W ubiegłorocznych wyborach samorządowych radnych gmin (poza miastami na prawach powiatu) wybieraliśmy w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW). Pół roku po głosowaniu Fundacja Batorego sprawdziła, jak one zadziałały.
– Na wprowadzeniu jednomandatowych okręgów wyborczych wyraźnie skorzystały komitety wyborcze burmistrzów – mówi Adam Gendźwiłł z Zakładu Rozwoju i Polityki Lokalnej Uniwersytetu Warszawskiego. – Teraz znacznie więcej jest gmin, w których komitet burmistrza ma większość w radzie – wskazuje.
Jak podkreśla Fundacja Batorego, sprawdziły się przewidywania dotyczące tzw. głosów straconych. Oznacza to, że gdy decyduje wyłącznie liczba głosów pozyskanych przez kandydatów z poszczególnych okręgów, głosy oddane na inne komitety przestają mieć znaczenie.
– Za przykład takiej sytuacji niech posłuży Kutno – mówi Adam Gendźwiłł. Tam kandydaci na radnych wystawieni przez komitet wyborczy ubiegającego się o reelekcję Zbigniewa Burzyńskiego zdobyli w sumie niecałe 39 proc. wszystkich głosów, a mimo to wygrali we wszystkich 21 okręgach wyborczych, obejmując wszystkie mandaty w radzie miasta.
– Oznacza to, że aż 61 proc. głosów nie przełożyło się na skład rady miasta – wskazuje ekspert. – A sytuacja, w której 100 proc. radnych pochodzi z komitetu wyborczego burmistrza, może rodzić problemy z kontrolą jego działalności – dodaje Adam Gendźwiłł.