Oddalona od Moskwy rosyjska prowincja. Wezwany do jednego z bloków mieszkalnych młody hydraulik przypadkowo odkrywa duże pęknięcia na ścianach. Postawiony w czasach Chruszczowa budynek był zaniedbywany od lat i nie pamiętał remontu, bo lokalne władze defraudowały pieniądze. Dziewięciopiętrowiec, w którym mieszka ponad 800 osób, w każdej chwili może się zawalić. Mężczyzna pędzi więc prosto do restauracji, w której pani burmistrz, w towarzystwie wszystkich najważniejszych ludzi z okolicy, hucznie świętuje jubileusz. Informuje podpitych dostojników o nadchodzącej katastrofie i alarmuje, że liczą się godziny oraz że chodzi o życie setek ludzi.
Czytaj więcej
Władimir Putin i Aleksander Łukaszenko w nowym zarządzie światowym? Codziennie się budzimy i nicz...
Po burzliwej naradzie rządzący małą prowincją dochodzą do wniosku, że nie mają lokali zastępczych dla tylu osób. Miejscowy deweloper, zasilający łapówkami kieszenie urzędników, sprzedał już wszystkie mieszkania w nowo wybudowanym domu. Postanawiają więc nic nie robić, lecz znaleźć kozły ofiarne – szefa lokalnego zakładu gospodarki komunalnej i komendanta straży pożarnej, na których zrzucą winę, gdy dom się zawali i służby z Moskwy będą badać przyczyny tragedii. Co więcej, postanawiają ich zabić wraz z hydraulikiem, który zgłosił awarię, by następnie upozorować ich ucieczkę z miasta. Mężczyźnie udaje się umknąć; w nocy, na własną rękę, wyprowadza na zewnątrz spłoszonych mieszkańców awaryjnego bloku. Nie doczekał się jednak słów wdzięczności od uratowanych przez niego ludzi. Został pobity na śmierć przez najbardziej agresywnych domowników, którzy następnie wrócili do swojego zawalającego się budynku.
Kto walczy z pamięcią zamordowanej dziennikarki Anny Politkowskiej?
Film Jurija Bykowa „Durak” („Dureń”) pojawił się w rosyjskich kinach w 2014 r., ale nie zrobił furory i nie przyniósł autorowi pieniędzy. Zbyt ciężki, zbyt prawdziwy, zbyt boleśnie naciskający w czułe miejsca „przeciętnego obywatela”. Doskonale zaś obrazuje odwieczny podział w rosyjskim społeczeństwie na rządzących, milczącą masę biernie płynącą z prądem oraz nielicznych „durniów”, którzy próbują się borykać.
Anna Politkowska piórem walczyła o prawdę i wolność słowa z reżimem Władimira Putina, za co zapłaciła najwyższą cenę. Przy klatce schodowej domu, w którym została zamordowana w 2006 r., zamontowano marmurową tablicę, powieszoną przez jej kolegów po fachu z zamkniętej już przez władze „Nowej Gaziety”.