Co roku niewielki archipelag należących do Danii Wysp Owczych, zamieszkałych zaledwie przez 50 tysięcy ludzi,  staje się punktem zainteresowania opinii publicznej na świecie.

Co roku bowiem odbywa się tam tradycyjna rzeź morskich ssaków - grindwali i delfinów. Ostatnia z nich - 16 sierpnia.

Mieszkańcy wysp tłumaczą, że polowanie na ssaki nie odbywa się "dla zabawy", że mięso pozyskane ze zwierząt, uznawane przez nich za niezwykle odżywcze, trafia do mieszkańców wszystkich wsi na wyspach i jest wykorzystywane do cna. Zauważają też, że warunki klimatyczne wulkanicznych wysp sprawiają, że praktycznie niemożliwa jest tam uprawa warzyw innych niż ziemniaki, stąd zapotrzebowanie na wartościowe mięso. Mimo tłumaczeń samo masowe mordowanie tych coraz rzadszych już zwierząt budzi na świecie oburzenie.

Łagodne olbrzymy osaczane są przez wielorybnicze łodzie. Wśród nich często znajdują się też delfiny. Rybacy często zatykają tyczkami  ich otwory nosowe znajdujące się na czubkach głów zwierząt, by uniemożliwić im zanurkowanie. Następnie zwierzęta spychane są na plaże, by tam, na mieliznach, można im było zadać precyzyjne cięcia. Jak dowodzą wielorybnicy, jeśli oprawca ma doświadczenie, to zwierzę ginie szybko, zabite przecięciem rdzenia kręgowego.

Czytaj także: Orka holuje martwe dziecko

Rzeź zwierząt z pobliskich nabrzeży obserwują całe rodziny.

Cytowany przez observers.france24.com jeden z rybaków, Silas Olofson, tłumaczy, że polowania są "tak humanitarne, jak to tylko możliwe", zabicia wieloryba może dokonać tylko rybak po specjalnym przeszkoleniu, a zwierzęta mają "dobre życie", w przeciwieństwie do tych, które są zabijane po całym życiu w klatkach.

Jak mówi Olofson, nie zabija dla przyjemności, ale "fajnie jest" odciąć z wieloryba kawał dobrego mięsa i zrobić "miłą kolację".

- Niestety, myślę, że polowania na wieloryby będą coraz rzadsze - mówi Olofson. - Te wszystkie śmieci w oceanie niszczą wieloryby. To tragiczne, że my, istoty ludzkie, skaziliśmy  morze tak bardzo, że nie jesteśmy nawet w stanie z niego żyć.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Zdjęcia czerwonego od krwi morza wielokrotnie już obiegały światowe media i portale społecznościowe. W ubiegłym roku PETA skierowała do Komisji Europejskiej apel o prawne uregulowane tego usankcjonowanego duńskim prawem mordu, ale jak dotąd - bezskutecznie.

Jak ocenia organizacja Sea Shepherd, która od lat dokumentuje mordowanie wielorybów, w tym roku mieszkańcy Wysp Owczych zabili 399 grindwali i 33 delfiny atlantyckie. Na swoim profilu na Facebooku organizacja zamieściła nakręcone ukradkiem telefonem komórkowym filmy przedstawiające tę rzeź (ostrzegamy, materiał jest skrajnie drastyczny).

Masowym mordom wielorybów zaczynają się już sprzeciwiać nawet duńscy politycy.

Choć większość z nich jest przekonanych, że polityka połowów wielorybów jest "zrównoważona", coraz częściej pojawiają się głosy przeciwne. Środowiska lewicowe i Zielonych coraz głośniej mówią o tym, że należy tę politykę rzetelnie zweryfikować i określić, czy  zapotrzebowanie okolicznej ludności na mięso wielorybów i innych ssaków morskich jest rzeczywiście aż tak duże.