Dlaczego PiS musiał znaleźć nowy pomysł po wizerunkowej klęsce, jaką była afera z działką pod CPK?
Po tym, jak przywiązanie polityków prawicy do wielkich inwestycji okazało się nie do końca bezinteresowne – co ujawniła afera z działką pod CPK – partia Jarosława Kaczyńskiego potrzebowała nowego pomysłu. Pomysł na CPK został aferą z działką wizerunkowo dla PiS zrujnowany do tego stopnia, że Donald Tusk ogłosił, że ten skrót oznacza Cały PiS Kradnie. I zaproponował nową nazwę: Port Polska.
Nie lepiej było z kolejami dużych prędkości, które, budowane przy okazji infrastrukturalnego hubu przy nowym lotnisku, miały przenieść komunikację w Polsce w nową epokę. Pomysł nie spodobał się byłemu wicepremierowi Piotrowi Glińskiemu, który stwierdził, że… strach byłoby do tak szybkiego pociągu wsiadać.
PiS nauczył się, że wielkie projekty to skuteczne narzędzie szantażowania politycznych przeciwników. Zawsze będzie można powiedzieć, że Donald Tusk nie chce portu Haller, bo woli Niemcy, oskarżyć, że nie dość entuzjastycznie do pomysłu podszedł, co kwestionuje jego patriotyzm.
Rosnące poczucie narodowej dumy tworzy potrzebę materialnych wyznaczników nowego statusu Polski
PiS potrzebuje więc nowego pomysłu i nic dziwnego, że postawił na nowy port morski. Szczególnie że dzięki temu może upiec naraz kilka pieczeni. Po pierwsze, przecież lepiej rozmawiać o wielkich planach infrastrukturalnych niż tłumaczyć się z faktu, że Zbigniew Ziobro z supertwardego szeryfa zmienił się w zbiega i przyjął schronienie na Węgrzech. Po drugie, PiS wie, że ostatnie lata to czas raptownie wzmacniającego się poczucia dumy narodowej Polaków. Dumę tę karmią zaś wielkie projekty. Tak jak wyznacznikiem statusu jednostki jest dom jednorodzinny i luksusowy samochód, tak wyznacznikiem statusu narodu są jego wielkie osiągnięcia. Do tych osiągnięć w przypadku Polski należą podziw świata dla 35 lat transformacji gospodarczej i wzrostu bogactwa oraz sukcesy różnych polskich projektów. Z tego punktu widzenia dołożenie kolejnego pomysłu na wielki projekt jest politycznie sprytne.
Wielkie projekty, czyli jak zaszantażować Donalda Tuska wmawiając mu brak patriotyzmu
Szczególnie że – i to trzeci powód – PiS nauczył się, że wielkie projekty to skuteczne narzędzie szantażowania politycznych przeciwników. Zawsze będzie można powiedzieć, że Donald Tusk nie chce wielkich projektów, bo woli Niemcy, łatwo będzie go oskarżyć, że nie dość entuzjastycznie do pomysłu podszedł, co kwestionuje jego patriotyzm.