Dr Małgorzata Bonikowska: Pakt migracyjny pozwoli UE na wspólne działania

Unia musi osiągnąć maksymalną koordynację i współpracę państw członkowskich – mówi dr Małgorzata Bonikowska, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych i ośrodka THINKTANK.

Publikacja: 17.01.2024 03:00

dr Małgorzata Bonikowska

dr Małgorzata Bonikowska

Foto: Materiały Prasowe

Poprzednie władze Polski były przeciwne paktowi migracyjnemu, nowy rząd uspokaja, że porozumienie to nie niesie dla nas żadnych zagrożeń. Jak jest naprawdę?

Dyskusja wokół kwestii migracji jest niezwykle upolityczniona, dlatego ciężko o rzetelną debatę. Pakt jest nastawiony na to, żeby rozwiązać problem, który Unia ma i będzie miała przez lata. Chodzi o przybywanie ludzi z zewnątrz, z krajów trzecich. Ideą paktu jest to, żeby wszystkie 27 krajów myślało o tym w skoordynowany, jednolity sposób. Są państwa leżące przy granicy Unii, na pierwszej linii przybywania migrantów, takie jak Polska i jej wschodnia granica, czy Włochy, Malta, Grecja, Francja, do których migranci napływają z południa. Są też kraje docelowe, czyli miejsca, do których imigranci chcą się dostać – to przede wszystkim Niemcy, Holandia czy Skandynawia. Ale są też takie kraje, w których prawie nie ma presji migracyjnej. Migracja jest zjawiskiem stałym, nie można odmówić ludziom prawa do przemieszczania się. Możemy jednak nią zarządzać mądrze i wspólnie. Trzeba więc osiągnąć maksymalnie dużą koordynację i współpracę rządów państw, których sytuacja jest zupełnie różna.

Czytaj więcej

Unia Europejska chce dzięki paktowi uzyskać kontrolę nad migracją

Pomysł na przygotowanie takiego porozumienia powstał na skutek presji państw południa Europy. Czy pakt jest więc przystosowany do sytuacji, w której mamy wojnę w Ukrainie i nowe kierunki migracji?

Pakt jest efektem przede wszystkim kryzysu migracyjnego z lat 2015–2016, kiedy migracja nieregularna, czyli przekraczanie granicy w miejscach nielegalnych, np. przez morze, wzrosła dziesięciokrotnie. Z poziomu ok. 100 tys. osób rocznie do 1 mln w roku 2015. To zaskoczyło UE, a było jednym z następstw arabskiej wiosny i turbulencji politycznych w krajach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Wnioski, które Unia wyciągnęła, rzeczywiście ze względu na presję państw z południa, czyli głównie Włoch, Francji, Hiszpanii, Grecji, dotyczą wszystkich krajów. Polska nie była poddana takiej presji, ale w wyniku wojny w Ukrainie to się zmieniło. Pojawili się uchodźcy z Ukrainy, ale także – ze względu na sytuację wytworzoną przez reżim na Białorusi – migranci zaczęli się przedostawać przez granicę polsko-białoruską. Unia doszła do wniosku, że nie można zostawiać takich państw samym sobie, bo one sobie nie poradzą, kiedy liczba uchodźców dramatycznie wzrośnie. Dlatego zawarto porozumienie polityczne, że wszystkie 27 krajów w takiej sytuacji działa razem. Przede wszystkim te kraje, i to jest rozwiązanie kontrowersyjne, mają możliwość zamknięcia granicy.

Co to oznacza?

Jeśli mamy nadzwyczajną presję i bardzo wielu przybywających ludzi, priorytetem musi być uszczelnienie granicy i zwalczanie nielegalnego przemytu osób, również we współpracy z krajami sąsiadującymi, chodzi m.in. o lepsze zarządzanie migracją po drugiej stronie. Drugi pakiet rozwiązań dotyczy weryfikacji tego, kto do nas przybywa. To mechanizm solidarności, czyli weryfikuje nie tylko ten kraj, który jest przy granicy, ale też inne kraje w tym pomagają, przejmując część migrantów, żeby sprawdzić, czy jest to uchodźca, któremu należy udzielić azylu i zapewnić pomoc, bo w jego kraju jest wojna albo poważne turbulencje polityczne, czy jest to migrant ekonomiczny i można podjąć decyzję o jego odesłaniu.

Poprzednie władze Polski były przeciwne paktowi migracyjnemu, nowy rząd uspokaja, że porozumienie to nie niesie dla nas żadnych zagrożeń. Jak jest naprawdę?

Dyskusja wokół kwestii migracji jest niezwykle upolityczniona, dlatego ciężko o rzetelną debatę. Pakt jest nastawiony na to, żeby rozwiązać problem, który Unia ma i będzie miała przez lata. Chodzi o przybywanie ludzi z zewnątrz, z krajów trzecich. Ideą paktu jest to, żeby wszystkie 27 krajów myślało o tym w skoordynowany, jednolity sposób. Są państwa leżące przy granicy Unii, na pierwszej linii przybywania migrantów, takie jak Polska i jej wschodnia granica, czy Włochy, Malta, Grecja, Francja, do których migranci napływają z południa. Są też kraje docelowe, czyli miejsca, do których imigranci chcą się dostać – to przede wszystkim Niemcy, Holandia czy Skandynawia. Ale są też takie kraje, w których prawie nie ma presji migracyjnej. Migracja jest zjawiskiem stałym, nie można odmówić ludziom prawa do przemieszczania się. Możemy jednak nią zarządzać mądrze i wspólnie. Trzeba więc osiągnąć maksymalnie dużą koordynację i współpracę rządów państw, których sytuacja jest zupełnie różna.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Społeczeństwo
Pomarańczowe niebo nad Grecją. "Pył może być niebezpieczny"
Materiał Promocyjny
Co czeka zarządców budynków w regulacjach elektromobilności?
Społeczeństwo
Sąd pozwolił na eutanazję, choć prawo jej zakazuje. Pierwszy taki przypadek
Społeczeństwo
Hipopotam okazał się samicą. Przez lata ZOO myślało, że jest samcem
Społeczeństwo
Demonstracje przeciw Izraelowi w USA. Protestują uniwersytety
Społeczeństwo
Makabryczne eksperymenty na dzieciach. Niemiecki lekarz uniknął kary, za to podkreślano jego zasługi dla badań nad gruźlicą