Protestujący zebrali się przy Domu Terroru w stolicy kraju, Budapeszcie, muzeum, które upamiętnia ofiary nazizmu i komunizmu. Uczestnicy demonstracji przemaszerowali następnie pod siedzibę rządzącej partii Fidesz.

Krytykując premiera Viktora Orbana, niektórzy skandowali: "Victator".

- To (oskarżenia o nielegalną inwigilację) było dla mnie ostatnią kroplą - powiedział jeden z protestujących, Marcell Csupor. - Przypomina mi to systemy komunistyczne i pokazuje, że kraj odrywa się od Zachodu i dryfuje w kierunku Wschodu - dodał.

Rząd, który jest skłócony z wieloma innymi członkami Unii Europejskiej w kwestii praworządności i demokracji, nie skomentował zarzutów poza stwierdzeniem, że zbieranie informacji wywiadowczych jest prowadzone zgodnie z prawem.

Z raportu grupy 17 międzynarodowych organizacji medialnych i Amnesty International wynika, że oprogramowanie szpiegowskie Pegasus, wyprodukowane i licencjonowane przez izraelską firmę NSO, było wykorzystywane w włamaniach i próbach włamań na smartfony należące do dziennikarzy, działaczy praw człowieka i urzędników państwowych w kilku krajach.

Węgierski Direkt36 poinformował że osoby, które były celem inwigilacji byli dziennikarze, biznesmeni, prawnicy i osoby krytyczne wobec węgierskiego rządu.

Prokuratura na Węgrzech wszczęła dochodzenie w sprawie wielu skarg otrzymanych od czasu tych doniesień.

Firma NSO przekazała, że ich produkt jest przeznaczony wyłącznie do użytku przez zweryfikowane rządowe agencje wywiadowcze i organy ścigania w celu zwalczania terroryzmu i przestępczości.

Na Węgrzech, które po II wojnie światowej przez cztery dekady były rządzone przez komunistów, minister sprawiedliwości zatwierdza inwigilację w sprawach bezpieczeństwa narodowego.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już dziś, oglądaj relację z Gali wręczenia nagród na rp.pl

Dowiedz się więcej

Miklos Hajnal, członek opozycyjnej partii Momentum, która zorganizowała protest, nazwał sprawę Pegasusa największym skandalem na Węgrzech od czasu przejścia transformacji z 1990 roku.

- To jest nie do przyjęcia w kraju, w którym ludzie wiedzą, jak kiedyś działał reżim socjalistyczny - powiedział. - Istnieje powód dla istnienia służb bezpieczeństwa, ale nie może to być po prostu trzymanie się władzy - dodał.