Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie argumenty prawne stały za umorzeniem śledztwa w sprawie zniszczenia cywilnego mienia przez wojsko.
- Co było potencjalną przyczyną incydentu i dlaczego kluczowe ustalenia w tej sprawie pozostają niejawne.
- Jakie strategiczne wyzwania dla obrony powietrznej ujawniło zestrzelenie dronów przez myśliwce.
- W jakim kierunku powinna ewoluować polska obrona, by skutecznie reagować na zagrożenia z powietrza.
To holenderski pilot F-35 wystrzelił rakietę, która zniszczyła dom w Wyrykach. Zarzutów jednak nie usłyszy, bo były to działania „w granicach przysługujących mu uprawnień” – lubelska prokuratura ogłosiła decyzję o umorzeniu śledztwa w sprawie uderzenia rakiety wojskowej w budynek w Wyrykach-Woli na Lubelszczyźnie. I zrobiła to dokładnie w rocznicę zdarzenia – 10 września. Otwarte pozostają pytania: dlaczego do tego doszło?
Wyryki: Rosyjski dron okazał się natowskim pociskiem z holenderskiego myśliwca
Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło podczas operacji wojskowej, w którą zaangażowane były polskie myśliwce F-16 oraz holenderskie F-35, poderwane do obrony naszego nieba przed zmasowanym atakiem dronów, które nadleciały na terytorium wschodniej Polski z terenu Białorusi. Prokuratura potwierdza, że na miejscu doszło do detonacji głowicy bojowej zawierającej materiał wybuchowy. Wystrzelono aż trzy rakiety powietrze-powietrze – przez F-16 i F-35. Dlatego że w rejonie Wyryk wleciało dużo celów – niektóre rozpoznano jako stanowiące poważne zagrożenie. Śledztwo wykazało, że dom w Wyrykach zniszczyła detonacja rakiety z holenderskiej maszyny. Na początku nie było jasne, kto de facto strzelił w dom, ponieważ oba samoloty – zarówno F-16, jak i F-35 – przenoszą taki sam typ pocisków. W przypadku rakiet powietrze-powietrze są to AIM-120 AMRAAM w wersji C7 oraz AIM-9X. Badania wykazały, że był to AIM-9X.
Czytaj więcej
W rejonie podlubelskich Wyryk, broniąc się przed rosyjskim nalotem, wystrzelono aż trzy rakiety powietrze–powietrze. I nie wiadomo, czy na pewno ch...
Finalnie prokuratura uznała, że nie doszło do przestępstwa „ze względu na działanie wojska w granicach przysługujących uprawnień i obowiązków służbowych (kontratyp wyłączający bezprawność)”.
To „Rzeczpospolita” jako pierwsza ujawniła, że dom w Wyrykach zniszczył nie rosyjski dron, ale rakieta wystrzelona z naszych myśliwców, które próbowały zestrzelić drony. Polscy wojskowi początkowo sami nie wiedzieli, który z wyznaczonych do neutralizacji samolotów – polski czy holenderski – oddał chybiony strzał. – Różne pary myśliwców operowały tej nocy w tym rejonie. Ustaliliśmy, że w dach budynku uderzyła rakieta AIM-9X SIDEWINDER Block II wystrzelona przez pilota myśliwca F-35. Holendra. Było to działanie niezamierzone, rozkaz wydał dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych. Było to zgodne z procedurami. Strzał wydano w ramach procedur taktycznych nakierowanych na ochronę skupisk ludzkich przed nadlatującymi dronami – mówi „Rzeczpospolitej” prok. Marcin Kozak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Prokuratura uznała, że dowódca operacyjny RSZ oraz piloci działali w ramach przyznanych im prawem uprawnień i obowiązków wynikających z art. 7 i art. 18bl ustawy o ochronie granicy państwowej oraz art. 5 i art. 26 Konstytucji RP (ochrona niepodległości, nienaruszalności terytorium i bezpieczeństwa obywateli). Prok. Kozak podkreśla, że „działanie w granicach obowiązków służbowych stanowi tzw. pozakodeksowy kontratyp, który wyłącza bezprawność czynu”. Zachowanie dowódców i żołnierzy nie stanowiło przestępstwa.
Czytaj więcej
My wiemy co się stało, my wiemy, że akcje rosyjskie to nie są przypadki, to nie są pomyłki - mówił na konferencji prasowej w Nowej Dębie premier Do...
Nie dowiemy się jednak, czy wystrzelona rakieta z F-35 chybiła, czy też doszło do awarii – na co wskazywali nasi rozmówcy. – Być może wyjaśnienia tej kwestii znajdują się w tajnej części uzasadnienia umorzenia – odpowiada na nasze pytania rzecznik.
Dwa tygodnie po zdarzeniu Onet podał, że „po wystrzeleniu rakieta, zamiast polecieć do celu niemal natychmiast, skierowała się pod pewnym kątem w dół i spadła we wsi Wyryki”. Portal na podstawie swoich źródeł podał, że „stało się tak wskutek awarii technicznej, która nastąpiła krótko po wystrzeleniu pocisku”. Co było powodem? „Przy gigantycznym wyrzucie gazów i przeciążeniach w niewielkiej ilości rakiet może dojść do tego rodzaju usterek. Wśród tych możliwych wskazują m.in. na problemy z żyroskopem, lotkami lub na utratę sygnatury radarowej celu” – pisał Onet.
Gen. Roman Polko: Nie strzelajmy myśliwcami do dronów
– Tak naprawdę F-16 czy F-35 i ich rakiety nie są predestynowane do tego, żeby zwalczać drony. Jeżeli się strzela rakietami do dronów, co wtedy miało miejsce, to może dojść do takiej sytuacji jak w Wyrykach. Podjęcie decyzji, czy strzelać, czy nie, zawsze jest trudne i towarzyszy mu dylemat, czy nie spowoduje to szkód w obiektach cywilnych. Jednak trzeba mieć na uwadze, że wrogie obiekty mogłyby polecieć dalej i uderzyć w zakłady zbrojeniowe czy w duże skupiska ludzi, chociażby w budynki wielorodzinne w Lublinie – komentuje gen. Roman Polko w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Ale podkreśla: – Dyżurny dowódca obrony powietrznej powinien zawsze mieć swobodę podejmowania decyzji w takich kwestiach.
Jego zdaniem „politycy nie chcą na siebie brać ciężaru odpowiedzialności”. – Stąd niechęć do zmiany przepisów, procedur czy algorytmów działania, które dawałyby większe możliwości zastosowania systemów obrony przeciwlotniczej, którymi wojsko już dysponuje – ocenia były szef GROM. I uważa, że trzeba przede wszystkim stawiać na nowoczesne systemy antydronowe. – Takie drony, które wtedy wleciały do Polski, już są przeżytkiem. W tej chwili mamy drony z napędem odrzutowym, które lecą z prędkością 600 kilometrów na godzinę. O Bayraktarach dzisiaj już nikt nie śpiewa – zaznacza nasz rozmówca.
Jak więc dziś skutecznie i bezpiecznie bronić się przed powtórką z historii? Gen. Roman Polko: – Po prostu trzeba modyfikować systemy antydronowe. I tu mamy niesamowite tempo wyścigu, trzeba nowości na bieżąco śledzić i mocno reagować. A niestety u nas jest dużym mankamentem to, że nasza polska biurokracja przepisami zabija inicjatywę przedsiębiorców w tym zakresie. Z kolei globalni gracze zanim coś przetrawią, to dane rozwiązanie już przestaje być aktualne.
Lubelska prokuratura nadal prowadzi śledztwo w sprawie zmasowanego ataku dronów na Polskę. – W tej sprawie nie ujawniamy naszych ustaleń. Postępowanie trwa – dodaje prok. Kozak. Nie wiemy więc, ile z 18 odnalezionych szczątków dronów to tzw. wabiki, a ile z nich to drony uderzeniowe lub inne obiekty.