Gdyby nie powaga sytuacji na tej granicy, to „zwody" posła Franciszka Sterczewskiego wobec funkcjonariuszy można by zaliczyć do praktyk celebrytów, a także niektórych posłów usiłujących w skrajnych sytacjach zwrócić na siebie uwagę. Ale nikt nie wie, kiedy i jak ten konflikt się skończy. Dlatego ten eksces powinien być przez odpowiednie organy zbadany, aby takie sceny się nie powtarzały i nie mnożyły anarchii w życiu publicznym.

W nagranej może nawet przez samego posła rozmowie z funkcjonariuszem mówi on: „Ja tu jestem kontrolerem, ja tu jestem posłem, proszę mnie wpuścić", i de facto namawia żołnierza do niezastosowania się do wydanego mu polecenia (rozkazu) przełożonego. Następnie przeskakuje przez luźny szpaler funkcjonariuszy, którzy mu jednak udaremniają dotarcie do samej linii granicznej.

Jest już chyba doniesienie do prokuratury na posła, być może znajdzie się jakiś paragraf. Sam zarzut usiłowania naruszenia granicy trudno mu postawić, chyba że za usiłowanie przerzucenia torby z bananami i jakimiś lekami.

Pytanie na dzisiaj jest takie: czy poseł może tak kontrolować służby graniczne?

Poseł ma prawo uzyskiwania informacji oraz ma wgląd w działalność organów administracji rządowej, samorządowej, a ich kierownicy są obowiązani przyjąć posła, który przybył w związku ze sprawą wynikającą z wykonywania jego mandatu, oraz udzielić mu informacji i wyjaśnień dotyczących sprawy. Legitymacja poselska upoważnia też parlamentarzystę do wstępu na teren tych jednostek. Można pomyśleć, że także na teren przygraniczny.

Ale czy poseł ma prawo wchodzić na taki teren bez zgody wojska czy Straży Granicznej? Stosować swego rodzaju przymus? Moim zdaniem nie ma. Tak jak nie dyskutuje się dłużej z policjantem, który zatrzymuje auto np. do kontroli czy nakazuje objazd. Poseł ograniczony w kontroli może przecież złożyć zażalenie do przełożonych danej jednostki czy kierować interpelacje, a nie sam wyznaczać, kto ma rację i samodzielnie przełamywać zakaz urzędu czy służby państwowej.