Kiedy ponad dziesięć lat temu miałem zaszczyt uczestniczyć w spotkaniu koreańskiej grupy ds. zjednoczenia państw półwyspu z polskimi ekspertami (organizował je MSZ w Warszawie), w sposób nieco przekorny zadałem pytanie: czy i jak Seul jest przygotowany na nagły kryzys uchodźczy, który może się wiązać z jakimiś nadzwyczajnymi okolicznościami, na przykład anty-kimowskim puczem w Pjongjangu? Pytanie odnosiło się oczywiście do nieprzewidywalności historii i miało w podtekście upadek berlińskiego muru w 1989 roku, kiedy w ciągu kilku dni na teren Republiki Federalnej Niemiec przeszły dziesiątki tysięcy ludzi.