Oklahoma to tradycyjnie konserwatywny stan, do którego wcześniej przybywali farmerzy chcący uprawiać rolę albo hodować bydło. Odkąd zalegalizowała medyczną marihuanę trzy lata temu, stała się miejscem docelowym dla przedsiębiorców chcących zarobić na uprawie marihuany. Zachęca ich łatwość w zdobyciu licencji oraz niskie koszty rozpoczęcia uprawy. Wystarczy 2,5 tysiąca dolarów, czyli niewielki ułamek z 100 tysięcy, które trzeba mieć na początek w sąsiednim Arkansas. Przy czym nie obowiązują tam ograniczenia co do liczby punktów sprzedaży, upraw czy też wielkości produkcji. Nie brakuje też klientów, bo w Oklahomie nietrudno uzyskać medyczną kartę uprawniającą do kupowania medycznej marihuany – w sumie około 10 procent mieszkańców 4-milionowej Oklahomy posiada te karty – zdecydowanie więcej niż w każdym innym stanie.

Oklahoma ma też więcej punktów sprzedaży produktów zawierających konopie niż Kolorado, Oregon i Waszyngton razem wzięte. W niektórych rejonach stanu jest ich więcej niż sklepów spożywczych, a upraw konopi więcej niż pól pszenicznych czy farm bawełny. W październiku stan ten prześcignął Kalifornię w liczbie licencjonowanych farm konopnych, których Oklahoma ma ponad 9000, mimo że populacja tego stanu jest dziesięć razy mniejsza niż Kalifornii. Co ciekawe, władze stanu jeszcze nie zatwierdziły do użytku rekreacyjnej marihuany.

Dynamiczny rozwój sektora produkcji liści konopi nie podoba się tradycyjnym farmerom. Apelują o moratorium na nowe licencje. Argumentują, że producenci marihuany podbijają ceny ziemi oraz zużywają zasoby wody i prądu, skarżą się też na nielegalne uprawy. Władzom nie opłacałoby się jednak wprowadzać ograniczenia. Tylko w tym roku stan ten uzyskał prawie 140 mln dol. dochodu ze stanowych i lokalnych podatków od sprzedaży konopi. Sektor ten też stworzył tysiące miejsc pracy.

Multistanowi producenci marihuany na razie nie uczestniczą w rynku Oklahomy. – Sektor opiera się głównie na rodzinnych wytwórniach, które prowadzą usługi takie jak lokalny sklep alkoholowy czy myjnia samochodowa – mówi Ed Keating z Cannabiz Media, organizacji śledzącej rozwój sektora konopnego.

Jednak w przeciwieństwie do lokalnych punktów usługowych, których klientami są okoliczni mieszkańcy, krytycy zwracają uwagę na to, że farmerzy konopi w Oklahomie produkują wiele ponad potrzeby lokalnego rynku, w rezultacie wspierając nielegalny handel marihuaną w całym kraju, z czego czerpią ogromne zyski. By ograniczyć nielegalną sprzedaż do innych stanów, władze Oklahomy dokonują nalotów i konfiskują uprawy. Republikański senator James Inhofe domaga się 4 milionów dolarów dotacji z federalnego rządu dla stanowego biura narkotykowego do walki z nielegalnymi uprawami.

Mimo nagonki ze strony krytyków i regulatorów ci, którzy zajmują się produkcją marihuany w Oklahomie, uważają, że rynek ten dopiero się rozwija i pracują nad doprowadzeniem do referendum o legalizacji rekreacyjnej marihuany w tym stanie. A to otworzy kolejne możliwości dla producentów.