Lecznicom nie wystarcza na wypłatę podwyższonych pensji. W mediach społecznościowych wrze. Wielu pracowników ochrony zdrowia dostało wypłatę taką samą jak za czerwiec, czyli przed obiecaną przez rząd od lipca podwyżką.

– Przepisy są miejscami niejasne i pracodawcom trudno przyporządkować pracowników do grup zaszeregowania, od których zależą wyższe płace. Wielu dyrektorów szpitali, zwłaszcza tych większych, wciąż przelicza środki potrzebne na wyższe wynagrodzenia – próbuje usprawiedliwiać sytuację prof. Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali.

Są jednak placówki, w których po prostu na wyższe pensje zabrakło pieniędzy.

– Skali jeszcze nie znamy, ale są pracodawcy, którzy nie naliczyli pensji w prawidłowej wysokości. Będziemy kierować sprawy do sądu – zapowiada Iwona Borchulska, rzecznik prasowy OZZPiP.

W sądach z powodzeniem o podwyżki walczą pracownicy, którym w poprzednich latach źle naliczono pensje na podstawie ustawy o ustalaniu najniższego wynagrodzenia zasadniczego. – Pracodawcom trudno odnaleźć się w chaosie prawnym. W październiku będziemy mieli pierwszą rozprawę w procesie pielęgniarki, która uważa, że zarabia zbyt mało. Obecnie niemal żaden szpital nie wypłaca pielęgniarkom maksymalnych stawek, bo najwyższe kwalifikacje nie są wymagane niemal na żadnym stanowisku – mówi z kolei Bartosz Stemplewski, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach.

Czytaj więcej

Zapaść w szpitalach. Pracownicy straszą sądem

W kolejce do szpitali ustawiają się też pracownicy z roszczeniami o inne zaległe środki – choćby o dodatki covidowe. Nie pomaga tłumaczenie pracodawcy, że NFZ nie przekazał pieniędzy. Sądy zasądzają od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych na rzecz jednego pracownika.

Resort zdrowia w tym tygodniu obiecał dodatkowe 350 mln zł na podwyżki, ale nie wiadomo, czy to wystarczy. NFZ zapowiada zmiany wyceny punktu z 1,59 zł do 1,62 zł – w ten sposób płaci za leczenie. – Największe szpitale, mające najwięcej oddziałów, zostaną pominięte w części podwyżek. Wypłaciliśmy podwyższone przez rząd płace, ale na materiały nam już nie starczy – uważa Bartosz Stemplewski.

Podobnie sytuacja wygląda w wielu innych placówkach. Polska Federacja Szpitali przeprowadziła sondaż dotyczący szpitalnych budżetów.

– Niemal 100 dyrektorów odpowiedziało: „nie spina się”. Otrzymamy finansowanie wyższe o 10 proc., ale koszty działalności nam wzrosły o około 30 proc. – mówi prof. Fedorowski.

Po kolejne już podwyżki zgłaszają się pracownicy kontraktowi. Rosną rachunki za media, a firmy remontowe, kateringowe, sprzątające oraz dostawcy materiałów medycznych wypowiadają umowy i proponują nowe, opiewające na wyższe kwoty, z uwagi na wzrost swoich kosztów.

Zarządzanie szpitalami miała usprawnić ustawa o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa, ale już wiadomo, że zrezygnowano z wielu proponowanych w projekcie rozwiązań.