Projektodawca powinien być personalnie odpowiedzialny za ocenę skutków regulacji. Po kilku latach jej obowiązywania sprawdzano by, czy w urzędzie, którego dotyczy nowy akt prawny, nie zwiększyło się zatrudnienie.

– Kilka nieprzemyślanych ustaw w roku daje eksplozję zatrudnienia. Nie może być tak, że przygotowujący projekt szacuje, iż nałożenie nowych obowiązków nie wpłynie na liczebność administracji, a w praktyce obowiązki są tak obciążające, że dotychczasowa kadra im nie podoła. Ustawodawca powinien wiedzieć, jakie skutki pociągnie za sobą ustawa czy uchwała – zauważył prof. Grzegorz Rydlewski z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego na piątkowej konferencji poświęconej faktom i mitom dotyczącym administracji.

Kryzys ekonomiczny postawił państwa przed koniecznością cięć w administracji. W Polsce, na przykład, kolejny rok z rzędu urzędnikom zamrożono wynagrodzenia.

– Część krajów, jak Grecja, Włochy czy Hiszpania, zmniejszą wynagrodzenia, część, jak Francja, zamroziło je, a Kanada i Australia ograniczyła tempo wzrostu – mówił Dagmir Długosz, dyrektor Departamentu Służby Cywilne w Kancelarii Premiera.

Paradoksalnie jednak kryzys gospodarczy może się okazać dla administracji korzystny.

– Napięcie finansów publicznych jest szansą na racjonalizację zatrudnienia w administracji publicznej – zauważył prof. Grzegorz Rydlewski.

Z danych GUS wynika, że w szeroko pojętej administracji w Polsce pracuje 958,2 tys. osób. W tej zbiorowości członkowie korpusu służby cywilnej to ok. 124,1 tys. osób. Dla porównania zatrudnienie w administracji samorządowej wyniosło ok. 252,2 tys. osób.