Rakiety manewrujące w samolotach F-16, elementy tarczy antyrakietowej, komandosi – to elementy tzw. polskich kłów, o których mówi premier Donald Tusk. Są to siły odstraszania potencjalnych agresorów.
Nie mniej ważnym elementem naszej siły powinna być budowa struktur obrony terytorialnej. Te jednak szwankują. Tak jakby politycy zapomnieli o prawdzie, że „wojsko zaczyna wojnę, a rezerwa ją kończy".
Narodowe Siły Rezerwowe powstały zaledwie trzy lata temu. Dzisiaj wiemy, że nie spełniły swojego zadania. I to przyznają zarówno oficerowie, jak i urzędnicy resortu obrony. Niedawno na swoim blogu pisał o tym szef MON Tomasz Siemoniak.
W NSR jest teraz ok. 10 tys. żołnierzy, choć powinno być ich dwa razy więcej. Znaczna część kandydatów traktuje NSR jako szybką ścieżkę dostania się do zawodowej służby wojskowej. Z takiej możliwości skorzystało około 10 tys. kandydatów.
Od początku służba w NSR była nieatrakcyjna finansowo, a i sami dowódcy jednostek, do których trafiali „rezerwiści", nisko oceniali ich umiejętności. Można było odnieść wrażenie, że rezerwistami łatali dziury kadrowe w jednostkach.
NSR nie stanowi solidnej siły, na której można byłoby budować zaplecze dla armii.
Dzisiaj resort obrony stara się zrobić wszystko, aby zwiększyć atrakcyjność tej służby. Oferuje rezerwistom zachęty finansowe, w tym lepsze wynagrodzenie za czas spędzony na ćwiczeniach i za umiejętności, jakie posiadają.
Na szczęście na takim pudrowaniu NSR się prawdopodobnie nie skończy. Od niedawna w Akademii Obrony Narodowej pracuje zespół, który ma przygotować koncepcję ich przebudowy.
Rektor AON gen. dyw. Bogusław Pacek zapewnia, że eksperci przedstawią propozycje w listopadzie. Ich koncepcja trafi do szefa MON, Sztabu Generalnego oraz Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Koncepcje są trzy. Pierwsza zakłada utrzymanie dzisiejszej formuły, czyli pozostawienie rezerwistów rozproszonych po różnych jednostkach, głównie w wojskach lądowych. Ponadto – jak to nazywa gen. Pacek – „polerowanie" przepisów, aby uatrakcyjnić służbę w NSR.
Druga koncepcja przewiduje stworzenie na bazie 20 tys. rezerwistów zwartych jednostek, czyli batalionów lub kompanii. W czasie wojny stanowiłyby one zaplecze konkretnych jednostek zawodowej armii. W czasie pokoju NSR-owcy mogliby pomagać np. przy likwidowaniu skutków klęsk żywiołowych. Obawiam się, że ta koncepcja zmian w NSR może być najbardziej atrakcyjna dla armii, choćby z powodów finansowych.
Trzecia przewiduje przekształcenie NSR w jednostki na wzór amerykańskiej Gwardii Narodowej. Tak jak w USA oddziały te działałyby obok jednostek wojskowych, miałyby swoje wyposażenie, tworzyłyby wyspecjalizowane zespoły. Mogłyby być tworzone np. w powiatach i pełnić rolę obrony terytorialnej.
Z punktu widzenia obronności kraju byłoby to najlepsze rozwiązanie, choć zdecydowanie najdroższe. Pytanie tylko, czy politycy będą mieli odwagę, by pójść tą drogą.