Maciej Strzembosz: Fałszywa alternatywa. Polsce potrzeba prorozwojowej presji obywatelskiej

Przeczytałem ostatnio, że wobec konieczności zbrojenia się na ewentualną wojnę Rosji z NATO trzeba zmniejszyć ambicje w kwestii innych dużych projektów inwestycyjnych w infrastrukturę i energetykę. Jeśli jest jakiś wzorzec z Sèvres fałszywych alternatyw, to ta spełnia wszystkie parametry i jako taka powinna być zapisana, oprawiona i wstawiona w muzeum jako eksponat. Najlepiej oczywiście w Muzeum Karykatury.

Publikacja: 31.01.2024 03:00

Rozmaici eksperci wynajdują przyczyny, dla których projekt CPK powinien być porzucony. Ale tak jest

Rozmaici eksperci wynajdują przyczyny, dla których projekt CPK powinien być porzucony. Ale tak jest też z wieloma innymi, potrzebnymi Polsce, pomysłami PiS

Foto: SEBASTIAN WIELECHOWSKI/SUPER EXPRESS/EAST NEWS

Jeśli bowiem idzie wojna, a wszystko wskazuje, że może tak być, to infrastruktura i energetyka są absolutnie kluczowe dla naszych zdolności obronnych. Jeśli politycy nie rozumieją tego sami z siebie, to potrzebny jest nacisk społeczny, który sprawi, że politykom nie będzie się opłacało kunktatorstwo, imposybilizm i przeklęte „jakoś to będzie”. Przy czym nie mam na myśli jakichś konkretnych polityków, ale całą klasę polityczną, która w Polsce najchętniej zajmuje się sama sobą. I oczywiście zawsze wie lepiej od zwykłego obywatela.

Nie potrafimy budować konsensusów

W 2017 roku Czesław Bielecki, jeden z tych pozytywnych wariatów, bez których w Polsce nic się nie dzieje, zorganizował zespół ekspertów, który zaprojektował drogę łączącą Trójmiasto z przesmykiem suwalskim. Bo przecież strategiczne znaczenie przesmyku suwalskiego to nic nowego i myślący obywatel widzi rzeczy, które umykają politykom zajętym nieustanną żądzą pognębienia politycznego przeciwnika, jakby zniszczenie opozycji było gwarantem powszechnej szczęśliwości i najważniejszym narzędziem rozwoju kraju.

Niezdolność przyznania racji przeciwnikowi politycznemu jest od lat jednym z hamulców rozwoju

Pomysł Bieleckiego był taki, żeby droga szła trasą starej pruskiej kolei, co znacząco przyspieszało i potaniało inwestycję. No ale przecież obywatel z definicji racji mieć nie może, więc czynownicy rządowi pociągnęli trasę inaczej, czyli przez obszary chronione i omijając Orzysz, bo przecież komunikacja nie musi komunikować ze sobą „nieważnych” miast. Przez sześć lat, do końca rządów PiS, droga nie tylko nie powstała, ale też nie rozpoczęto nawet prac innych niż studiowanie, jak tu zniszczyć stanowiska lęgowe, byle tylko nie przyznać racji komuś z zewnątrz. Oczywiście to, którędy będzie biegła droga, jest drugorzędne wobec tego, by powstała teraz jak najszybciej, tym niemniej szkoda sześciu zmarnowanych lat.

Ta historia jest dobrym przykładem pokazującym, że rządy PiS wcale nie były dalekowzroczne, sprawcze i stawiające bezpieczeństwo państwa na pierwszym miejscu. Ale to wcale nie znaczy, że należy teraz porzucić wszystkie inne projekty rozpoczęte przez rząd Morawieckiego, a zwłaszcza te, o których mówimy od dziesiątków lat, jak elektrownie atomowe czy sieć szybkich kolei. Tymczasem prorządowi pseudoeksperci prześcigają się w wynajdowaniu przyczyn, dla których projekty zapoczątkowane przez PiS powinny być porzucone. Niezdolność przyznania racji przeciwnikowi politycznemu nawet w najdrobniejszej sprawie jest od lat jednym z największych hamulców naszego rozwoju i uniemożliwia budowanie konsensusu wokół spraw najważniejszych dla naszego bezpieczeństwa i przyszłości.

Wiedza jest ponadpartyjna

Oczywiście jak zawsze najgorsi są neofici, ludzie, którzy posłami bądź ministrami zostają po raz pierwszy i starają się wyróżnić w byle jaki sposób. W tej chwili tak właśnie kariery robią Agnieszka Wojciechowska van Heukelom, która tuż przed emeryturą została posłanką PiS i postanowiła przebić chamstwem Krystynę Pawłowicz i Janusza Kowalskiego, oraz Maciej Lasek, który pierwszy raz dostał kawałek realnej władzy jako pełnomocnik ds. CPK i w ramach czystek politycznych wyrzucił nawet bezpartyjnych fachowców, powołując w ich miejsce lobbystów, w tym związanych z ruchem Stop CPK! Ja rozumiem, że pan Lasek ma do wyrównania rachunki z PiS związane z katastrofą smoleńską, ale czemu to wyrównywanie ma się odbywać kosztem szans rozwojowych Polski? I czemu kluczową inwestycję mają nadzorować ludzie jej przeciwni?

Czytaj więcej

Estera Flieger: Róbmy politykę – budujmy CPK i elektrownię atomową

Marzy mi się Polska, w której możliwe jest zaproszenie do współpracy ekspertów wskazanych przez wszystkie liczące się siły polityczne oraz organizacje obywatelskie, by rozpocząć wspólne prace nad koncepcjami rozwoju Polski, przy których nie ma znaczenia, kto coś zaproponował, lecz jedynie jakość pomysłu. Wiedza jest bowiem ponadpartyjna. I dobre dla Polski pomysły też nie powinny mieć charakteru partyjnego.

Tym wszystkim zaś, którzy mówią, że nie stać nas na wszystkie istotne inwestycje oraz zbrojenia, chciałbym przypomnieć, że na 800+ będziemy wydawać ok. 70 mld zł rocznie, mimo że wiadomo już, iż cały program nie ma większego znaczenia demograficznego, za to jest ważny z punktu widzenia ograniczania obszarów biedy i wyrównywania szans. Czemu więc nie płacimy nawet po 1000 zł, ale tylko tym, którzy tych pieniędzy naprawdę potrzebują? Zaoszczędzone kilkadziesiąt miliardów złotych bardzo byłoby przydatne i w obronności, i w projektach rozwojowych, zwłaszcza energetycznych i infrastrukturalnych.

Myśleć, ale w dłuższej perspektywie

Oczywiście zaraz podniesie się krzyk, że są rodziny tak bardzo wielodzietne, że nawet wysokie zarobki nie oznaczają swobody finansowej. Proszę bardzo – płaćmy wszystkim potrzebującym na każde dziecko, a bogatszym od czwartego dziecka wzwyż. Oszczędności nadal będą ogromne.

Fałszywa alternatywa: obronność albo rozwój jest jedynie dowodem na to, że politycy w Polsce nie potrafią twardo powiedzieć swoim elektoratom: wsparcie socjalne tak, ale tylko dla tych, którzy go realnie potrzebują. Gdy swego czasu pytałem ważnego polityka PiS, czemu chce mi dać 500 zł, których nie potrzebuję, usłyszałem, że bogatsi są na tyle wpływowi, że zatrzymają każde wsparcie socjalne, które ich nie obejmuje. Może to i prawda, tak jak może być prawdą hipoteza, że najbardziej CPK sprzeciwia się tzw. warszawka, dla której nie do pomyślenia jest podróż na lotnisko o 20 minut dłuższa. Ale w takim razie oznacza to, że w polskiej klasie politycznej jest zatrzęsienie koniunkturalistów, ale brak prawdziwych przywódców myślących w dłuższej perspektywie niż najbliższe wybory.

Tym bardziej jest więc ważna prorozwojowa presja obywatelska. Jak mówił mój stryjeczny dziadek Tomasz: polityk jest jak ulęgałka – dojrzewa, gdy spada. Domagający się przestrzegania prawa politycy PiS są tego najlepszym dowodem. Ale nie mamy czasu, więc potrzebujemy nowej zasady: politycy są jak ciasto – dobrze wychodzą, jak się ich mocno ugniata. Obywatele, do dzieła!

o autorze

Maciej Strzembosz

Producent filmowy, scenarzysta i publicysta.

Jeśli bowiem idzie wojna, a wszystko wskazuje, że może tak być, to infrastruktura i energetyka są absolutnie kluczowe dla naszych zdolności obronnych. Jeśli politycy nie rozumieją tego sami z siebie, to potrzebny jest nacisk społeczny, który sprawi, że politykom nie będzie się opłacało kunktatorstwo, imposybilizm i przeklęte „jakoś to będzie”. Przy czym nie mam na myśli jakichś konkretnych polityków, ale całą klasę polityczną, która w Polsce najchętniej zajmuje się sama sobą. I oczywiście zawsze wie lepiej od zwykłego obywatela.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Maciej Strzembosz: Kto wygrał, kto przegrał wybory samorządowe
Publicystyka
Michał Szułdrzyński: Jarosław Kaczyński izraelskiego ambasadora wyrzuca, czyli jak z rowerami na Placu Czerwonym
Publicystyka
Nizinkiewicz: Tusk przepowiada straszną przyszłość. Niestety, może mieć rację
Publicystyka
Flieger: Historia to nie prowokacja
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Publicystyka
Kubin: Europejski Zielony Ład, czyli triumf idei nad politycznymi realiami