Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”, Jan Piwnik „Ponury”, Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, Anatol Radziwonik „Olech”, Mieczysław Niedziński „Niemen”. To dowódcy AK i uczestnicy podziemia antykomunistycznego, walczący we wschodniej części przedwojennej Polski, oderwanej przez Związek Radziecki w 1939 r. Od wymienienia tych nazwisk Andrzej Poczobut w niedzielę na Zamku Królewskim rozpoczął swoje przemówienie. Nie przez przypadek.
W 2021 r. został aresztowany, a później przez reżimowy sąd na Białorusi Aleksandra Łukaszenki skazany za „gloryfikację” żołnierzy AK i wysłany na osiem lat do łagru. Został wyciągnięty z kazamatów dyktatora po ponad pięciu latach w wyniku operacji służb specjalnych kilku państw (w trakcie której doszło do wymiany więźniów na granicy) oraz dzięki zaangażowaniu prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.
Czytaj więcej
Chcę spróbować wrócić na Białoruś. Wszystko zależy od tego, jak to się potoczy na granicy. Wpuszczą, tak jak obiecali, czy nie – stwierdził w rozmo...
– Na tym tle jestem tylko zwykłym człowiekiem, który, żyjąc w nieprzyzwoitych czasach, próbuje zachować się przyzwoicie. Tylko tyle i aż tyle – przemawiał Poczobut, odbierając z rąk prezydenta Karola Nawrockiego Order Orła Białego. Najwyższe odznaczenie państwowe czekało na niego w Warszawie od listopada, gdy przebywał jeszcze w najgorszym więzieniu na Białorusi – w Nowopołocku.
Andrzej Poczobut na Zamku Królewskim w Warszawie: Łączy nas polskość. I to jest piękne
– Chciałbym bardzo podziękować wszystkim, którzy o mnie pamiętali. O tym, co robiono przez te lata na rzecz mojego uwolnienia, dowiaduję się dopiero teraz, ale będąc w więzieniu, w izolacji, mimo wszystko czułem, że nie jestem sam. Nigdy nie wątpiłem w to, że nie zostałem zapomniany – mówi „Rzeczpospolitej” Andrzej Poczobut, dziennikarz i jeden z liderów mniejszości polskiej na Białorusi.
– Jeżeli o człowieku się pamięta, łatwiej mu przetrwać tam, za murami białoruskiego więzienia – dodaje.
Za swoje uwolnienie dziękował prezydentowi Nawrockiemu, ale też jego poprzednikowi Andrzejowi Dudzie, dziękował rządowi Donalda Tuska i odwrócił się do obecnego na Zamku Królewskim Mateusza Morawieckiego, by podziękować również poprzedniemu rządowi.
– Jest coś, co nas wszystkich łączy. To polskość i to jest piękne – powiedział Poczobut, zrywając oklaski obecnych na sali ludzi o odmiennych poglądach, co w dzisiejszej polskiej rzeczywistości politycznej jest niezwykle cenną rzadkością.
Czytaj więcej
Uwalniając Andrzeja Poczobuta, Mińsk zapewne liczy na poprawę relacji z UE i złagodzenie sankcji. – Są osoby zarówno w USA, jak i w Europie, które...
Znajomi Andrzeja Poczobuta wiedzą, że jest człowiekiem „ponad podziałami” i obca mu jest nieustająca wojna polsko-polska. Żyje historią Polski, której na mapie Europy nie ma już od niemal dziewięciu dekad i która za naszą wschodnią granicą, mimo nieustającej rusyfikacji, wojny, represji i dyktatury Łukaszenki, wciąż walczy o przetrwanie.
Jak polskość walczy o przetrwanie na Kresach
W Zamku Królewskim Poczobut dużo mówił o działającym od 2005 r. w warunkach nieuznawalności Związku Polaków na Białorusi (ZPB). Odebrane wówczas kilkanaście Domów Polskich (wybudowanych na koszt polskiego podatnika) nigdy nie zostało zwróconych. Dysponuje nimi prorządowa organizacja, która z Polską nie ma nic wspólnego. ZPB doświadczył w przeszłości wielu represji, ale to dzisiaj największa organizacja zrzeszająca Polaków za wschodnią granicą przeżywa najtrudniejszy okres w swojej ponad trzydziestoletniej historii. Potrzebują jej wciąż mieszkający na Białorusi setki tysięcy Polaków. Nawet oficjalne i z pewnością zakłamane dane Mińska z 2019 r. mówią o niemal 290 tys. obywateli Białorusi deklarujących narodowość polską.
Czytaj więcej
Aleksander Łukaszenko wysłał na granicę przedstawiciela swojej administracji, by przedstawił uwolnionemu po pięciu latach spędzonych w łagrze Andrz...
Od wybuchu wielkiej wojny Rosji z Ukrainą w 2022 r. w kraju Łukaszenki nie ma polskich szkół. Wówczas zrusyfikowano dwie jedyne działające w Grodnie i Wołkowysku (również powstałe z pieniędzy polskich podatników). Ale szefowa ZPB Andżelika Borys, po roku spędzonym w białoruskim więzieniu, nie opuściła rąk. Mogła wyjechać do Polski jeszcze cztery lata temu, ale mimo nadszarpniętego zdrowia pozostała w Grodnie i nie porzuciła kilku tysięcy działaczy swojej organizacji.
Wśród osób, które przyczyniły się do uwolnienia Andrzeja Poczobuta, z pewnością może stać w pierwszym szeregu. Nie tylko wielokrotnie pisała w jego sprawie do Łukaszenki, nie zważając na „ryzyka wizerunkowe i reputacyjne”, ale i dwukrotnie wywalczyła możliwość spotkania z więzionym działaczem w kolonii karnej. Co więcej, dzięki jej staraniom w sprawę zaangażowali się znani działacze Polonii amerykańskiej, zaznajomieni z otoczeniem prezydenta Trumpa. Czy miało to znaczenie? Tego nie będziemy wiedzieli, ale warto to odnotować.
Andrzej Poczobut chce wrócić na Białoruś
Borys wraz z więzionym wówczas Poczobutem w 2024 r. zostali powołani do Polonijnej Rady Konsultacyjnej Senatu RP. Prezydent Karol Nawrocki powołał ich do utworzonej 2 maja Rady ds. Polonii i Polaków za Granicą. Borys często bywa w Polsce, ale za każdym razem wraca do Grodna. W tamtejszej rzeczywistości porusza się jak po ostrzu noża, ale ma ku temu powody. Dzisiaj, za sprawą jej działalności, ponad 3 tys. uczniów uczy się języka polskiego w tzw. szkołach społecznych, które prowadzi niemal w każdym większym mieście Białorusi. Dzięki jej zaangażowaniu młodzi Polacy z Białorusi wyjeżdżają na wycieczki, ferie czy wakacje do Polski.
Czytaj więcej
Dziennikarz i jeden z liderów mniejszości polskiej na Białorusi Andrzej Poczobut odzyskał wolność po pięciu latach spędzonych w kazamatach dyktator...
Poczobut też myśli o powrocie na Białoruś, powiedział o tym w opublikowanym w poniedziałek wywiadzie dla Gazety Wyborczej. Powiedzieć, że to ryzykowne, to nic nie powiedzieć. Ale tam jest ich Polska, ich Grodno, ich Niemen. Są bohaterami i inspiracją dla tych, którzy pozostają po drugiej stronie granicy, promykiem światła w tamtejszej szarej rzeczywistości. I niezależnie od tego, jaką decyzję podejmie jeden z najwybitniejszych Polaków współczesności, o którego uwolnienie walczyliśmy od ponad pięciu lat, musimy ją uszanować.