W styczniu stopa bezrobocia rejestrowanego wzrosła do 6,5 proc. z 6,2 proc. w grudniu. To jej największa zwyżka od kwietnia, czyli od apogeum wiosennych restrykcji związanych z epidemią. Taki przyrost bezrobocia w styczniu jest jednak zjawiskiem typowym. Pomijając sezonowe wahania, rynek pracy jest w zadziwiająco dobrej kondycji.

Tak dobrej, że ekonomiści zastanawiają się nad wiarygodnością niektórych wskaźników.

Czytaj także: W części branż rynek pracy nie odbije się po pandemii

Pastelowy obraz

Styczniową zwyżkę stopy bezrobocia łatwo powiązać z paraliżem dużej części gospodarki w związku z drugą falą Covid-19. W rzeczywistości jednak było to zjawisko sezonowe. Wskaźnik ten wzrósł o 0,3 pkt proc. w stosunku do grudnia, tak samo jak w styczniu poprzednich czterech lat. W liczbach bezwzględnych styczniowy wzrost bezrobocia był tym roku najmniejszy od co najmniej 2000 r. Jak podał we wtorek GUS, w urzędach pracy przybyło tylko 44 tys. bezrobotnych. Także rok do roku sytuacja na rynku pracy zdaje się poprawiać. Osób bezrobotnych było w styczniu o 168 tys. więcej niż rok wcześniej, podczas gdy w grudniu o 180 tys. więcej.

Jeszcze bardziej pastelowy obraz rynku pracy wyłania się z ostatniego Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL), którego wstępne wyniki GUS opublikował także we wtorek. W IV kw. 2020 r. stopa bezrobocia wg BAEL wynosiła 3,1 proc., w porównaniu z 2,9 proc. rok wcześniej i 3,3 proc. w III kw. Liczba osób bezrobotnych (czyli deklarujących, że nie mają pracy, ale jej aktywnie poszukują; tej definicji nie spełnia część osób zarejestrowanych w urzędach pracy jako bezrobotne) wynosiła w IV kw. 531 tys., o 45 tys. więcej niż rok wcześniej.

Aktywizacja starszych

Stabilna sytuacja na rynku pracy, pomimo pierwszej od początku lat 90. XX w. recesji w Polsce, świadczy o skuteczności polityki antykryzysowej rządu, która miała na celu podtrzymanie zatrudnienia.

Autopromocja
Podwajamy subskrypcje

Kup kwartalną e‑prenumeratę, a my przedłużymy okres Twojej subskrypcji

KUP TERAZ

Część ekonomistów podkreśla jednak, że wskaźniki bezrobocia to mało precyzyjne mierniki koniunktury na rynku pracy. Ich wzrost ograniczyć mógł bowiem odpływ części osób, które straciły pracę podczas kryzysu, do grona biernych zawodowo (czyli niemających pracy i jej nieposzukujących). O tym zdają się świadczyć np. statystyki dotyczące liczby ubezpieczonych w ZUS. W IV kw. liczba osób podlegających ubezpieczeniu zdrowotnemu (obejmuje też bezrobotnych) była o 38 tys. mniejsza niż przed rokiem, a liczba osób podlegających ubezpieczeniu wypadkowemu była aż o 177 tys. mniejsza.

Wyniki BAEL nie potwierdzają jednak hipotezy, że w następstwie pandemii doszło do dezaktywizacji zawodowej Polaków. Przeciwnie: w IV kw. współczynnik aktywności zawodowej (odsetek osób w wieku powyżej 15 lat, które pracują lub są bezrobotne) wyniósł 56,5 proc., o 0,5 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. W przypadku osób w wieku produkcyjnym wzrósł o 0,9 pkt proc., do 78,1 proc. Nie jest to więc efekt spadku populacji Polski w związku z pandemią, bo na Covid-19 umierały głównie osoby w wieku poprodukcyjnym. Co więcej, dane BAEL wskazują, że w IV kw. wyraźnie zwiększył się poziom zatrudnienia. W Polsce pracowało 16,55 mln osób, najwięcej od III kw. 2019 r. To oznacza wzrost o 0,5 proc. rok do roku i 0,3 proc. w stosunku do III kw., który pod względem aktywności ekonomicznej był wyraźnie lepszy od ostatnich miesięcy roku.

Pracujący mogą znikać

– Wygląda na to, że w bierność zawodową wpadają ludzie młodzi, którzy najczęściej pracowali w dotkniętych restrykcjami branżach usługowych. Ale jednocześnie rośnie aktywność zawodowa osób starszych, także w wieku emerytalnym – ocenia Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Jak podkreśla, starsi mogą mieć większą determinację do pracy, gdy ze znalezieniem zatrudnienia problem mają ich dorosłe już dzieci.

Kubisiak przyznaje jednak, że obraz sytuacji na rynku pracy jest niejednoznaczny, a do danych należy podchodzić ostrożnie. Takie podejście uzasadnia choćby spora rewizja wyników BAEL dotyczących III kw. ub.r., w wyniku której wzrost liczby pracujących o 0,2 proc. rok do roku zamienił się w spadek o 0,6 proc. rok do roku. To oznacza, że z grona pracujących wypadło ponad 130 tys. osób.

Zdaniem Aleksandra Łaszka, głównego ekonomisty Forum Obywatelskiego Rozwoju, spadek liczby osób ubezpieczonych w ZUS w połączeniu ze wzrostem liczby pracujących według BAEL świadczyć może o tym, że część zatrudnienia przesunęła się do szarej strefy. – Rynek pracy jest ciągle zahibernowany przez tarcze antykryzysowe. Nie wiadomo, jak zmieni się sytuacja, gdy wygaśnie wymóg utrzymania zatrudnienia przez firmy, które z tych tarcz skorzystały – podkreśla ekonomista.

W ocenie Kubisiaka stosunkowo wiarygodny obraz sytuacji na polskim rynku pracy w dobie pandemii malują wyliczenia Międzynarodowej Organizacji Pracy (ILO). Wynika z nich, że wskutek kryzysu liczba przepracowanych w Polsce godzin spadła o 3,5 proc., podczas gdy średnio w UE zmalała o ponad 8 proc., a w Niemczech, które mają doświadczenia w stabilizowaniu rynku pracy z poprzedniego kryzysu, o 6,3 proc.