Ukraińskie zboże może popłynąć do Kłajpedy

Litwa proponuje przerzucenie ukraińskiego ziarna do portów państw bałtyckich, po tym jak Polska i cztery inne kraje żądają przedłużenia zakazu importu.

Publikacja: 25.07.2023 19:19

Zbiory pszenicy we wsi Koszowata w rejonie białocerkiewskim obwodu kijowskiego

Zbiory pszenicy we wsi Koszowata w rejonie białocerkiewskim obwodu kijowskiego

Foto: Bloomberg

Państwa graniczące z Ukrainą skarżą się od miesięcy na to, że ich rynki zalewane są ukraińskimi produktami rolnymi. Na ich prośbę do 15 września obowiązuje unijny zakaz importu pszenicy, kukurydzy, ziarna słonecznika i rzepaku. Ale już napisały wspólny list, w którym domagają się przedłużenia tego zakazu do końca roku. Twierdzą, że prace, których celem jest udrożnienie tzw. korytarzy solidarnościowych, przez które ukraińskie produkty mają przejeżdżać dalej, idą w dobrym kierunku, ale sytuacja jest ciągle niestabilna.

Kto za, kto przeciw

– Prace nadal nie osiągnęły stanu umożliwiającego płynny eksport dodatkowych ilości towarów ukraińskich, które z pewnością napłyną na rynki naszych krajów w wyniku wycofania środków zapobiegawczych 15 września 2023 r. W przypadku nieprzedłużenia Inicjatywy Zbożowej Morza Czarnego obecne ramy czasowe z pewnością spowodują dalsze zakłócenia na rynkach w naszych krajach – brzmi fragment listu podpisanego przez ministrów rolnictwa Polski, Słowacji, Węgier, Rumunii i Bułgarii. Ta piątka ma w KE sojusznika – Janusza Wojciechowskiego, komisarza ds. rolnictwa.

Nie wystarczy jednak jego poparcie, bo przedłużenie zakazu importu to decyzja podejmowana przez komisarza ds. handlu Valdisa Dombrovskisa z Łotwy. Jest ona na tyle wrażliwa, że musi mieć też poparcie Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej, oraz państw członkowskich. Na spotkaniu ministrów rolnictwa państw UE we wtorek w Brukseli nastroje nie były jednoznaczne. – Część popierała inicjatywę Polski, część była zdecydowanie przeciwna, a niektórzy nie zabrali głosu – relacjonował prowadzący obrady Luis Planas Puchades, minister rolnictwa Hiszpanii.

Komisarz Wojciechowski pytany, czy jest uzasadnienie dla przedłużenia decyzji o zakazie importu, powiedział, że trzeba poczekać do 15 września i wtedy ocenić sytuację, biorąc też pod uwagę najnowsze informacje o tegorocznych plonach, które zapowiadają się na większe.

Czytaj więcej

Jaki jest prawdziwy problem z ukraińskim zbożem?

Ziarno nie jechało daleko

Unia ma problem, bo chce Ukrainie pomagać. Dlatego po wybuchu wojny i zablokowaniu przez Rosję portów na Morzu Czarnym Unia uruchomiła tzw. korytarze solidarnościowe. Ukraińskie ziarno jest nimi wywożone przez kraje UE za pomocą pociągów, ciężarówek i statków na Dunaju. W sumie już 60 proc. ukraińskiego eksportu produktów rolnych jest wysyłanych tą drogą, a 40 proc. docierało do odbiorców dzięki wynegocjowanej pod egidą ONZ Inicjatywie Zbożowej Morza Czarnego. Polska i inne kraje graniczne skarżą się jednak, że duża część eksportu zostaje na ich rynkach: pośrednikom nie opłaca się płacić więcej za transport, skoro mogą zostawić ziarno tuż przy granicy. Wprowadzony zakaz importu do pięciu państw, z pozostawieniem prawa do tranzytu ustabilizował więc sytuację, ale – jak twierdzi Polska – nie na tyle, żeby pięć rynków znów otworzyć.

Czytaj więcej

Minister rolnictwa: Chcemy przedłużenia zakazu wwozu zboża z Ukrainy

Litewska oferta

Pomoc w transporcie zaoferowała Litwa, która proponuje, żeby ziarno ukraińskie przewozić kolejką do portu w Kłajpedzie, a także czterech portów na Łotwie i w Estonii. Proponuje też, żeby kontrola fitosanitarna odbywała się na granicy z Polskę, ale już w tych docelowych portach. – Ukraińcy twierdzą, że na polskiej granicy procedury są skomplikowane i czasochłonne. Mogłoby to przejeżdżać szybciej – powiedział Kestutis Navickas, minister rolnictwa Litwy. Co do zasady produkt powinien być poddany kontroli przy wjeździe na teren UE, ale Komisja Europejska nie wyklucza, że można by to robić w portach państw bałtyckich.

Jak jednak powiedział Janusz Wojciechowski, kluczowym problemem jest koszt transportu, który jest zbyt wysoki, i zawsze pośrednikom będzie się opłacało zostawić ziarno najbliżej granicy. – W normalnych warunkach rynkowych transport nie będzie opłacalny. Daleka jest droga korytarzami solidarnościowymi z Ukrainy na rynki jej odbiorców – do Turcji, Indonezji, Bangladeszu czy nawet Hiszpanii. Jeśli ma to się odbywać tymi korytarzami, to potrzebne jest unijne wsparcie – powiedział Wojciechowski. Chodzi o finansowanie tranzytu, ale też budowę infrastruktury transportowej czy magazynów do składowania ukraińskich produktów rolnych.

Polska domaga się przedłużenia zakazu importu do pięciu państw i grozi, że w razie negatywnej decyzji KE wprowadzi zakaz jednostronny. Tak powiedział premier Mateusz Morawiecki, a potwierdził to w Brukseli minister rolnictwa Robert Telus. – Mam nadzieję, że to się uda (decyzja na poziomie UE – red.) i nie będziemy musieli używać jednostronnych rozwiązań. Ale jak będziemy musieli, to to zrobimy – stwierdził Telus.

Czytaj więcej

Świat coraz mniej boi się zbożowych gróźb Rosji

Długoterminowe instrumenty

Takie podejście zdecydowanie nie podoba się innym krajom, które uważają, że w razie destablizacji rynku decyzja musi być podejmowania na poziomie unijnym. – Nie wolno działać w pojedynkę. My też mamy problemy, np. na rynku drobiu i jaj, i rozmawiamy o tym. Zresztą Polska dostała niebagatelną unijną pomoc dla swoich rolników, blisko 3 mld euro – argumentował Marc Fesneau, minister rolnictwa Francji. Przyznawał jednak, że problem destabilizacji rynku istnieje. – Wojna się nie kończy, musimy mieć długoterminowe instrumenty działania, a nie podejmować decyzje co kilka miesięcy – powiedział Francuz.

Państwa graniczące z Ukrainą skarżą się od miesięcy na to, że ich rynki zalewane są ukraińskimi produktami rolnymi. Na ich prośbę do 15 września obowiązuje unijny zakaz importu pszenicy, kukurydzy, ziarna słonecznika i rzepaku. Ale już napisały wspólny list, w którym domagają się przedłużenia tego zakazu do końca roku. Twierdzą, że prace, których celem jest udrożnienie tzw. korytarzy solidarnościowych, przez które ukraińskie produkty mają przejeżdżać dalej, idą w dobrym kierunku, ale sytuacja jest ciągle niestabilna.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Rolnictwo
Michał Kołodziejczak: Związek rolniczy Orka istnieje na razie tylko w Sejmie
Rolnictwo
Tajemnicza głodówka w Sejmie nieistniejącego związku
Rolnictwo
Dziwny strajk głodowy w Sejmie. Rolniczy związek nie istnieje, ale protestuje
Rolnictwo
Prestiżowa nagroda w konkursie Unii Europejskiej dla polskiego instytutu
Rolnictwo
Cebula towarem wyborczym w Indiach