Na razie inwestycji w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego jest niewiele. Wysyp ma dopiero nastąpić. O perspektywach partnerstwa dyskutowali wczoraj uczestnicy zorganizowanej przez „Rz" konferencji „Jak zmniejszyć koszty inwestycji samorządowych – formuła Partnerstwa Publiczno-Prywatnego", która odbyła się w Poznaniu.
– Aktualnie sektor publiczny rozważa realizację ponad 120 inwestycji w partnerstwie – wskazuje Przemysław Zaremba z Fundacji Centrum PPP.
– Zgodnie z informacjami Ministerstwa Gospodarki najwięcej pomysłów dotyczy projektów z zakresu sportu i rekreacji – dodaje Lilianna Bogusz z PwC.
Umów zawarto jednak ledwie kilkanaście. – Wciąż brakuje dobrych praktyk – stwierdza Jakub Jędrzejewski z departamentu gospodarki w Wielkopolskim Urzędzie Marszałkowskim.
Co przeszkadza
Dlaczego tak mało projektów udało się zrealizować, a w wielu ogłoszonych partnerzy prywatni się nie zgłosili? Powodów jest kilka, choć nie jest to już kwestia prawa.
– To m.in. niski stopień przygotowania projektów przez samorządy – wskazuje Sebastian Gościniarek z PwC.
– Firmy z zagranicy szukają dobrych projektów, ale ich nie ma – dodaje Michał Malicki z Kancelarii Prawnej Stopczyk & Mikulski.
– Szukają, tyle że jedynie dużych – odpowiada Michał Chojara ze Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Wielkopolski.
– To także kwestia kosztów. Musimy je rozkładać na 25 – 30 lat, a nie na 10 – 15, bo wtedy ceny usług ze względu na szybki zwrot kapitału partnera prywatnego są zbyt wysokie – wskazuje Mirosław Kruszyński, wiceprezydent Poznania.
Zdaniem Tomasza Cemela z PKO BP firmy prywatne powinny zadowalać się niższym zyskiem, jednak w dłuższej perspektywie. Trzeba więc szukać kompromisu zarówno w kwestii zysku partnera prywatnego, jak i podziału czynników ryzyka, bo wygórowane żądania strony prywatnej oraz wyśrubowane warunki ogłaszane przez samorząd w przetargach prowadzą do fiaska.
Komu już się udało
Czy są udane projekty? Zaremba wskazuje na gminę wiejską Ustka, która na podstawie ustawy o ppp wybrała dwóch partnerów prywatnych do wykonywania usługi polegającej na dowożeniu dzieci do szkół z miejscowości, do których przestała docierać komunikacja.
– Wszystko zaczęło się od tego, że PKS odstąpił od świadczenia usług w niektórych miejscowościach naszej gminy ze względu na deficytowość połączeń – wskazuje Anna Sobczuk-Jodłowska, wójt Ustki. Gmina musiała jednak zapewnić dowóz dzieci do szkół zgodnie z ustawą o systemie oświaty.
– Postanowiliśmy skorzystać z partnerstwa. Wybraliśmy dwie firmy, które dowożą dzieci i zabierają innych pasażerów. Za bilety dzieci płaci gmina – tłumaczy Jodłowska.
Umowę z przewoźnikami zawarto na trzy i pół roku. Gmina płaci im 150 tys. zł rocznie. Zadanie publiczne jest realizowane. Obyło się bez zakupu autobusów i zatrudniania kierowców.
Udanym projektem chwali się również Poznań, który dzięki partnerstwu zyskał parking pod placem Wolności. Umowę z partnerem prywatnym podpisano na 39 lat.
– W poniedziałek miasto zamieściło też ogłoszenie dotyczące budowy spalarni. Chcemy połączyć środki prywatne z dotacjami unijnymi – podkreśla Kruszyński.