Andrzej Poczobut, który w ubiegły wtorek przekroczył polsko-białoruską granicę, został uwolniony w ramach wymiany więźniów pomiędzy Polską a Białorusią. Wcześniej pozostawał najcenniejszym zakładnikiem w rękach białoruskiej dyktatury. Dziennikarz i jeden z liderów mniejszości polskiej na Białorusi udzielił teraz „Gazecie Wyborczej” wywiadu, w którym wyjaśnił, dlaczego myśli o powrocie na Białoruś oraz jak widzi przyszłość tego kraju.
Dziennikarz udzielił teraz „Gazecie Wyborczej” wywiadu, w którym wyjaśnił, dlaczego myśli o powrocie na Białoruś oraz jak widzi przyszłość tego kraju.
Czytaj więcej
Dziennikarz i działacz polskiej mniejszości na Białorusi Andrzej Poczobut został uhonorowany najwyższym polskim odznaczeniem państwowym – Orderem O...
Andrzej Poczobut: Chcę spróbować wrócić na Białoruś
W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Andrzej Poczobut zapytany został między innymi o to, jakie ma plany na przyszłość.
– Chcę spróbować wrócić na Białoruś. Wszystko zależy od tego, jak to się potoczy na granicy. Wpuszczą, tak jak obiecali, czy nie – stwierdził. – To posiedzę. Trudno, Nelson Mandela tyle lat siedział, żołnierze Armii Krajowej siedzieli – dodał, dopytywany o to, co zrobi, jeśli zostanie ponownie uwięziony.
Andrzej Poczobut ma rodzinę – żonę, ale i córkę oraz nastoletniego syna. – Ludzie, których spotkałem w łagrach, też mają żony i dzieci. Jarek to już dorosły chłopak, on przecież wszystko rozumie. Jeden nasz kresowy działacz, poeta, pytał, dlaczego ta polskość jest taka trudna. No właśnie. Na tej szerokości geograficznej, niestety tak jest – zaznaczył, mówiąc o swoich bliskich.
Poczobut przyznał też, że nie wiedział, iż wyjdzie na wolność. – O pierwszej w nocy strażnicy w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze w Nowopołocku, gdzie siedziałem od ponad dwóch lat, otworzyli drzwi do celi. Kazali wstawać, bo mamy gdzieś iść. Jestem wyćwiczonym więźniem. Jak mówią, że trzeba iść, to, kurde, trzeba iść. Pakuję rzeczy, w końcu pytam: gdzie mnie zabieracie? Mówią, że zostanę przeniesiony, robią rewizję, przetrzepują rzeczy. Potem mówią, że jadę do SIZO nr 1 (więzienie śledcze nr 1 w Mińsku. red.) – opowiadał Poczobut. – Przyjmuję za dobrą monetę, że jadę do więzienia śledczego. Ale dzieje się coś dziwnego, pozwalają mi zmienić buty, pozwalają zabrać wodę w butelce. Wtedy zrozumiałem, że to nie jest etap [transport] do więzienia w Mińsku – dodał.
Jak powiedział dziennikarz, wyobrażał sobie, że „zawiozą go gdzieś poza łagier”. – Że odbędzie się jakaś rozmowa, a w jej wyniku wrócę do celi. Tak już było kilkakrotnie. A my pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej, do jakiegoś domu wypoczynkowego pod granicą. Czekał tam samochód, po oznaczeniach poznałem, że to KGB. Ludzie wokół niego też mieli zamaskowane twarze – podkreślił. – Bez kominiarki był tylko jeden człowiek, wiceszef jakiegoś oddziału. Powiedział mi, że jedziemy na wolność. I że jak będę chciał, zawsze będę mógł z Polski wrócić, strona białoruska jest na to gotowa i się zgadza. A ja do niego, że nigdzie nie jadę, bo mu nie wierzę. Tłumaczę mu, że nie mam nic przeciwko wyjazdowi do Polski, jeżeli będę mógł wrócić do Grodna. Tylko że KGB nie wierzę. U nich konsternacja (…) W międzyczasie nakarmili mnie, mogłem wziąć prysznic, dali nowe ubranie, zabrali moje łachy – dodał.
Jak przekonano Poczobuta, by pojechał do Polski?
W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Poczobut wyjaśnił również, jak go przekonano, by jednak pojechać do Polski. – Na miejsce przyjechał człowiek podający się za pracownika administracji prezydenta Białorusi. Przekazał, że sam Aleksander Łukaszenka mu obiecał – a z tym nazwiskiem nie ma przecież żartów – że będę mógł wrócić na Białoruś. Żadnego problemu z tym nie będzie. Przybyła też Andżelika Borys, szefowa Związku Polaków na Białorusi (aresztowana w 2021 r., zwolniona po roku z więzienia). Ale najważniejsze było dla mnie to, że mogłem porozmawiać przez telefon z polskim dyplomatą. Powtórzyłem mu, że jestem gotów wyjechać, jeśli będę mógł wrócić. Chciałem z nim jeszcze porozmawiać, ale już mi nie dali go do telefonu – mówił.
Andrzej Poczobut podkreślił też, że wiedział o polskich akcjach solidarności, „bo takich rzeczy nie da się ukryć”. – O tym, że Polska zamknęła granice z Białorusią, wiedziałem natychmiast. To od razu się rozniosło po więzieniu. O tym, że są w mojej sprawie podejmowane jakieś działania, domyślałem się z zachowania strażników. Od razu czujesz, że bez powodu odkręcają śrubę. Albo jak ją zaciskają, gdy rozmowy kończą się impasem – powiedział.
Czytaj więcej
Dziennikarz i jeden z liderów mniejszości polskiej na Białorusi Andrzej Poczobut odzyskał wolność po pięciu latach spędzonych w kazamatach dyktator...
Poczobut: Mam smutne wrażenie, że na Białorusi może zapanować klimat jak w Turkmenistanie
Co – zdaniem Andrzeja Poczobuta – czeka Białoruś? – Nie mam wątpliwości, że białoruska medycyna zrobi wszystko, by zapewnić mu zdrowie – mówi o Łukaszence jeden z liderów mniejszości polskiej na Białorusi. – Bardzo długo mogą go jeszcze utrzymać na tym świecie – dodał, zaznaczając, że „po Łukaszence będzie Łukaszenka”, więc „w Białorusi nic się nie zmieni”.
Poczobut stwierdził również, że Białoruś leży w Europie „tylko w sensie geograficznym”. – Politycznie jesteśmy w Azji – zaznaczył.
– Jesienią 2022 r. rozmawiałem z Turkmenem o totalitaryzmie w jego kraju. Mówił, że nawet jako białoruski więzień polityczny nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak tam jest. Że w momencie, w którym człowiek zaczyna rozmawiać o polityce, to ludzie zaczną od niego po prostu uciekać. Bo sama rozmowa może spowodować, że człowieka osadzą w Owadan Depe. To najstraszliwsze więzienie w całym dawnym ZSRR, zbudowane na środku pustyni Karakum, tam ludzie nie mają nazwisk, tylko numery, po prostu znikają za murami, bez śladu – powiedział Poczobut. – Mam smutne wrażenie, że taki klimat wkrótce może zapanować u nas, na Białorusi – dodał.
Kim jest Andrzej Poczobut?
Andrzej Poczobut, polsko‑białoruski dziennikarz i działacz polskiej mniejszości, spędził w białoruskich więzieniach i koloniach ponad pięć lat, stając się jednym z najbardziej znanych symboli represji wobec niezależnego dziennikarstwa w reżimie Aleksandra Łukaszenki. Jego długotrwałe osadzenie w zakładach karnej stało się przykładem, jak daleko idzie KGB i sądy w Mińsku, by uciszyć głos opozycji i mniejszości.
Poczobut został po raz pierwszy aresztowany w 2021 roku w Oszmianie, po serii ataków białoruskich władz na środowisko dziennikarskie i aktywistów. Najpierw trafił do grodzieńskiego więzienia, gdzie przebywał w warunkach ścisłego odosobnienia, z ograniczonym dostępem do kontaktu z rodziną i adwokatem. Choć po kilkunastu dniach został wypuszczony, szybko okazało się, że jego proces jest wciąż otwarty, a jego nazwisko stało się narzędziem nacisku na całe środowisko polskiej mniejszości w rejonie Wileńszczyzny.
Czytaj więcej
Aleksander Łukaszenko wypuścił z więzień najważniejszych liderów opozycji demokratycznej, ale najbardziej znanego na Białorusi Polaka pozostawił za...
W 2023 roku sąd obwodowy w Grodnie skazał Poczobuta na 8 lat kolonii karniej o zaostrzonym rygorze, kierując go do zakładu w Nowopołocku, zwykle przeznaczonego dla recydywistów i ciężkich przestępców. Pisano wtedy, że białoruskie władze czynią to za „wzniecanie nienawiści” i „działalność na szkodę państwowej stabilności”, ale w praktyce chodziło o to, że jego artykuły, komentarze i działalność opozycyjna były dla reżimu niepożądanym, a wręcz nieznośnym. W kolonii Poczobut podlegał surowemu nadzorowi, miał ograniczony dostęp do paczek, medykamentów i komunikacji z rodziną, co budziło obawy o jego zdrowie fizyczne i psychiczne.
W 2023 roku został ponadto ukarany półrocznym poborem w karcerze, co zostało odczytane jako kolejny element systemowego ucisku wobec więźniów politycznych. Współtowarzysze i relacje z zakładu mówią o trudnym, nieprzewidywalnym miejscu, gdzie kazano milczeć, a protesty brutalnie tłumiono.
Poczobuta traktowano jako typowego więźnia politycznego. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Ośrodek Monitoringu Wolności Prasy, białoruskie centra praw człowieka oraz organizacje europejskie wielokrotnie wysyłały apele o jego zwolnienie. Parlamenty w Polsce i w UE przyjmowały uchwały i oświadczenia, ale naciski te długo nie przynosiły skutku. Poczobut był „kartą przetargową” w grze Łukaszenki, używaną przez władzę jako element negocjacyjny w stosunkach z Zachodem. W kwietniu 2026 roku, po ponad pięciu latach pobytu w więzieniu i kolonii, Andrzej Poczobut został w końcu uwolniony.