Zgodnie z jego opinią „im bardziej zaawansowana staje się nauka, tym bliższa jest sztuce; im bardziej zaawansowana jest sztuka, tym bliżej jej do nauki". Kuratorką projektu jest nowa dyrektor artystyczna toruńskiego CSW, Dobrila Denegri.

Art&Business na Facebooku

Zamiarem organizatorów było opowiedzenie o związanych z rozwojem współczesnej nauki i techniki głębokich przemianach, które dokonały się w sferze świadomości kulturowej oraz artystycznej, a przede wszystkim – jak mówi Denegri – o uwarunkowanych przez nie „zmianach percepcji przestrzeni". Za pewnego rodzaju moment przełomowy, wyznaczający też czasowe horyzonty toruńskiej ekspozycji, uznany został schyłek lat 60.

Fuller przywoływany jest tutaj w kilku aspektach: jako architekt-wizjoner, rzecznik wzajemnego zbliżenia perspektyw nauki i sztuki, a wreszcie intelektualista nawołujący do bardziej racjonalnego gospodarowania ograniczonymi zasobami „statku kosmicznego Ziemia". Stąd też na wystawie dość dobrze wyeksponowany został wątek ekologiczny.

Pokazywane w Toruniu prace realizują ową symbiozę techniki, nauki i sztuki na różne sposoby. Pod względem czysto wizualnym jedną z bardziej efektownych realizacji stanowi „Luminoplastics" (1967) chorwackiego artysty Aleksandara Srneca. Na obracające się w zaciemnionym pomieszczeniu metalowe konstrukcje pada rzucana przez projektor wiązka różnobarwnego światła. Daje to efekt dość futurystyczny: z zupełnie czarnego tła wyłaniają się ruchome, świetliste figury.

Efektownie prezentuje się również instalacja „Przyszłe czasy" Christophera O'Leary'ego i Casey'a Alta. Obelisk z ułożonych jedna a drugiej płyt ze szkła organicznego skanowany jest od góry do dołu ostrym promieniem białego światła. Na wystawie zabrakło natomiast informacji o konceptualnej warstwie projektu: płyty odpowiadają kolejnym latom, od 1908 do 2008 roku, zaś ponawiercane w nich otwory – stu najczęstszym rzeczownikom, pojawiającym się w tekstach z danego roku w kontekście mówienia o przyszłości. Średnica każdego otworu jest przy tym proporcjonalna do częstości występowania danego słowa. O tym wszystkim dowiedzieć się jednak można dopiero z katalogu.

Nawet gdyby pominąć ów drobny mankament, łatwo dojść do wniosku, że praca, która bez trudu broni się jako czysto wizualny symbol, jako prezentacja danych okazuje się zupełnie nieczytelna. Znacznie lepiej spełniłby to samo zadanie plik papierowych wykresów. Tak więc perspektywy nauki i sztuki nie zawsze dają się ze sobą pogodzić.

Poleca www.abbeyhouse.pl