Jest dylemat, na ile będziemy zmieniać Europę wobec procesów globalnych i czy szykujemy ją na zderzenie z nowymi centrami cywilizacyjnymi, takimi jak Chiny, Indie czy Brazylia. To wymaga istotnego przedefiniowania Unii i jej instytucji.

Unia Europejska jako federacja? Były prezydent mówi, że to możliwe, ale nie od razu:

Jeśli mówimy o federalizowaniu Unii i przygotowywaniu jej do starcia globalnego, to mówimy, moim zdaniem, o kilkunastu latach. Może nawet więcej. To jest taka perspektywa.

Kwaśniewski ocenia szanse Unii w globalnym wyścigu:

Europa ma ciągle szanse walczyć o brązowy medal. Bo złoty i srebrny są już rozdane – to Chiny i USA. Jeśli jednak nie zdecydujemy się na reformy wewnątrz Unii, to spadniemy z podium. I zostaniemy skansenem, do którego będzie się przyjeżdżać, żeby zobaczyć, jak się kiedyś żyło. Tak rozumiem Sikorskiego, dlatego go wspieram. Chodzi o to, by Unia Europejska miała więcej wspólnych polityk, a nie mniej. Do polityki zagranicznej, bezpieczeństwa musimy dołożyć wspólną politykę fiskalną, energetyczną, społeczną. To jest scenariusz pozytywny, o który warto powalczyć i w którym wszyscy zyskujemy.

A ten negatywny?

Wygrywają egoizmy narodowe, kryzys się rozszerza, rozwija się populizm, wzmacnia się polityka antyimigracyjna.

Były prezydent odnosi się do gromów, jakie spadły na ministra Sikorskiego po jego przemówieniu. Zgadza się, że to gra polityczna, ale podkreśla że:

Najważniejsze są poglądy Jarosława Kaczyńskiego ukształtowane na modłę XIX-wieczną. Ile razy dochodzimy do momentu prawdy okazuje się, że największe zagrożenie dostrzega ze strony Niemiec i Rosji. Nie mówię, że nie należy historii znać i jej pamiętać. Ale też nie można jej przykładać bezpośrednio do obecnej sytuacji.

Kwaśniewski mówi, że choć kryzys jest Kaczyńskiemu na rękę, to jednak on wierzy, że:

Kaczyński jest patriotą i źle Polsce nie życzy.

Uf, to nam ulżyło. Ale żeby Polsce bardziej groziła hegemonia Indii i Brazylii niż Niemiec? Odważna teza.