„Rzeczpospolita”: Jak wygląda obecnie sytuacja migracyjna na polsko-ukraińskim pograniczu, myślę o profilu osób przekraczających granicę?

Dr Ignacy Jóźwiak: Na początku muszę zrobić ważne zastrzeżenie: nie można mieszać kwestii pogranicza i sytuacji na samej granicy, w tym dynamiki przekraczania przejścia granicznego. Bowiem profil osób, które zamieszkują ten region, nie nakłada się na siebie z tymi, którzy przekraczają granicę. Straż Graniczna posiada dokładne statystyki osób, które przekraczają granicę. Skala ruchu z Ukrainy, jak i do Ukrainy jest porównywalna. W dużej mierze są to obywatelki i obywatele Ukrainy mieszkający za granicą, nie tylko w Polsce, jadący w odwiedziny do swoich bliskich. W zasadzie w tej grupie nie ma już osób, które poszukują ochrony międzynarodowej. Te już z Ukrainy wyjechały.

Czytaj więcej

Notowany w Niemczech, niepożądany w Czechach. Kim jest Ihor M., zabójca z Jarosławia

Dr Ignacy Jóźwiak: Zbrodnia w Jarosławiu zostanie wykorzystana przez osoby szerzące antyukraińskie narracje

Powiedział pan, że nie możemy przekładać tego, co dzieje się na samej granicy, z sytuacją na pograniczu. Zatem jakie wyzwania mogą się pojawić na pograniczu w najbliższych tygodniach po zabójstwie księdza w Jarosławiu?

Jarosław nie leży przy samej granicy, ale jest to ten sam region. Warto zaznaczyć, że Podkarpacie było zawsze bardziej hubem – miejscem postoju niż docelowym punktem dla osób z Ukrainy. Jednak od wielu lat, przede wszystkim w Przemyślu, dochodzi do różnego rodzaju prowokacji – incydentów antyukraińskich. Miały one miejsce jeszcze przed wybuchem wojny w 2022 r. Dlatego nie mam wątpliwości, że zbrodnia w Jarosławiu zostanie wykorzystana przez osoby szerzące antyukraińskie narracje, nie tylko w internecie. Na Podkarpaciu, podobnie jak w całej Polsce, coraz częściej pojawiają się plakaty czy graffiti o treści antyukraińskiej. Na pewno będziemy mieli też do czynienia z wzmożoną narracją sekurytyzacyjną, czyli przekonywaniem o konieczności utrzymania nadzwyczajnego poziomu bezpieczeństwa.

Dr Ignacy Jóźwiak

Dr Ignacy Jóźwiak

Foto: Materiały prasowe Uniwersytet Warszawski

Zatem będzie to temat eksploatowany przez partyjną propagandę.

Ze strony różnych sił polityczno–medialnych tak. Ale nie ze strony instytucji państwowych.

Czy możliwy jest wzrost napięć społecznych, dyskryminacji lub aktów agresji wobec Ukraińców w powiatach przygranicznych?

Zdecydowanie tak. Ten indywidualny przypadek na pewno odbije się na Ukrainkach i Ukraińcach, czy to mieszkających na Podkarpaciu, czy konkretnie w Jarosławiu, ale też, dajmy na to, tych, którzy w drodze do granicy będą się zatrzymywali na stacjach benzynowych. Wzrost nastrojów antyukraińskich i napaści werbalne czy fizyczne obserwujemy niestety dosyć regularnie. Zatem to zdarzenie na pewno „dolało oliwy do ognia”.

Natomiast w kontekście poczucia bezpieczeństwa, warto zastrzec, że nie istnieją żadne statystyki ani nawet dane szacunkowe, które mogłyby wskazywać na wzmożone działania przestępcze ze strony Ukraińców czy innych cudzoziemców. W dalszym ciągu proporcjonalnie do liczby ludności większość przestępstw popełniają Polacy. Nawet zbrodnia w Jarosławiu nie może być traktowana jako jednoznaczna wskazówka, że bezpieczeństwo na pograniczu się pogorszyło.

Czytaj więcej

Nastroje na pograniczu po tragedii w Jarosławiu. „Jesteśmy na granicy linczu”

Ta tragedia może wpłynąć na lokalną współpracę polsko-ukraińską, czyli np. pomoc humanitarną?

Zakładam, że w warstwie oficjalnej nie. Nie sądzę, żeby to się przełożyło na faktyczną dynamikę współpracy polsko–ukraińskiej, w tym również widzianej z perspektywy województwa podkarpackiego. Natomiast otwarta jest kwestia wsparcia ze strony czynników niepaństwowych, bo większość narracji czy agresji skierowanej przeciwko Ukrainkom i Ukraińcom w Polsce idzie w parze z krytyką samego państwa ukraińskiego i współpracy polsko–ukraińskiej. Zatem na pewno pewne siły antyukraińskie będą starały się tę sytuację wykorzystać.

Ekspert: Nie ma „pogranicza w ogniu”, ale „miodowe miesiące” w relacjach polsko-ukraińskich się skończyły

Czy istnieje ryzyko, że ten akt przemocy zostanie wykorzystany do podważenia polityki relatywnie otwartej granicy z Ukrainą?

Na poziomie oficjalnym – rządowym nie. Użył Pan sformułowania granicy relatywnie otwartej, ale warto zaznaczyć, że w rzeczywistości ona nie jest otwarta. Nie tylko dlatego, że ruch odbywa się na podstawie paszportów, ale również kontrole graniczne nie są uproszczone. Kontrola graniczna i celna odbywa się w normalnym reżimie, co zresztą też przekłada się na kolejki po obydwu stronach granicy i czasem powoduje napięcia na samych przejściach. Z perspektywy Podkarpacia kluczowe są transporty humanitarne oraz uzbrojenia, lotnisko Rzeszów-Jasionka oraz przejścia graniczne kołowe, przez które jest transportowana pomoc międzynarodowa. Dyskusja wokół funkcjonowania lotniska w Jasionce, co obserwujemy w ostatnich miesiącach, powoduje nieznaczne napięcia polsko–ukraińskie. Natomiast obserwując oficjalne stanowiska czy Ministerstwa Spraw Zagranicznych, czy Ministerstwa Obrony Narodowej, nie widzę zagrożenia, że z powodu jednego wydarzenia, jakkolwiek nie byłoby ono tragiczne, mogła zostać zaburzona współpraca polsko–ukraińska czy sama logistyka. Z całą pewnością wpłynie ono jednak na warstwę dyskursu publicznego i wzrastających nastrojów antyukraińskich.

Użyję sformułowania publicystycznego, a w zasadzie filmowego - rozumiem zatem, że nie powinniśmy zakładać, iż będziemy mieli do czynienia z „pograniczem w ogniu”. Ale na jakie ewentualnie sygnały ostrzegawcze musimy zwracać uwagę, bo jednak sytuacja jest niepewna, zanurzona w ostrych nastrojach antyukraińskich. One zaś wynikają m.in. z wciągnięcia takiej narracji do programów niektórych partii politycznych.

Do tej pory nie było większych przesłanek do twierdzenia, że sytuacja na pograniczu nie jest bezpieczna. Pomimo tego, że są kolejki na granicach, że jest duży ruch, tak naprawdę do tej pory największe incydenty były związane z protestami i blokadami rolników, które potrafiły zakłócić funkcjonowanie przejść granicznych. Więc nie sądzę, żeby tragedia, do jakiej doszło, mogła realnie coś zmienić poza wzrostem nastrojów antyukraińskich. Podejrzewam, ale może być jeszcze za wcześnie, żeby wyrokować z całą pewnością, że będzie to wykorzystywane przez poszczególnych polityków, partie polityczne, czy też niektóre frakcje, które kwestię ukraińską wpisują do programu wyborczego i kampanii wyborczej. Apele o zaprzestanie wspierania Ukrainy, czy o zamknięcie dla transportów do Ukrainy lotniska w Jasionce pojawiają się nawet ze strony partii politycznej, która do niedawna prezentowała postawę proukraińską.

Użył Pan filmowej metafory. Na pewno nie będzie to „pogranicze w ogniu”, natomiast również używając publicystycznego sformułowania – „miodowe miesiące” w relacjach polsko–ukraińskich też już się dawno skończyły. Warto jednak podkreślić postawę księdza, jednej z ofiar nożownika, który wykorzystał swój autorytet nawołując do spokoju i nieulegania emocjom.

Kim jest rozmówca

Ignacy Jóźwiak

Socjolog i antropolog społeczny (etnolog) z doświadczeniem badawczym dotyczącym różnych aspektów migracji z Ukrainy. Interesuje się zjawiskami transnarodowości i translokalności oraz sytuacją migrantów na rynkach pracy państw docelowych. Istotnym, nawet jeżeli nie decydującym, kontekstem jego badań jest różnorodność kulturowa.