Z tego artykułu dowiesz się:
- Kto usłyszał zarzuty składania fałszywych zeznań w sprawie wypadku premier Beaty Szydło?
- Jakie są przewidywane konsekwencje prawne i zawodowe dla funkcjonariuszy służb mundurowych?
- Jakie nieprawidłowości wykryto w toku wcześniejszych postępowań?
- Jakie są dziś losy bohaterów tamtych wydarzeń?
Ośmiu byłych i obecnych funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu (obecnie Służby Ochrony Państwa) usłyszało zarzuty składania fałszywych zeznań w śledztwie dotyczącym wypadku premier Beaty Szydło w Oświęcimiu w 2017 r. Oficerowie rządowej kolumny, według prokuratury kłamali twierdząc, że podczas eskortowania szefowej rządu mieli włączone sygnały świetlne i dźwiękowe, a tylko to daje im status uprzywilejowania na drodze. W Prokuraturze Regionalnej w Białymstoku, która od lipca ubiegłego roku prowadzi nowe śledztwo w tej sprawie, rozliczając nadużycia w postępowaniu, jakie prowadzono po wypadku, takie same zarzuty usłyszał również mieszkaniec Oświęcimia, który zeznał, że słyszał sygnały dźwiękowe. Według informacji „Rz” to nie koniec. Niewykluczone, że zarzuty nadużycia uprawnień usłyszą także policjanci, ich przełożeni oraz prokuratorzy.
Czytaj więcej
W czasie słynnego wypadku Beaty Szydło jej kolumna nie była uprzywilejowana – uznał sąd. Wątek odpowiedzialności BOR został skierowany do prokuratury.
Wypadek Beaty Szydło. Złamane kariery funkcjonariuszy BOR. Konsekwencje nie tylko karne, ale także emerytalne?
Czterech z podejrzanych funkcjonariuszy BOR jest już na emeryturach, jak ustaliła „Rz”, jeden pracuje w Straży Miejskiej. W tym także Piotr G., w chwili wypadku szef ochrony premier Beaty Szydło siedzący na fotelu pasażera w rządowym Audi. Pozostałych czterech, czynnych funkcjonariuszy obecnej Służby Ochrony Państwa zostało zawieszonych w wykonywaniu obowiązków na trzy miesiące. Otrzymują połowę pensji zasadniczej, pozbawieni zostali także wszelkich dodatków, które w SOP „pompują” wynagrodzenie kilkukrotnie. Mówiąc obrazowo – jeśli otrzymywali pensję 10 tys. zł, teraz otrzymują zaledwie ok. 2,5 tys. zł. – Nie możemy informować o szczegółach zatrudnienia w służbie. Czekamy na informacje z prokuratury – odpowiada nam płk Bogusław Piórkowski, rzecznik SOP.
Służba Ochrony Państwa
Białostocka prokuratura nie ujawnia, jakie ewentualne zeznania funkcjonariusze złożyli teraz – przesłuchiwani zostali w kancelarii tajnej, bo od czasu śledztwa z 2017 r. całe postępowanie jest utajnione. Wiadomo jednak, że zmowę milczenia – publicznie – przerwał Piotr Piątek, funkcjonariusz BOR jadący w kolumnie aut przed audi. W grudniu 2021 r. w „Gazecie Wyborczej” ujawnił, że wszyscy oficerowie składali przed policjantem fałszywe zeznania o tym, że kolumna aut miała włączone sygnały dźwiękowe. – Generalnie wszyscy wiedzieliśmy, że nie było włączonych sygnałów dźwiękowych. Dla nas to była rzecz oczywista – przyznał Piątek. Dopytywany, kto im kazał kłamać, stwierdził , że taka była sugestia „dowódcy zmiany” (jechał w ostatnim, trzecim aucie). – Przed przesłuchaniem usłyszałem tylko: „Piotrek, wiesz, jak było...”. Ja sobie zdawałem sprawę, że chcąc dalej pracować i awansować, musiałem mówić to, co reszta – relacjonował. Według Piątka, dowódca zmiany „zarządził, jak mamy jechać i jak mamy mówić...”. – To nie było mówione wprost. Raczej: „Piotrek, wiesz, jak było”, „wiesz, jak będzie dobrze dla nas”, „wiesz, jak mówić”. A ja, już wiedząc, jakie są przepisy i że mieliśmy jechać na sygnale dźwiękowym, wiedziałem, jak będzie dobrze – mówił rozmówca „Gazety Wyborczej”.
Za składanie fałszywych zeznań grozi do ośmiu lat więzienia. Ale to nie koniec konsekwencji, jakie mogą spotkać byłych „borowików”. W przypadku skazania za umyślne przestępstwo z oskarżenia publicznego, popełnione w związku z wykonywaniem czynności służbowych i w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej popełnione w służbie funkcjonariusz traci także resortową emeryturę. Jaką kwalifikację ostatecznie przyjmie prokuratura? – Tu nie ma wątpliwości, że kłamali. Pytanie dlaczego to robili – mówi nam jeden z funkcjonariuszy.
Jestem zdruzgotany tą historią. Wygląda na to, że zwyciężyła lojalność nie wobec formacji, ale wobec PiS
To wyjaśnia śledztwo białostockiej prokuratury. Prowadzone jest aż w czterech wątkach przez zespół czterech prokuratorów. Według naszych informacji dotyczą one m.in. odpowiedzialności policjantów i prokuratorów prowadzących śledztwo w Krakowie, biegłych wykonujących ekspertyzę (nie potwierdzili posiadania statusu pojazdów uprzywilejowanych), policjantów z Oświęcimia obecnych na miejscu wypadku (wadliwie przesłuchali Sebastiana Kościelnika, kierowcę seicento bez obrońcy, stawiając mu od razu zarzuty). – Jeden z wątków został wyłączony. To wątek funkcjonariuszy BOR, którzy usłyszeli zarzuty. I tylko o tym możemy oględnie informować – przyznaje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” prok. Zbigniew Szpiczko, rzecznik białostockiej Prokuratury Regionalnej.
Kto kazał kłamać funkcjonariuszom? „Decyzje zapadały na górze”
– Jestem zdruzgotany tą historią. Wygląda na to, że zwyciężyła lojalność nie wobec formacji, ale wobec PiS. Mariusz Błaszczak, wtedy minister MSWiA zaraz po wypadku wydał wyrok, kto zawinił. Był to kierowca seicento – mówi gen. Marian Janicki, były szef BOR.
Rafał Babiński po zmianie władzy, stracił stanowisko szefa krakowskiej prokuratury. Przeszedł jednak do jednostki wyższej - Prokuratury Regionalnej w Krakowie. Jest szeregowym prokuratorem w wydziale do spraw przestępczości finansowo-skarbowej
O lawinie nadużyć – po wypadku, a także już podczas śledztwa, które prowadziła krakowska prokuratura Okręgowa – mówi audyt wykonany w ubiegłym roku przez zespół śledczych Prokuratury Krajowej. To stąd wiemy, że Sebastian Kościelnik, kierowca seicento, usłyszał zarzut już siedem godzin po wypadku, na polecenie – jak wynika z analizy akt – kierownictwa ówczesnej Prokuratury Okręgowej w Krakowie, a „zarzut sformułowano wyłącznie w oparciu o dowody w postaci zeznań kierowców oraz pasażerów jadących autami kolumny rządowej”. Przesłuchania funkcjonariuszy BOR – co również jest nieprawidłowe – prowadził jeden policjant z komendy policji w Oświęcimiu. Wygląda na to, że kopiował on treść zeznań „borowików”, na co wskazywały „częściowa powtarzalność, schematyczność ich zapisu”. Policjanci zaprzęgnięci do tego śledztwa rozpytywali świadków używając mylących sformułowań – pytano o „uprzywilejowane światła” czy „uprzywilejowane sygnały”. Zwlekano również z przesłuchaniem najważniejszych świadków” z klubu AA, którzy byli bezpośrednimi świadkami (potem dyskredytowano ich zeznania).
Czytaj więcej
W sprawie wypadku byłej premier Beaty Szydło od początku forsowano winę kierowcy seicento. Czy nowe ustalenia wystarczą do wzruszenia wyroku? Prawn...
Krakowskie śledztwo prowadził sam szef prokuratury – Rafał Babiński. Jak ujawniła „Rzeczpospolita” w finale śledztwa rozwiązał zespół trzech prokuratorów (chcieli postawić zarzuty jednemu z oficerów BOR) i sam skierował akt oskarżenia do sądu, podpierając się ekspertyzą rekonstrukcji wypadku wykonaną przez Instytut Ekspertyz Sądowych im. Shena. Ich odpowiedzialność, w tym Babińskiego – także dyscyplinarna – również jest przedmiotem białostockiego śledztwa.
Rafał Babiński po zmianie władzy stracił stanowisko szefa krakowskiej prokuratury. Przeszedł jednak do jednostki wyższej – Prokuratury Regionalnej w Krakowie. Jest szeregowym prokuratorem w wydziale do spraw przestępczości finansowo-skarbowej.
Funkcjonariusz Piotr G., również ranny w wypadku, odszedł ze służby na emeryturę. Po zmianie na SOP powrócił do formacji i został szefem ochrony Marszałek Sejmu Elżbiety Witek.
Limuzyna Audi A8 L Security warta ponad 2,5 mln zł w chwili wypadku była używana w BOR od zaledwie dwóch tygodni. Prowadził ją kierowca nieprzeszkolony do kierowania samochodem opancerzonym. Aż do 2023 r. – kiedy zapadł prawomocny wyrok na Kościelnika – zniszczone Audi było zabezpieczone jako dowód w sprawie. Od ponad dwóch lat znajduje się na stanie floty SOP. Auto nie zostało ani wyremontowane, ani oddane do kasacji.
Czy materiały ze śledztwa ws. wypadku Beaty Szydło zostaną kiedykolwiek odtajnione?
Sebastian Kościelnik został skazany przez sąd w Oświęcimiu za niezachowanie należytej ostrożności przy wykonywaniu manewru skrętu, gdy wymijała go pędząca kolumna rządowych aut. W apelacji wyrok podtrzymano. Jednak dzięki zeznaniom funkcjonariusza Piotra Piątka sąd dodatkowo wskazał, że do wypadku przyczynił się brak sygnałów dźwiękowych ostatniego samochodu z kolumny rządowej – volkswagena multivana.
Krakowskie śledztwo zostało w całości utajnione. Czy – ze względu na oczekiwanie opinii publicznej na ujawnienie pełnych kulis sprawy – prokuratura w Białymstoku podejmie kroki, by uchylić klauzulę trybu niejawnego? Prok. Szpiczko: – Nie potwierdzam, nie zaprzeczam.
Czytaj więcej
Zastępczy kierowca w limuzynie i znikający świadkowie. Co naprawdę wydarzyło się w Oświęcimiu? - pisaliśmy w Rzeczpospolitej 12.02.2017. Przypomina...
Według naszych rozmówców znających sprawę, sekwencja zdarzeń po wypadku wskazuje, że decyzje o tym, by „umoczyć” wyłącznie kierowcę seicento w wypadek musiała zapaść na samych szczytach władzy. – Mam nadzieję, że znajdą się tacy, którzy tę prawdę ujawnią. Na odwagę mają niewiele czasu – mówi nam nasz informator.