co byłoby pierwszym krokiem potencjalnego konfliktu zbrojnego.

Stąd mimo ulgi, jaką Japonia i Korea Południowa odczuły po wizycie sekretarza obrony USA, nadal zadają sobie pytanie: na ile Mattis tak naprawdę będzie miał wpływ na strategię bezpieczeństwa w Azji. Boją się, że nowy prezydent USA na własną rękę zacznie działać w stosunku do Korei Północnej, co może narazić oba te kraje na niebezpieczeństwo.

Przedstawiciele władz chińskich oraz tamtejsi politolodzy spodziewają się dalszych perturbacji w relacjach z USA. Natomiast Fumido Kishida, japoński minister spraw zagranicznych, powiedział, że Tokio będzie przy różnych okazjach prosiło o potwierdzenie deklaracji złożonych przez Jamesa Mattisa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA