Wiktoria Jędroszkowiak: Platforma sama nie wygra. Potrzeba paktu wspólnych rządów

To nie są już czasy, w których jeden rycerz na białym koniu – a w tym przypadku, Donald Tusk w białej koszuli z podwiniętymi rękawami – może uratować Polskę. Potrzebujemy gwarancji, że partie opozycyjne, zachowując swoją autonomię, stworzą silny, demokratyczny blok.

Publikacja: 12.06.2023 16:44

Młodzi ponad podziałami. Konferencja na placu Na Rozdrożu, skąd ruszał marsz Donalda Tuska, zorganiz

Młodzi ponad podziałami. Konferencja na placu Na Rozdrożu, skąd ruszał marsz Donalda Tuska, zorganizowana 7 czerwca. Trzecia z prawej: Wiktoria Jędroszkowiak

Foto: Antoni Iwańczuk

Pół miliona ludzi na ulicach Warszawy 4 czerwca to wyraźny sukces Platformy Obywatelskiej. To sukces Donalda Tuska jako lidera i mówcy, bo to właśnie on, a zaraz za nim Rafał Trzaskowski, jawili się w przekazie medialnym jako liderzy tego tłumu. Gdy jednak w kolejnych artykułach przytaczane są słowa polityków PO o bezwarunkowym poczuciu sukcesu, nie czuję się ani pewnie, ani spokojnie. Mimo pierwszego od dawna sondażu, w którym Koalicja Obywatelska prześcignęła PiS, nie wierzę już dziś w bezwarunkowe zwycięstwo opozycji. Do wyborów cztery i pół miesiąca. A PiS na pewno już dziś planuje kolejne kroki. Najwyższy czas na was, opozycjo.

Jakich zmian oczekują młodzi

Grunt pod walkę, którą obserwujemy już od dekad, czyli Donald Tusk kontra Jarosław Kaczyński, jest już zabetonowany. Według sondaży to mniejsze partie demokratyczne tracą – i prognoza jest taka, że będą tracić – na rzecz Koalicji Obywatelskiej. Młodzi ludzie tej walki nie chcą już jednak oglądać. Dla nich inne partie to alternatywa, a wyraźne postacie spoza PO i PiS często są idolkami i idolami – tak jest choćby z posłankami Lewicy, np. porównywaną do amerykańskiej kongresmenki Alexandrii Ocasio-Cortez Agnieszką Dziemianowicz-Bąk, czy tak było z Szymonem Hołownią, gdy kandydował w wyborach prezydenckich w 2020 r. Marszem 4 czerwca szeroko ekscytują się pokolenia 45+, a nawet 60+, czyli stały elektorat PO. To nie wystarczy.

Czytaj więcej

Aktywistki klimatyczne do Platformy Obywatelskiej: Pora powiedzieć „Myliliśmy się”

Gdy Andrzej Duda został prezydentem po raz pierwszy, miałam 14 lat. Później PiS wygrało wybory parlamentarne i wiele kolejnych, więc całe moje politycznie świadome życie to rzeczywistość projektowana przez obecną partię rządzącą. To Polska, w której żyje się niełatwo, często ma się poczucie beznadziei i braku możliwości zmiany. W tej rzeczywistości państwo zwyczajnie mnie nie chroni, bo dla partii rządzącej nie jestem potencjalnym elektoratem.

Młode kobiety nie głosują na PiS, dlatego można im odbierać podstawowe prawa, jak w przypadku aborcji. Można nie traktować poważnie wyzwań przed nimi stojących, jak mocno utrudnione usamodzielnienie się, bo koszty życia – od jedzenia przez wynajem mieszkania po rachunki za energię – są dla nas nie do przeskoczenia. Można ignorować brak poczucia bezpieczeństwa, które odczuwamy przez powyższe, ale również w wyniku znikomego dostępu do usług publicznych – to właśnie dlatego nie chcemy mieć dzieci.

Dobrze rozumiemy rzeczywistość i wiemy, że kryzys klimatyczny nasilać będzie już pogłębiające się kryzysy: gospodarcze, konflikty zbrojne i nierówności społeczne. Rozumiemy te zjawiska, ale boimy się, bo wśród liderów (i męska forma nie jest tu przypadkowa) rzadko widzimy odważnych inicjatorów zmiany i inżynierów społecznych. Nie odnajdujemy się w aktualnych układach sił i nie widzimy swojej reprezentacji na scenie politycznej. Jarosław Kaczyński może nas spłycać do „walących sobie w szyję”, bo to nie my – nie młodzi i nie nasza płeć – o wyborach zadecyduje. Jednocześnie według sondaży to młode dorosłe kobiety są grupą najmniej zmotywowaną do wyborów i to właśnie niezdecydowani stanowią trzecią największą grupę potencjalnych wyborców w Polsce.

Zamiast więc ogłaszać przedwczesne zwycięstwo, opozycja demokratyczna powinna się o potencjalne wyborczynie i wyborców upomnieć. I to nie PO, a mniejsze partie mogą przekonać ich do pójścia do urn.

Dlaczego apelujemy do opozycji, gdy „PiS rozwala nam demokrację...”

W 2020 r. wychodziłam z koleżankami na ulice, gdy rząd przekroczył już wszystkie granice i wszedł w moje życie i intymność tak głęboko, że wiele z nas, młodych kobiet, doznało szoku. Możemy spierać się o to, co przyniosły protesty Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Ja wiem, że przyniosły świadomość o prawach reprodukcyjnych, znormalizowały postulat legalnej aborcji (sami politycy Platformy mówią, że decyzja Donalda Tuska o tym, że z list KO wystartują tylko ci, którzy poprą zalegalizowanie aborcji do 12 tygodnia, jest prawdziwym przewrotem kopernikańskim). I pokazały siłę, która drzemie w nas, kobietach. Dziś jest podobnie. Nie potrzebujemy, żeby starsi panowie z Wiejskiej nas ratowali. To właśnie wy, opozycyjni liderzy, potrzebujecie nas.

Właśnie dlatego na kilka dni po marszu 4 czerwca z działaczami i działaczkami młodego pokolenia wystąpiliśmy z apelem do opozycyjnych liderów. Do wygłoszonego przez Donalda Tuska podczas niedzielnego marszu ślubowania dodaliśmy piąty punkt: zbudowanie prawdziwie godnej, wolnej i bezpiecznej Polski. Pierwszy krok do celu to pakt wspólnego rządzenia. To nie są już czasy, w których jeden rycerz na białym koniu (albo w tym przypadku – w białej koszuli z podwiniętymi rękawami) może uratować Polskę. Pakt o wspólnym rządzeniu to dla nas gwarancja, że partie opozycyjne, zachowując swoją autonomię, stworzą silny, demokratyczny blok. A taka gwarancja zdecydowane przybliży nas do prawdziwej wygranej jesienią.

Marszem i ekscytacją tych, którzy na KO i tak by zagłosowali, opozycja tych wyborów nie wygra

Dlaczego apelujemy do opozycji, gdy „PiS rozwala nam demokrację, a PO w końcu udało się zrobić coś wielkiego”? – pyta mnie jeden z polityków KO. Właśnie dlatego, że dobrze wiemy, że nie pójdziemy do przodu jako kraj, jeśli PiS po raz trzeci wygra wybory. Ale marszem i ekscytacją tych, którzy na KO i tak by zagłosowali, opozycja tych wyborów nie wygra. Albo wygra minimalną przewagą, która nie umożliwi utworzenia rządu.

Obecnie PiS orientuje się w sytuacji, w której szala została przechylona na stronę opozycji. PO nie może osiąść na laurach, bo to zmotywuje PiS do ataku – właśnie dlatego nie słyszymy już dziś o konflikcie wewnątrz Zjednoczonej Prawicy. Podzielony nie tak dawno blok wydaje się być z powrotem, jak w nazwie, zjednoczony.

Zdecydowane kroki, czyli wspólna deklaracja rządzenia, to pierwszy składnik przepisu na prawdziwie wolną Polskę. Sama wygrana partii Donalda Tuska, bez możliwości utworzenia rządu, nie zmienia wiele w życiu młodych Polek i Polaków.

Nie chcemy powroty do rządów PO-PSL

Gdy o niedzielnym marszu rozmawiam z moimi rówieśnikami, słyszę różne refleksje. Jedną z tych, które zapadły mi w pamięć najbardziej, podsunęła mi Dominika Lasota, aktywistka klimatyczna, z którą działam na co dzień w inicjatywie WSCHÓD. Dominika jest moją rówieśniczką, ma 21 lat i często zaznacza, że rządy PO zna tylko z opowieści: „To historie o tym, jak to wielu polityków zachłysnęło się władzą, bo ciepła woda w kranie leciała, więc wszystko było przepięknie i wszystko było normalnie, jak śpiewał Tomek Lipiński z zespołu Tilt, a dziś te słowa cytują liberałowie. Życie w PiS-owskiej rzeczywistości to koszmar, który wraz z przyjaciółkami próbuję zakończyć od lat”.

Jest też druga strona tej opowieści, niezbyt wygodna dla PO. Gdy ją przedstawiamy, najradykalniejsze skrzydło sympatyków PO, tzw. Silni Razem, nie zostawiają na nas suchej nitki. Padają oskarżenia o sprzyjanie PiS-owi, brak wartości demokratycznych, a nawet finansowanie działań przez obóz rządzący. „Nie chciałabym powrotu do tej fasadowej demokracji, w której wielu ludziom nie było dane jakkolwiek godnie żyć. Stoi przed nami szansa zrobienia odważnego skoku do przodu – i zbudowania fajnego kraju dla wszystkich. Zamiast odtwarzania dawnych historii, potrzeba nam napisać nową” – dodaje Dominika.

Czytaj więcej

Wiktoria Jędroszkowiak: Warszawskie Elektrownie Słoneczne. Wykorzystajmy potencjał blokowisk

Zuza Karcz, aktywistka edukacyjna, która od miesięcy działa przeciwko zmianom w oświacie wprowadzanym przez ministra Przemysława Czarnka, opowiada mi o marszu, który jej zdaniem trwa codziennie. Rozmawiamy o naszej działalności, o młodych osobach, które stawiają pierwsze kroki w aktywizmie, o ich wyzwaniach, kryzysach i troskach. Codzienne życie dla wielu z nich jest tak przygniatające, że chcą uciec od polityki, od zaangażowania, bo nie wierzą, że cokolwiek można zmienić. Jako aktywistka klimatyczna bardzo to rozumiem – trudno martwić się o koniec świata, gdy największe wyzwanie to koniec miesiąca.

Jak mi Zuza mówi wprost, maszerowała w niedzielę, wysoko trzymając napis: „Idę tu dla edukacji”. Ale obie dobrze wiemy, że to dla edukacji i godności młodych Polek i Polaków Zuza idzie każdego dnia. O niedzielnym proteście mówi stanowczo: „Marsz nie skończył się w niedzielę – to dopiero początek drogi. I w jej trakcie nie możemy mówić tylko o pojedynku Donalda z Gdańska i Jarosława z Warszawy. Prawdziwą sztuką liderstwa jest oddanie przestrzeni innym – szczególnie młodym – a tego zabrakło”.

Polska potrzebuje silnej, pozaparlamentarnej, a więc też pozapartyjnej opozycji demokratycznej

Partie polityczne o młodych przypominają sobie często na moment przed wyborami, traktują ich jak wolontariuszy, którzy za liderami powinni trzymać tabliczki podczas konferencji prasowych. Praca tych, którzy zmieniają partie wewnątrz, jest nierzadko tytanicznym wysiłkiem, często też fundamentem wielu działań „w terenie”.

Często od polityków słyszymy, że jak chcemy więcej młodych w polityce, to zapraszają na listy. To ważne, by listy wyborcze odświeżyć, ale kandydaci poniżej trzydziestki nie powinni służyć jedynie wypełnieniu miejsc, z których dostanie się do Sejmu graniczy z cudem. Sensowne miejsca na listach i wsparcie kampanii wyborczej (bo skąd 21-letnia kandydatka ma wziąć środki finansowe i zaplecze do liczącej się kampanii?) są potrzebne, ale to także nie wystarczy.

Na razie, prostą i zrozumiałą wizję dla młodych prezentuje jedynie Sławomir Mentzen i środowisko Konfederacji

Polska potrzebuje silnej, pozaparlamentarnej, a więc też pozapartyjnej opozycji demokratycznej. Widać to jak na dłoni, gdy spojrzymy na opozycję w Turcji i Węgrzech – tam bezpartyjnych działań wokół wyborów zabrakło. Wpadnięcie w sidła pułapki partycypacji osłabia nasze postulaty i po raz kolejny nie daje przestrzeni tym wyborcom i wyborczyniom, którzy nie odnajdują się w konkretnym ugrupowaniu. My tę lukę wypełniamy i mówimy wprost: wiedzcie, że wasz głos ma siłę i idźcie do wyborów, uwierzcie w zmianę i Polskę, która jest po prostu fajniejszym krajem do życia i zagłosujcie na opozycję, a my po wygranych wyborach będziemy patrzeć politykom na ręce i pilnować, by służyli państwu, nie partii, nie zyskom.

Jaką wizję Polski musi przedstawić opozycja

„Młodzi ludzie potrzebują pewności, że będą mieli godziwe warunki pracy i dach nad głową. Sytuacja na rynku pracy i mieszkalnictwo to jedne z najpilniejszych problemów, z jakimi młodzi ludzie muszą się zmagać” – mówi mi Nadia Oleszczuk-Zygmuntowska, działaczka związkowa z Konfederacji Pracy Młodych, która zrzesza pracowników przed 35. rokiem życia. Programy partii powinny wreszcie dać nam sensowne perspektywy. Demokratyczna opozycja musi w końcu, w drugim kroku po deklaracji wspólnego rządzenia, odpowiedzieć na potrzeby młodych i opowiedzieć im o własnej wizji Polski.

Na razie, prostą i zrozumiałą wizję dla młodych prezentuje jedynie Sławomir Mentzen i środowisko Konfederacji. Ta wizja oczywiście jest zupełnie zakłamana, a sam Mentzen już teraz łagodzi swoje faszystowskie, antykobiece, homofobiczne i antysemickie przekazy, by „przytulić się” do centrum i być bliżej młodych.

Opowieść opozycji musi być atrakcyjna, zrozumiała i blisko ludzi, musi być też napisana przez kilka partii, a ogromną rolę musi odegrać tu Lewica, najczęściej wybierana przez młode kobiety. Do dziś nie mogę zapomnieć o sytuacji, w której Izabela Leszczyna, posłanka KO, na antenie Radia Zet, na pytanie o plan KO dla młodych, najpierw odpowiedziała milczeniem, a później mówiła o zwiększaniu elitarności polskich uniwersytetów. W czasach inflacji, kryzysu klimatycznego i wojny w Ukrainie młodych nie obchodzi, które miejsce w europejskim rankingu zajmuje Uniwersytet Jagielloński czy Wrocławski. Takie wpadki nie mogą mieć miejsca, a programy muszą być przygotowane i opowiedziane młodym.

PiS jest w potrzasku, ale umie odnaleźć się w walce duopolu, często tę walkę dotychczas wygrywał. Może wyjść z tej walki silniejsze i bardziej zmotywowane, jednocześnie uruchamiając pokaźny negatywny elektorat Donalda Tuska.

Liderzy opozycji: czas na zmianę! „Polityka to troska” – cytując Donalda Tuska. Pokażcie ją prawdziwie, zapowiadając wspólne rządy, które będą zwiastunem fajnego kraju do życia, nie tylko przetrwania. Oczekujemy paktu wspólnych rządów.

Pół miliona ludzi na ulicach Warszawy 4 czerwca to wyraźny sukces Platformy Obywatelskiej. To sukces Donalda Tuska jako lidera i mówcy, bo to właśnie on, a zaraz za nim Rafał Trzaskowski, jawili się w przekazie medialnym jako liderzy tego tłumu. Gdy jednak w kolejnych artykułach przytaczane są słowa polityków PO o bezwarunkowym poczuciu sukcesu, nie czuję się ani pewnie, ani spokojnie. Mimo pierwszego od dawna sondażu, w którym Koalicja Obywatelska prześcignęła PiS, nie wierzę już dziś w bezwarunkowe zwycięstwo opozycji. Do wyborów cztery i pół miesiąca. A PiS na pewno już dziś planuje kolejne kroki. Najwyższy czas na was, opozycjo.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Interwencja Boża w wybory w Ameryce
Publicystyka
Paweł Kowal: W sprawie Ukrainy NATO w połowie drogi
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Przez logikę odwetu Donald Tusk musi za wszelką cenę utrzymać się u władzy
Publicystyka
Groźny marsz Marine Le Pen
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Publicystyka
W Małopolsce partia postawiła się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Czy porażkę można przekuć w sukces?