Uzbecy zasypią braki po Ukraińcach na polskim rynku pracy?

Pracownicy z postradzieckiej Azji mogliby wypełnić wakaty po ukraińskich mężczyznach, którzy wyjechali na wojnę.

Publikacja: 15.05.2022 21:45

Uzbecy zasypią braki po Ukraińcach na polskim rynku pracy?

Foto: Adobe Stock

Już niemal milion pracujących w Polsce cudzoziemców było na koniec kwietnia zgłoszonych do ubezpieczeń społecznych w ZUS. Prawie trzy czwarte z nich stanowią Ukraińcy, w tym 132 tys. uchodźców, którzy podjęli u nas pracę. Są to jednak głównie kobiety, a im trudno jest wypełnić lukę po ok. 100 tys. ukraińskich mężczyzn, którzy wyjechali walczyć.

Ta luka wkrótce się powiększy, bo do Polski nie przyjadą setki tysięcy objętych mobilizacją pracowników sezonowych z Ukrainy. Ich brak, który uderzył już w producentów szparagów, wkrótce odczują plantatorzy truskawek, sadownicy i firmy budowlane.

Janusz Piechociński, były minister gospodarki, a obecnie prezes Izby Przemysłowo-Handlowej Polska-Azja, podsuwa pomysł rozwiązania tego problemu: dobrych, zdyscyplinowanych pracowników, w tym tak deficytowych fachowców jak spawacze, kierowcy i budowlańcy, można znaleźć w postradzieckich republikach Azji Centralnej, głównie w Uzbekistanie i Kazachstanie. Sankcje gospodarcze nałożone na Rosję pozbawiły pracy tysiące zatrudnionych tam Uzbeków, Kazachów i Ormian. Według władz w Taszkiencie po wybuchu wojny do Uzbekistanu wróciło prawie 0,5 mln migrantów zarobkowych z Rosji, a do końca roku ta liczba może wzrosnąć do 2 mln. – Uzbekistan i Armenia powinny być teraz dla nas priorytetem w pozyskaniu wysoko wykwalifikowanych kadr – uważa Piechociński.

Według niego dobrym rozwiązaniem byłoby zawarcie Porozumienia z Ministerstwem pracy Uzbekistanu, które pomogłoby dobrać odpowiednich pracowników dla polskich firm. Na początek można ściągnąć 2 tys. najbardziej deficytowych fachowców, a jeśli się sprawdzą, kolejne kilka tysięcy. Z kolei uzbeccy studenci kierunków rolniczych mogliby w ramach praktyk przyjechać do pracy w polskich sadach i na plantacjach. Izba Przemysłowo-Handlowa Polska-Azja zaproponowała już przedstawicielom rządu, by dopisać Uzbekistan do listy sześciu krajów objętych uproszczoną procedurą legalizacji pracy i pobytu w Polsce (na oświadczenia), co od lat ułatwia pozyskanie pracowników z Ukrainy, Białorusi, Gruzji czy Armenii.

Czytaj więcej

Fachowcy z Uzbekistanu chętni do pracy w Polsce

Tym pomysłom przyklaskują agencje zatrudnienia. – Coraz więcej firm zdaje sobie sprawę, że musimy szukać alternatywnych rozwiązań, by wypełnić lukę po pracownikach z Ukrainy. Tym bardziej że nie jest wcale pewne, czy wrócą po zakończeniu wojny – twierdzi Tomasz Dudek, dyrektor zarządzający Otto Work Force Central Europe.

Właśnie kończy załatwianie formalności dla 200 Kazachów zakontraktowanych do pracy w fabrykach motoryzacyjnych i w logistyce. Formalności, zajmujące nawet pięć miesięcy, to największe wyzwanie przy zatrudnianiu pracowników z postradzieckiej Azji.

Już niemal milion pracujących w Polsce cudzoziemców było na koniec kwietnia zgłoszonych do ubezpieczeń społecznych w ZUS. Prawie trzy czwarte z nich stanowią Ukraińcy, w tym 132 tys. uchodźców, którzy podjęli u nas pracę. Są to jednak głównie kobiety, a im trudno jest wypełnić lukę po ok. 100 tys. ukraińskich mężczyzn, którzy wyjechali walczyć.

Ta luka wkrótce się powiększy, bo do Polski nie przyjadą setki tysięcy objętych mobilizacją pracowników sezonowych z Ukrainy. Ich brak, który uderzył już w producentów szparagów, wkrótce odczują plantatorzy truskawek, sadownicy i firmy budowlane.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Rynek pracy
Wymagania firm wobec kandydatów do pracy mocno wzrosły
Rynek pracy
Dane o bezrobociu poważnym problemem rządu przed wyborami w Wielkiej Brytanii
Rynek pracy
Gdzie szukać pracy? Oto sektory, gdzie wakatów jest najwięcej
Rynek pracy
Młodsze zetki rwą się do pracy. Ze studiowaniem jest gorzej
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Rynek pracy
Wyjątkowo rachityczne ożywienie prace sezonowej
Rynek pracy
AI zatrzęsie rynkiem pracy. Kogo pogrąży a kto wypłynie?