Rządy Władimira Putina w Rosji trwają nieprzerwanie już ponad ćwierć wieku. Do 10 lutego 2007 r., dnia jego przemówienia na monachijskiej konferencji bezpieczeństwa, przywódcy Europy i świata mogli łudzić się, że ewolucja państwa rosyjskiego będzie przebiegać racjonalnymi torami demokratyzacji i współpracy międzynarodowej. Tego dnia Putin położył jednak karty na stole: koniec świata jednobiegunowego, obrona „oblężonej twierdzy”, polityka nagiej siły militarnej w forsowaniu interesów państwa rosyjskiego. Dziś wiemy, że są to znów interesy imperialne, o globalnej proliferacji.
Za deklaracją poszły czyny: zwrot w polityce wewnętrznej i stopniowe eliminowanie jakiejkolwiek opozycji, zadeklarowanie Europy i NATO jako wrogów Rosji, skierowanie większości zasobów państwa na rozwój kompleksu wojenno-przemysłowego.
Zyski z wydobycia ropy i gazu, stanowiące w minionym ćwierćwieczu od 30 proc. do ponad 50 proc. całego budżetu federalnego, początkowo chwalebnie zostały skierowane do Funduszu Dobrobytu Narodowego (dziś już wydrenowanego), lecz jednocześnie większa ich część posłużyła sfinansowaniu kolejnych Narodowych Programów Zbrojeń, które przeniosły postsowiecką armię w XXI w. Bezprecedensowy skok jakościowy odnotowały Siły Powietrzno-Kosmiczne oraz rozwój nowych typów broni, w tym nuklearnych, o zasięgu paneuropejskim i globalnym. Po agresji na Ukrainę w 2022 r. wzrost nakładów na armię przyspieszał o nawet 30 proc. rocznie, osiągając oficjalnie w 2025 r. 6,3 proc. PKB. Natomiast według szacunków zachodnich wywiadów i niezależnego instytutu SIPRI faktycznie przekroczyły 9 proc. PKB.
Czytaj więcej
Wykreślenie dwóch czołowych rosyjskich biznesmenów z listy sankcji Unii Europejskiej stworzyło precedens, który w europejskich sądach mogą wykorzys...
Beneficjentem finansowej hossy z ropy i gazu nie stało się natomiast społeczeństwo i cywilna infrastruktura państwa. W tym zakresie Rosja tkwi mentalnie i organizacyjnie nadal w czasach sowieckich. Autokratyczne zarządzanie państwem i system kontroli totalnej przez aparat bezpieczeństwa pozwala utrzymać społeczeństwo w stanie podporządkowania i posłuszeństwa – niezależnie od poziomu jego życia i wydarzeń bieżących. Pozwala też bezkarnie użyć zasobów ludzkich w projektowanej wojnie.
Polska jako „bliska zagranica” jest w gronie pierwszoplanowych celów Rosji
Dramatyzm sytuacji powiększa prosta konstatacja, że nie po to Federacja Rosyjska zbroi się wielkoskalowo i przeznacza biliony rubli na nowoczesny sprzęt pola walki, na nieproporcjonalnie wielki rozwój przemysłu dronowego i rakietowego, by te zasoby miały następnie zardzewieć w dalekich bazach i generować koszty utrzymania porównywalne w skutkach z tymi, które załamały gospodarkę ZSRR.
Można więc snuć teatralne porównanie, że w pierwszym akcie dramatu Putin powiesił w Monachium strzelbę na ścianie, w kolejnych aktach i antraktach zaopatrzył ją w zapas amunicji – pozostaje więc szukanie odpowiedzi na pytanie, kiedy i dokładnie przeciw komu strzelba ta zostanie użyta w akcie ostatnim. Oraz dla kogo będzie to terminalne: dla Rosji, bo ta strzelba rozerwie się jej w rękach, czy dla jej przeciwników.
Polska jako „bliska zagranica” jest niestety w gronie pierwszoplanowych celów Rosji. W tym kontekście konieczność złamania rosyjskiego imperializmu jest więc dla nas warunkiem egzystencjalnym, podobnie jak dla Ukrainy. Według coraz szerszej wiedzy Europa już padła ofiarą rosyjskiej agresji, tyle że w wersji właściwej dla współczesnych możliwości – dezinformacji, sabotaży i punktowych ingerencji zdalnych. Europoseł Bartłomiej Sienkiewicz przekonuje, że tradycyjne pojęcie „progu wojny” przestało w tej sytuacji istnieć i już w niej tkwimy. Czyli – zgodnie z doktryną Gierasimowa – Rosja skutecznie zatarła granice między działaniami zbrojnymi a akcjami sabotażowymi i wojną kognitywną, która destrukcyjnie wpływa na świadomość społeczeństw Europy.
Rosyjskie operacje sabotażowe w Europie
Rozważania natury czysto militarnej odłóżmy tu na bok. Należy mieć świadomość, że nawet sukcesy Europy na ewentualnym polu walki mogą mieć finalnie fatalny skutek, bo – jak pisał prof. Andrzej Koźmiński – decydenci drugiej strony mogą „opierać się na fałszywym założeniu, że sprawy można zachować pod kontrolą, włączając i wyłączając czynnik nuklearny”. Nie w tym obszarze należy więc szukać rozwiązania. Działania zbrojne należy postrzegać jako środek obrony koniecznej, środek wywierania potężnego nacisku i wyczerpywania zasobów przeciwnika, a nie jako narzędzie rozstrzygające.
Ułomność decyzyjna Unii oraz niechęć do ponoszenia własnych kosztów sankcji nałożonych na Rosję są ewidentne
Federację Rosyjską można współcześnie pokonać tylko na polu ekonomicznym. Ta prosta i oczywista konstatacja w zadziwiający sposób nie przebija się jednak do świadomości wielu przywódców Europy i świata, na czele z prezydentem Stanów Zjednoczonych Donaldem Trumpem. Zdradza to, że nie postrzegają oni – z różnych powodów – pokonania współczesnego „imperium zła” jako celu nadrzędnego swoich działań na arenie międzynarodowej. Nie doświadczają fizycznych skutków agresji Rosji w Ukrainie, uważają odległą wojnę za obojętną dla bezpieczeństwa swoich krajów i bardziej interesuje ich utrzymanie Rosji na powierzchni jako źródła surowców, okazji biznesowych i pionka geopolityki. Zbyt wielu z nich jest formatu populistycznego, o kunktatorskim horyzoncie myślenia „do najbliższych wyborów”, by mogli zdobyć się na działania z ich punktu widzenia altruistyczne.
Czytaj więcej
Scenariusze po zakończeniu wojny ukraińskiej pozostają w niemałej mierze zagadką dla „wolnego świata”. Chaotyczne wyprawy amatorów-dyplomatów, wysł...
Odwołanie do doświadczeń skutków nacisku gospodarczego na Związek Sowiecki za czasów prezydenta Ronalda Reagana też ma ograniczone zastosowanie, bo świat jednak się zmienił, a przywódcy nie potrafią patrzeć wstecz aż tak daleko. Nie widać więc jedynie słusznego rozwiązania, ale pozostaje szeroka gama dolegliwych działań według zasady „zrób i obserwuj skutki”. Ważne, by były to działania o charakterze powszechnym, wzajemnie komplementarne i nie pozostawiające szerokich luk na ich obchodzenie.
Jedyną siłą zdolną do wymuszenia takiej polityki – obok oczywiście USA – jest Unia Europejska. Nie Chiny, bo te klarownie wolą mieć Rosję jako uporządkowanego wewnętrznie wasala. Odnotujmy jednak brak gotowości żyjących w dobrobycie społeczeństw zachodnich do ponoszenia ciężarów związanych z przygotowaniami do obrony i niewyobrażalną opcją strat w ludziach. Ewidentna jest ułomność decyzyjna Unii oraz niechęć do ponoszenia własnych kosztów sankcji. Po stronie szans jest sumaryczny potencjał przemysłowy Europy, wielokrotnie większy niż Rosji, którego z powyższego powodu nie wolno jednak przeceniać. Nie istnieje jednak inny podmiot zdolny agregować działania w skali całego kontynentu. Dlatego tezy z orędzia o stanie Unii, które niedawno przedstawiła przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, są uważnie analizowane zarówno w krajach unijnych, w Ukrainie, ale też w samej Rosji. Podstawową zmianą ma być bezwzględne i skuteczne egzekwowanie sankcji już nałożonych, a nie mnożenie restrykcji. Ograniczona ma być oczywista dla wszystkich nieskuteczność dotychczasowych, dzięki czemu m.in. zachodnie urządzenia, komponenty i technologie wciąż trafiają do rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego.
Czytaj więcej
Nową erę kształtują narzędzia przymusu ekonomicznego i technologicznego: cła, sankcje, ataki na łańcuchy dostaw i środki logistyczne, dostępność za...
Deklaracja ta nie pozwala na nadmierny optymizm, bo wyraża bardziej intencje niż fakty – i nie są znane publicznie żadne wątki dyskusji o skutecznych metodach ich uszczelnienia. Nic nie wiadomo o narzędziach przymusu, które Komisja Europejska mogłaby użyć wobec państw członkowskich naruszających istniejące już sankcje. Obserwacja ta prowadzi do wniosku, że Rada Europejska – uznając stan wyższej konieczności – winna usankcjonować mechanizmy uproszczonego podejmowania decyzji w sytuacji konkretnych, zaistniałych i enumeratywnie opisanych zagrożeń ze strony Federacji Rosyjskiej, bo obecny wymóg ucierania poglądów aż do jednomyślności stanowi dla bezpieczeństwa Unii śmiertelne zagrożenie. Wymuszenie sankcji jest koniecznością ponad interesami lobby przemysłowych, a przewodnicząca KE winna otrzymać silne wsparcie Rady w nieokreślonym na razie wdrożeniu swoich zapowiedzi.
Europa nadal choruje na absurdalny legalizm w działaniach przeciw Rosji
Stanowcza postawa Europy w konfrontacji z Rosją zwiększałaby szansę na pewną reorientację działań obecnej administracji amerykańskiej we wdrażaniu własnych sankcji, wzmocnionych ustawą niedawno zmarłego senatora Lindseya Grahama. Ma ona na celu radykalne odcięcie Kremla od źródeł finansowania machiny wojennej i w tym zakresie jest zbieżna z celami Europy. Jednym z najistotniejszych postanowień ustawy jest rozszerzenie działań przeciwko tzw. flocie cieni, czyli tankowcom wykorzystywanym przez Rosję do eksportu surowców z pominięciem ograniczeń ustanowionych wcześniejszymi sankcjami, również sojuszników – UE i Wielkiej Brytanii.
Flota cieni to w obecnej praktyce sankcyjnej temat wagi najcięższej. Rosja nadal wykorzystuje Morze Bałtyckie i Północne jako główny szlak eksportu ropy i szacuje się, że tą drogą przechodzi ok. 40 proc. rosyjskiego transportu. Skuteczność działań unijnych jest ograniczona przede wszystkim brakiem jednolitego podejścia państw europejskich, spośród których tylko część rzeczywiście zatrzymuje naruszające sankcje jednostki w portach. Potrzebna jest ścisła koordynacja działań podejmowanych przez państwa regionu Morza Bałtyckiego i Północnego oraz stworzenie systemu wspólnych działań. Warto rozważyć utworzenie wyspecjalizowanej operacji morskiej UE odpowiedzialnej za inspekcje i zatrzymywanie statków. Odnotujmy, że w 2025 r. wysoka przedstawiciel UE Kaja Kallas powołała Polaka Macieja Stadejka na koordynatora ds. przeciwdziałania flocie cieni, a w 2026 r. unijna dyplomacja rozpoczęła rozmowy z państwami bander rejestrującymi rosyjskie tankowce – w celu usankcjonowania inspekcji na pełnym morzu.
Przepisy ustawy Grahama kodyfikują dotychczasowe sankcje USA wobec Rosji i rozszerzają możliwości stosowania sankcji wtórnych, ceł i restrykcji. Dają prezydentowi USA uprawnienia m.in. do obłożenia cłami pięciu największych importerów ropy, pięciu największych importerów gazu oraz pięciu państw ułatwiających omijanie sankcji. Prezydent Trump wprawdzie podpisał ustawę 18 września, istnieje jednak zagrożenie, że obecna sytuacja na rynku ropy i gazu (spowodowana wojnami na Bliskim Wschodzie) da pretekst do zawieszenia jej wdrożenia poza ustawowy termin 30 dni – co byłoby zbieżne ze stosunkiem prezydenta Trumpa do sankcji na Rosję w ogóle. Zobaczymy.
W długoterminowej praktyce nawet większe znaczenie mogą mieć przepisy dotyczące sektora LNG. Sankcjami mogą teraz zostać objęte podmioty działające w całym łańcuchu dostaw. Dotknie to przede wszystkim kluczowy rosyjski projekt Jamał LNG i inne projekty arktyczne. Konsekwentnie wdrażane mogłyby wymusić na unijnych podmiotach nawet szybsze zakończenie importu rosyjskiego LNG przed wejściem w życie pełnego unijnego zakazu importu tego surowca z Rosji w 2027 r.
Odnotujmy, że Europa nadal choruje na absurdalny legalizm we wdrażaniu ograniczeń wobec Rosji. Przyglądając się tylko opcjom komunikacyjnym, nie wiadomo właściwie, dlaczego nie są wdrażane drakońskie ograniczenia podróży Rosjan do Europy, dlaczego samoloty państw trzecich mogą latać do Moskwy nad terytorium państw Unii, dlaczego tolerowane jest dostarczanie części zamiennych do samolotów Aerofłotu serwisowanych w państwach Zatoki lub innych?
Wszystko zależy od woli politycznej Unii Europejskiej i USA przełamania rosyjskiej woli dominacji imperialnej
„Dialog” z Rosją należy obecnie ustanowić według zupełnie nowego schematu. Publiczne ogłoszenie, jakie będą następstwa kolejnej prowokacji lub sabotażu Rosjan wobec państw Unii i NATO, powinno przyjąć formę katalogu retorsji, wdrażanych bezwzględnie i automatycznie po przekroczeniu przez Federację Rosyjską kolejnej „czerwonej linii”. „Jak zrobicie coś złego, my odpowiemy takimi a takimi krokami odwetowymi”. Paradoksalnie, Rosja właśnie sama dała pretekst przywódcom europejskim do ogłoszenia takich retorsji, bo dekretem Putina przejęła majątek i zarząd kilku dużych firm handlowych, przede wszystkim francuskich, które jeszcze w Rosji – o zgrozo – operowały. Dlaczego odpowiedzią państw Unii nie uczynić powrotu do projektu przejęcia zamrożonych rosyjskich aktywów i przeznaczenia ich na finansowanie pomocy dla Ukrainy?
Czytaj więcej
Zagrożenie bezpieczeństwa Polski stało się bardzo realne. Naszą racją stanu staje się gruntowna zmiana relacji politycznych, ale obecnie jakakolwie...
Retorsje za rosyjską eskalację nie muszą już być ani proporcjonalne, ani czysto ekonomiczne. Projekt byłego szefa fińskiego wywiadu wojskowego, gen. Pekki Toveriego, mówi o przejęciu przez państwa NATO ochrony powietrznej rubieży NATO już nad Ukrainą. Byłoby to znaczącym odciążeniem ukraińskiej obrony, gdyby pas 100 km od wschodniej granicy Polski był pod ochroną lotnictwa i sił NATO operujących z terytorium NATO. Tam nie dolatują samoloty Rosji, a odpowiedzialność za obronę antydronową, antybalistyczną i wymuszenie tzw. no fly zone w wysokiej warstwie spadłaby na myśliwce sojuszu. To trudny w wykonaniu i kosztowny w organizacji projekt, w zamian dający wymierne korzyści ekonomiczne odciążenia i ochrony Ukrainy oraz bezcenne doświadczenie sojuszu w organizacji takiej obrony. Inną ważną retorsją byłoby ogłoszenie przekazania Ukrainie zachodniej broni dalekiego zasięgu, jeżeli Rosja będzie kontynuować niszczenie cywilnych zasobów Ukrainy.
Wnioskiem końcowym z tych rozważań jest konstatacja, że wszystko zależy obecnie od woli politycznej państw Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych przełamania rosyjskiej woli dominacji imperialnej. Tylko radykalne zwiększenie presji na Rosję przez narzędzia przymusu ekonomicznego, wdrożone w zdeterminowany sposób w wielu obszarach jednocześnie, daje szansę Europie na uniknięcie twardej militarnej konfrontacji z Federacją Rosyjską. Przejęcie zamrożonych aktywów rosyjskich, niezależnie od kosztów kolejnego odwetu, znacząco uwiarygodniłoby powagę ostrzeżeń wobec niej. Każdy wyłom, każdy wyjątek w imię partykularnych interesów określonych grup nacisku lub państw, będzie nie tylko „przeciekiem” w systemie sankcyjnym, ale również będzie rozzuchwalać Rosję do kontynuowania prób przekupstwa, szantażu lub zastraszania. Dzwon bije Europie czy Rosji?