Przy okazji roztaczania przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego wizji kolejnej wielkiej inwestycji infrastrukturalnej, czyli budowy nowego portu nazwanego na cześć generała Józefa Hallera – dowódcy Błękitnej Armii – Portem Haller, pojawiło się uzasadnienie, że budowa nowego portu jest konieczna, gdyż porty w Gdańsku i Gdyni są zagrożone ostrzałem z rosyjskiego Królewca (dla Rosjan obwodu kaliningradzkiego). Pytanie brzmi jednak: czy Królewiec faktycznie stanowi dziś aż tak poważne, dyskwalifikujące zagrożenie dla polskiej infrastruktury morskiej w Trójmieście i na Bałtyku? Czy naprawdę to Rosjanie z tej eksklawy dyktują nam, gdzie mamy budować swoje porty?
Czytaj więcej
PiS proponuje budowę nowego portu morskiego - projekt na konferencji prasowej przedstawił prezes...
Zagrożenie ze strony obwodu królewieckiego. Czy PiS wierzy w siłę własnego kraju?
Zamiar budowy nowego portu morskiego prezes PiS ogłosił w asyście m.in. Mariusza Błaszczaka – byłego szefa MON w rządzie Mateusza Morawieckiego – oraz Kacpra Płażyńskiego, posła PiS z Pomorza i głównego pomysłodawcy tej inwestycji. Ma to być jeden z kluczowych punktów programu partii na nadchodzące wybory parlamentarne w 2027 roku. Port zlokalizowany byłby w rejonie Lubiatowo-Kopalino w gminie Choczewo, gdzie powstaje pierwsza polska elektrownia jądrowa i skupiał się głównie na obsłudze kontenerowców.
Nie zamierzam tu jako kolejny komentator wdawać się w dyskusję o gospodarczym sensie tego projektu – czy jest opłacalny, czy nie. Skupię się natomiast na tym drobnym, ale symptomatycznym militarnym fragmencie uzasadnienia, które wygłosił sam Jarosław Kaczyński. Stwierdził on bowiem: „Jednocześnie port znajdzie się w obszarze działania bazy antyrakietowej w Redzikowie i poza zasięgiem haubic dalekiego zasięgu z obwodu królewieckiego”. Miałoby to m.in. zapewnić bezpieczne zaopatrywanie polskiej armii przez sojuszników w razie konfliktu z Rosją. Abstrahując od tego, że można by ufundować konia z rzędem temu, kto zrozumie, o jakie dokładnie rosyjskie „haubice dalekiego zasięgu” prezesowi chodzi (prawdopodobnie o samobieżne 2S7 Pion kalibru 203 mm, ale o tym później), to w tym stwierdzeniu przebija się głęboka niewiara w militarną siłę Polski i jej sojuszników. Siłę, której budowę rozpoczął przecież sam PiS – choć niestety dopiero w schyłkowym okresie swoich rządów. O tę zwłokę można zresztą mieć do niego słuszne pretensje, podobnie jak do całej polskiej klasy politycznej od prawa do lewa.
Osobiście uważam, że prezes Kaczyński powinien jednak dopuścić do siebie myśl, że to nie Polska powinna się bać Rosjan z Królewca (Kaliningradu), lecz odwrotnie – Rosjanie Polski. Przejdźmy zatem do konkretów.