Reklama

Jędrzej Bielecki: Priorytet polskiej dyplomacji? Zwycięstwo PiS

W exposé minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau zapowiedział, że tylko pełna klęska Rosji może zakończyć wojnę. To brzmi świetnie przez wyborami, ale skuteczności polskiej polityki zagranicznej nie służy.
Zbigniew Rau przemawiał, ławy poselskie partii rządzącej były puste

Zbigniew Rau przemawiał, ławy poselskie partii rządzącej były puste

Foto: PAP/Leszek Szymański

Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 414

Margines niedopowiedzenia jest cennym narzędziem w dyplomacji, szczególnie, gdy idzie o egzystencjalne kwestie bezpieczeństwa. Od wybuchu wojny na Ukrainie starannie go wykorzystuje Ameryka, ale też Niemcy, Francja czy Wielka Brytania. Kraje te nie chcą rozstrzygnąć, czy wojna z Rosją może się zakończyć dopiero po oddaniu wszystkich ukraińskich ziem, łącznie z Krymem. Słychać tam raczej formułę, że o warunkach pokoju zdecyduje prezydent Wołodymyr Zełenski. To pozwala dostosować strategię Zachodu do sytuacji na froncie, ale też prawdopodobieństwa użycia broni jądrowej przez Kreml czy stanowiska Chin.

W dorocznym exposé o polskiej polityce zagranicznej Zbigniew Rau odszedł od tego podejścia. Postawił na maksymalizację celów. Minister uznał, że dopóki Krym będzie w rosyjskich rękach, Rosja „pozostanie poza wspólnotą cywilizowanych narodów”. Polska będzie w tym czasie starała się maksymalnie izolować Moskwę, podobnie jak Mińsk. Nasz kraj będzie też dążył do jak najszybszego włączenia Ukrainy do NATO i Unii.

Czytaj więcej

Expose szefa MSZ. "Polacy lepiej niż ktokolwiek w Europie znają koszty, jakie niesie ze sobą wojna"

Na pół roku przed wyborami tak mocne deklaracje brzmią z pewnością dobrze. Pytanie brzmi: na ile są realne. Test pojawi się już w lipcu, na szczycie NATO w Wilnie, gdzie, jak dziś wszystko na to wskazuje, polski postulat podjęcia już teraz decyzji o wprowadzeniu Ukrainy do Sojuszu Atlantyckiego nie znajdzie poparcia żadnego z głównych aliantów. 

Reklama
Reklama

Po wybuchu wojny, z powodu położenia geograficznego, pozycja dyplomatyczna Polski wzrosła. Na Zachodzie doceniono także prowadzony od kilku lat program forsownej modernizacji sił zbrojnych oraz trafną diagnozę co do rosyjskiego imperializmu. Jednak utrzymujące się wątpliwości w sprawie rządów prawa w naszym kraju oraz permanentne ataki na Niemcy spowodowały, że polskie władze nie potrafiły wykorzystać nowo zdobytych atutów, by wpłynąć  na stanowisko tak Waszyngtonu, jak i Berlina. 

Nie skuteczność polityki zagranicznej jest dziś priorytetem dla PiS. O wiele ważniejsze jest zachowanie władzy

W exposé Rau nie wyciągnął z tego wniosku. Zapewniał, że sojusz polsko-amerykański jest oparty „przede wszystkim na umiłowaniu wolności” zapominając, że gdyby nie wojna w Ukrainie, administracja Bidena najpewniej nadal bojkotowałaby Warszawę. Perspektyw zakończenia sporu o praworządność przecież nie ma. Gdy zaś idzie o Niemcy, minister wrócił do nierozliczonej historii sprzed 80 lat i podkreślił, że „nie ma powszechnego zainteresowania powierzeniu Berlinowi przywództwa kontynentu”. Taki układ powoduje, że nawet zdawałoby się oczywisty postulat wypowiedzenia Aktu Stanowiącego Rosja-NATO z 1997 r., który ogranicza obecność sojuszniczą w Polsce, wciąż jest niemożliwy do przeprowadzenia. 

Ale to nie skuteczność polityki zagranicznej jest dziś priorytetem dla PiS. O wiele ważniejsze jest zachowanie władzy. A do tego skuteczność dyplomacji jest mniej ważna. Ławy poselskie partii rządzącej były w czasie exposé puste. 

Publicystyka
Estera Flieger: Dorastanie Europy
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Publicystyka
Marek Kutarba: Estonia grozi Rosji atakiem rakietowym. Co może być jego celem?
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Czy Zbigniew Ziobro ma na siebie pomysł
Publicystyka
Jędrzej Bielecki: Orędzie Donalda Trumpa o stanie państwa. Jak prezydent USA mijał się z prawdą
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama